sobota, 26 kwietnia 2014

1. Niespodziewana wiadomość

Dzień jak każdy, no może z wyjątkiem rozpoczęcia roku szkolnego. Mimo mrocznej atmosfery, która niestety panowała od niedawna w świecie magii uczniowie wesoło rozmawiali i wspominali wakacje. Dla brązowowłosej Gryfonki był to już siódmy rok nauki w Hogwarcie. Miała nadzieję na kolejny udany rok. Nie wiedziała jednak jak bardzo jej życie się zmieni. Jak bardzo ona się zmieni…

Po jakimś czasie, kiedy uczniowie zdążyli już prawie wyczerpać temat wakacji, wstał dyrektor szkoły Albus Dumbledore. Starzec zaczął swoje coroczne przemówienie. Wszyscy słuchali go w ciszy, ale z twarzy można było wywnioskować, że byli znudzenie słowami, które padły rok temu, dwa czy nawet 3 lata temu. Jedynie do mnie nie dochodziły słowa starca. Moją głowę zaprzątały inne, ważniejsze według mnie sprawy. Był to między innymi chłopak. Ale nie byle jaki. Łudząco przypominał samą mnie. Mimo wysiłku nie mogłam sobie przypomnieć skąd kojarzę młodzieńca, który przydzielony został do Domu Węża. Czyli jednak nie byliśmy tacy sami. Ona, odważna, uczciwa i wierna swojemu domowi Gryfonka nie może być podobna do Ślizgona! To niedorzeczne!
Nawet się nie zorientowałam kiedy jedzenie pojawiło się na stołach. Zaczęła się wyczekiwana przez wszystkich uczta. Dało się słyszeć brzdęk sztućców, mlaskanie i niekiedy rozmowy. Po jakiejś godzinie jedzenie zniknęło a dyrektor wstał ponownie.
-Na koniec przypominam tylko, że wszyscy uczniowie mają całkowity zakaz odwiedzania Zakazanego Lasu! Wszystkich proszę o rozejście się do dormitoriów. Pierwszoroczni zostaną poprowadzeni przez prefektów swoich domów. Dziękuję za uwagę i przypominam, że śniadanie rozpoczyna się o godzinie 9!
Miałam już wychodzić kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam profesor McGonagall ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Panno Granger, profesor Dumbledore wzywa panią do siebie – powiedziała z żalem.
-Dlaczego? Coś się stało? –byłam zdziwiona, w końcu był dopiero pierwszy dzień szkoły.
-Już nie moja w tym głowa. Proszę za mną.
Spojrzałam z pytającym wzrokiem na swoich przyjaciół, a potem ruszyłam za profesor. Zauważyłam jeszcze, że chłopak o którym rozmyślałam przygląda mi się z ciekawością, a potem idzie za nami. O co tu chodzi do cholery?!
Doszliśmy do gabinetu. McGonagall wypowiedziała hasło i mogliśmy wejść do środka. Chłopak jednak pozostał na zewnątrz. Okej, to było dziwne…
-Witaj Hermiono – usłyszałam. Spojrzałam na dyrektora, który uśmiechał się ciepło i prawdziwie, w przeciwieństwie do Minerwy. Przywitałam się i odwzajemniłam uśmiech. – Usiądź proszę. Musimy porozmawiać.
Usiadłam posłusznie nadal zdenerwowana i niepewna. Przecież nic nie zrobiłam.
-Chciałbym opowiedzieć ci historię, która w jakimś stopniu jest związana z tobą. – popatrzył na mnie ostrożnie i kontynuował – Kiedyś, kiedy Tom Riddle był jeszcze zwykłym czarodziejem, miał narzeczoną o imieniu Christina. Wydaje mi się, że tylko ona trzymała go w normalności. Nie było jeszcze śmierciożerców ani otwartego tępienia mugoli. Po jakimś czasie jednak kobieta zauważyła, że Tom zaczyna powoli szaleć. Przyjmował do swoich szeregów czarodziei, którzy uważali, że czarodziei o nieczystej krwi powinno się wybić. Uciekła od niego i schroniła się u swoich przyjaciół. Niestety nie powiedziała wcześniej mężczyźnie, że jest w ciąży. On jednak dowiedział się o tym i kazał znaleźć żonę i przyprowadzić ją do niego w nienaruszonym stanie. Zanim ją znaleźli ona urodziła dwójkę zdrowych dzieci. Dziewczynkę i chłopca. Dała ich swoim przyjaciołom i oddała się w ręce śmierciożerców. Natomiast tymczasowi opiekunowie dzieci napisali do mnie o wszystkim. Powiadomili mnie także o prośbie matki, która chciała aby dzieci dowiedziały się o swoim pochodzeniu kiedy osiągną pełnoletność. Jako, że sami mieli dwójkę własnych dzieci nie mogli zaopiekować się bliźniakami. Oddali więc je do sierocińca. Oczywiście zażądali, aby byli pierwsi w kolejce do adoptowania. Tak się też stało. Dziewczynka trafiła do rodziny angielskiej, a chłopiec do szweckiej. Dziewczynka trafiła do Hogwartu, a chłopiec do Durmstrangu. – dyrektor przerwał i zaczął mi się przyglądać. Nadal nie wiedziałam co ja mam do tego. – Pewnie zastanawiasz się dlaczego ci to mówię. Cóż… ten chłopiec przeniósł się do Hogwartu i jest tu z nami. – starzec zawołał, aby wszedł.
Oczywiście jak się spodziewałam było to chłopak, który szedł za nami pod gabinet.
- Hermiono… To jest Nicholas Riddle. - podał mi rękę, ja odwzajemniłam gest.
- Hermiona Granger, miło mi - uśmiechnęłam się lekko - Jednak... Profesorze, nadal nie rozumiem.
- Ah tak! Cóż panno Granger... to jest właśnie pani brat.
Moje oczy rozszerzyły się automatycznie, a ja sama zapomniałam jak się oddycha. Usiadłam powoli podtrzymując się oparcia fotela. Zaczęłam liczyć do dziesięciu i uspokajać się co wychodziło mi z marnym skutkiem. Słyszałam nawoływania dyrektora, ale nie byłam świadoma co do mnie mówi. Zamknęłam oczy z pod, których wyleciała powoli jedna, samotna łza. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To było niemożliwe, nierealne. Nie mogłam być córką tak okrutnego czarodzieja, który próbuje zabić mojego przyjaciela. A jednak.
Po czasie uświadomiłam sobie gdzie się znajduję i co mówią do mnie obecni w gabinecie. Okazało się, że Nicholas kuca przy mnie i próbuje pocieszyć. To było naprawdę miłe, ponieważ w ogóle nie znałam jeszcze swojego brata. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się na co on się rozpromienił. Usłyszałam profesor McGonagall.
- Przykro mi to mówić panno Granger, ale musimy powtórzyć Ceremonię Przydziału w pani przypadku. Odbędzie się jutro podczas śniadania dlatego proszę o obecność. - widziałam jak na mnie patrzy. Pełna smutku, żalu i rozczarowania. Miała mnie przecież za ukochaną kujonicę, wierną Gryfonkę.
- Pozostaje jeszcze jedna sprawa panno Granger. - usłyszałam ciepły mimo sytuacji głos profesora - Pytanie czy chciałaby pani przyjąć nazwisko Riddle.
Przed moimi oczyma przeleciały sceny kiedy byłam razem ze swoimi rodzicami, którzy okazali się nie być biologiczną rodziną. Sceny kiedy śmiałam się głośno razem z przyjaciółmi. Sceny kiedy razem z nimi łamaliśmy zasady w szkole, aby tylko odkryć tajemnice związane z Volde... moim ojcem. Wiedziałam, że jeśli zmienię nazwisko wszystko się zawali. Wszystko spieprzę. Ale już postanowiłam. Nie chcę udawać nikogo. Nie chcę być szlamą.
- Przyjmę moje prawdziwe nazwisko.
W tej chwili moje życie zmieniło się całkowicie. Nieodwracalnie.

