Dzień jak każdy, no może z wyjątkiem rozpoczęcia roku
szkolnego. Mimo mrocznej atmosfery, która niestety panowała od niedawna w
świecie magii uczniowie wesoło rozmawiali i wspominali wakacje. Dla
brązowowłosej Gryfonki był to już siódmy rok nauki w Hogwarcie. Miała nadzieję na kolejny udany rok. Nie wiedziała jednak jak bardzo jej życie się zmieni. Jak bardzo ona się zmieni…
Po jakimś czasie, kiedy uczniowie zdążyli już prawie
wyczerpać temat wakacji, wstał dyrektor szkoły Albus Dumbledore. Starzec zaczął
swoje coroczne przemówienie. Wszyscy słuchali go w ciszy, ale z twarzy można
było wywnioskować, że byli znudzenie słowami, które padły rok temu, dwa czy
nawet 3 lata temu. Jedynie do mnie nie dochodziły słowa starca. Moją głowę
zaprzątały inne, ważniejsze według mnie sprawy. Był to między innymi chłopak.
Ale nie byle jaki. Łudząco przypominał samą mnie. Mimo wysiłku nie mogłam sobie
przypomnieć skąd kojarzę młodzieńca, który przydzielony został do Domu Węża.
Czyli jednak nie byliśmy tacy sami. Ona, odważna, uczciwa i wierna swojemu
domowi Gryfonka nie może być podobna do Ślizgona! To niedorzeczne!
Nawet się nie zorientowałam kiedy jedzenie pojawiło się na
stołach. Zaczęła się wyczekiwana przez wszystkich uczta. Dało się słyszeć
brzdęk sztućców, mlaskanie i niekiedy rozmowy. Po jakiejś godzinie jedzenie
zniknęło a dyrektor wstał ponownie.
-Na koniec przypominam tylko, że wszyscy uczniowie mają
całkowity zakaz odwiedzania Zakazanego Lasu! Wszystkich proszę o rozejście się
do dormitoriów. Pierwszoroczni zostaną poprowadzeni przez prefektów swoich
domów. Dziękuję za uwagę i przypominam, że śniadanie rozpoczyna się o godzinie
9!
Miałam już wychodzić kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
Odwróciłam się i zobaczyłam profesor McGonagall ze sztucznym uśmiechem na
twarzy.
-Panno Granger, profesor Dumbledore wzywa panią do siebie –
powiedziała z żalem.
-Dlaczego? Coś się stało? –byłam zdziwiona, w końcu był
dopiero pierwszy dzień szkoły.
-Już nie moja w tym głowa. Proszę za mną.
Spojrzałam z pytającym wzrokiem na swoich przyjaciół, a
potem ruszyłam za profesor. Zauważyłam jeszcze, że chłopak o którym rozmyślałam
przygląda mi się z ciekawością, a potem idzie za nami. O co tu chodzi do
cholery?!
Doszliśmy do gabinetu. McGonagall wypowiedziała hasło i
mogliśmy wejść do środka. Chłopak jednak pozostał na zewnątrz. Okej, to było
dziwne…
-Witaj Hermiono – usłyszałam. Spojrzałam na dyrektora, który
uśmiechał się ciepło i prawdziwie, w przeciwieństwie do Minerwy. Przywitałam
się i odwzajemniłam uśmiech. – Usiądź proszę. Musimy porozmawiać.
Usiadłam posłusznie nadal zdenerwowana i niepewna. Przecież
nic nie zrobiłam.
-Chciałbym opowiedzieć ci historię, która w jakimś stopniu
jest związana z tobą. – popatrzył na mnie ostrożnie i kontynuował – Kiedyś,
kiedy Tom Riddle był jeszcze zwykłym czarodziejem, miał narzeczoną o imieniu
Christina. Wydaje mi się, że tylko ona trzymała go w normalności. Nie było
jeszcze śmierciożerców ani otwartego tępienia mugoli. Po jakimś czasie jednak
kobieta zauważyła, że Tom zaczyna powoli szaleć. Przyjmował do swoich szeregów czarodziei,
którzy uważali, że czarodziei o nieczystej krwi powinno się wybić. Uciekła od
niego i schroniła się u swoich przyjaciół. Niestety nie powiedziała
wcześniej mężczyźnie, że jest w ciąży. On jednak dowiedział się o tym i kazał
znaleźć żonę i przyprowadzić ją do niego w nienaruszonym stanie. Zanim ją
znaleźli ona urodziła dwójkę zdrowych dzieci. Dziewczynkę i chłopca. Dała ich
swoim przyjaciołom i oddała się w ręce śmierciożerców. Natomiast tymczasowi
opiekunowie dzieci napisali do mnie o wszystkim. Powiadomili mnie także o
prośbie matki, która chciała aby dzieci dowiedziały się o swoim pochodzeniu
kiedy osiągną pełnoletność. Jako, że sami mieli dwójkę własnych dzieci nie
mogli zaopiekować się bliźniakami. Oddali więc je do sierocińca. Oczywiście
zażądali, aby byli pierwsi w kolejce do adoptowania. Tak się też stało.
Dziewczynka trafiła do rodziny angielskiej, a chłopiec do szweckiej.
Dziewczynka trafiła do Hogwartu, a chłopiec do Durmstrangu. – dyrektor przerwał
i zaczął mi się przyglądać. Nadal nie wiedziałam co ja mam do tego. – Pewnie zastanawiasz
się dlaczego ci to mówię. Cóż… ten chłopiec przeniósł się do Hogwartu i jest tu
z nami. – starzec zawołał, aby wszedł.
Oczywiście jak się spodziewałam było to chłopak, który szedł
za nami pod gabinet.