_________________________________________________________________________________

I oto jest pierwszy rozdział! :) Wcześniej niż zapowiadałam! Przepraszam, że nie jest on za długi, ale chciałam skończyć w tym właśnie momencie. Nie dało się inaczej. Musicie mi także wybaczyć błędy i powtórzenia. Nie wiedziałam także czy dobrze odmienię jeśli napiszę 'Minerwy'. Trochę dziwnie to wygląda, ale nie ważne.
Baaaaaaaaaardzo proszę o komentarze. Możecie się u mnie także reklamować, ale proszę wtedy także o opinię. Piszcie mi także czy powinnam coś pozmieniać, to dla mnie na prawdę ważne. Z góry bardzo dziękuję! :*

-Nessa

czwartek, 24 kwietnia 2014

Mówię cześć :)

Witajcie kochani :)
Prawdopodobnie nie przedstawiałabym się gdyby to nie był mój pierwszy blog, ale dopiero zaczynam przygodę z pisaniem/blogowanie, więc czemu nie.
Moje prawdziwe imię to Weronika. Najgorsze imię, fuj. Mam lat 14, więc macie do czynienia z młodą osóbką, niedoświadczoną w tego typu sprawach. Mam nadzieję, że mój wiek wam nie przeszkadza i was nie odpycha. Czego nie lubię? Gimbusów, sezonowców, tapeciar, szkolnych gwiazdeczek, masła, majonezu i kiełbasy. Ale lubię czekoladę. O tak.
Jeśli zauważyliście, będzie to opowiadanie (lub fan fiction, jak kto woli) o Hermionie Riddle. Nie, nie, nie. Nie chodzi mi o Hermione i Toma razem. To będzie coś całkiem innego. Myślę, że większość wie co, ale jeśli nie to po czasie się dowiecie, więc już nie zanudzam.
Mam nadzieję, że będziecie czytać moje bazgroły. Liczę też na komentarze (:
Nie wiem kiedy pojawi się następna notka, najprawdopodobniej za tydzień lub trochę wcześniej/później.

UWAGA
Opowiadanie piszę sama, nie kradnę, nie kopiuję! Jeśli coś będzie podobne do innych ff to naprawdę PRZEPRASZAM. Czytałam tego już tyle, że nie wiem co sama wymyśliłam, a co zapamiętałam z innych opowiadań.

Pozdrawiam
- Nessa