- Hermiono… To jest Nicholas Riddle. - podał mi rękę, ja odwzajemniłam gest.
- Hermiona Granger, miło mi - uśmiechnęłam się lekko - Jednak... Profesorze, nadal nie rozumiem.
- Ah tak! Cóż panno Granger... to jest właśnie pani brat.
Moje oczy rozszerzyły się automatycznie, a ja sama zapomniałam jak się oddycha. Usiadłam powoli podtrzymując się oparcia fotela. Zaczęłam liczyć do dziesięciu i uspokajać się co wychodziło mi z marnym skutkiem. Słyszałam nawoływania dyrektora, ale nie byłam świadoma co do mnie mówi. Zamknęłam oczy z pod, których wyleciała powoli jedna, samotna łza. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To było niemożliwe, nierealne. Nie mogłam być córką tak okrutnego czarodzieja, który próbuje zabić mojego przyjaciela. A jednak.
Po czasie uświadomiłam sobie gdzie się znajduję i co mówią do mnie obecni w gabinecie. Okazało się, że Nicholas kuca przy mnie i próbuje pocieszyć. To było naprawdę miłe, ponieważ w ogóle nie znałam jeszcze swojego brata. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się na co on się rozpromienił. Usłyszałam profesor McGonagall.
- Przykro mi to mówić panno Granger, ale musimy powtórzyć Ceremonię Przydziału w pani przypadku. Odbędzie się jutro podczas śniadania dlatego proszę o obecność. - widziałam jak na mnie patrzy. Pełna smutku, żalu i rozczarowania. Miała mnie przecież za ukochaną kujonicę, wierną Gryfonkę.
- Pozostaje jeszcze jedna sprawa panno Granger. - usłyszałam ciepły mimo sytuacji głos profesora - Pytanie czy chciałaby pani przyjąć nazwisko Riddle.
Przed moimi oczyma przeleciały sceny kiedy byłam razem ze swoimi rodzicami, którzy okazali się nie być biologiczną rodziną. Sceny kiedy śmiałam się głośno razem z przyjaciółmi. Sceny kiedy razem z nimi łamaliśmy zasady w szkole, aby tylko odkryć tajemnice związane z Volde... moim ojcem. Wiedziałam, że jeśli zmienię nazwisko wszystko się zawali. Wszystko spieprzę. Ale już postanowiłam. Nie chcę udawać nikogo. Nie chcę być szlamą.
- Przyjmę moje prawdziwe nazwisko.
W tej chwili moje życie zmieniło się całkowicie. Nieodwracalnie.
- Hermiona Granger, miło mi - uśmiechnęłam się lekko - Jednak... Profesorze, nadal nie rozumiem.
- Ah tak! Cóż panno Granger... to jest właśnie pani brat.
Moje oczy rozszerzyły się automatycznie, a ja sama zapomniałam jak się oddycha. Usiadłam powoli podtrzymując się oparcia fotela. Zaczęłam liczyć do dziesięciu i uspokajać się co wychodziło mi z marnym skutkiem. Słyszałam nawoływania dyrektora, ale nie byłam świadoma co do mnie mówi. Zamknęłam oczy z pod, których wyleciała powoli jedna, samotna łza. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To było niemożliwe, nierealne. Nie mogłam być córką tak okrutnego czarodzieja, który próbuje zabić mojego przyjaciela. A jednak.
Po czasie uświadomiłam sobie gdzie się znajduję i co mówią do mnie obecni w gabinecie. Okazało się, że Nicholas kuca przy mnie i próbuje pocieszyć. To było naprawdę miłe, ponieważ w ogóle nie znałam jeszcze swojego brata. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się na co on się rozpromienił. Usłyszałam profesor McGonagall.
- Przykro mi to mówić panno Granger, ale musimy powtórzyć Ceremonię Przydziału w pani przypadku. Odbędzie się jutro podczas śniadania dlatego proszę o obecność. - widziałam jak na mnie patrzy. Pełna smutku, żalu i rozczarowania. Miała mnie przecież za ukochaną kujonicę, wierną Gryfonkę.
- Pozostaje jeszcze jedna sprawa panno Granger. - usłyszałam ciepły mimo sytuacji głos profesora - Pytanie czy chciałaby pani przyjąć nazwisko Riddle.
Przed moimi oczyma przeleciały sceny kiedy byłam razem ze swoimi rodzicami, którzy okazali się nie być biologiczną rodziną. Sceny kiedy śmiałam się głośno razem z przyjaciółmi. Sceny kiedy razem z nimi łamaliśmy zasady w szkole, aby tylko odkryć tajemnice związane z Volde... moim ojcem. Wiedziałam, że jeśli zmienię nazwisko wszystko się zawali. Wszystko spieprzę. Ale już postanowiłam. Nie chcę udawać nikogo. Nie chcę być szlamą.
- Przyjmę moje prawdziwe nazwisko.
W tej chwili moje życie zmieniło się całkowicie. Nieodwracalnie.
_________________________________________________________________________________
I oto jest pierwszy rozdział! :) Wcześniej niż zapowiadałam! Przepraszam, że nie jest on za długi, ale chciałam skończyć w tym właśnie momencie. Nie dało się inaczej. Musicie mi także wybaczyć błędy i powtórzenia. Nie wiedziałam także czy dobrze odmienię jeśli napiszę 'Minerwy'. Trochę dziwnie to wygląda, ale nie ważne.
Baaaaaaaaaardzo proszę o komentarze. Możecie się u mnie także reklamować, ale proszę wtedy także o opinię. Piszcie mi także czy powinnam coś pozmieniać, to dla mnie na prawdę ważne. Z góry bardzo dziękuję! :*
-Nessa