Spacerkiem ruszyłam w stronę gabinetu Severusa Snape gdzie miał odbyć się szlaban. Miałam jeszcze dosyć dużo czasu, bo postanowiłam wyjść wcześniej. Chciałam pobyć chwilę sama. Wszyscy byli w Wielkiej Sali, gdyż trwała kolacja, więc miałam chwilę ciszy i samotności. Po chwili dotarłam i zapukałam do drzwi. Usłyszałam zaproszenie, więc weszłam. Za biurkiem siedział profesor i pisał coś na rolce pergaminu. Po prawej stronie pokoju, na fotelu znalazł swoje miejsce Malfoy. Był ubrany w zwykły czarny t-shirt i tego samego koloru spodnie. Platynowe kosmyki opadały na jego uśmiechnięta twarz. Wygodnie usiadłam na fotelu obok.
- Jako, że zapasy eliksirów powoli się kurczą, pomożecie mi przygotować niektóre z nich. Oboje jesteście pod tym względem uzdolnieni więc liczę na szybką i skuteczną pracę! - odezwał się po paru minutach milczenia.
Kiwnęłam głową i ramię w ramię z Draconem ruszyliśmy do sali Eliksirów. Kiedy doszliśmy, chłopak otworzył mi drzwi i przepuścił przodem. Zachichotałam rozbawiona, aczkolwiek muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zachowania. Podeszłam do stołu gdzie już leżały wszystkie składniki potrzebne do przygotowania eliksirów. Wzięliśmy się do pracy, na początku nie odzywaliśmy się do siebie, ale po chwili zaczęliśmy rozmawiać.
- Ta cała sytuacja jest dosyć niezręczna, nie sądzisz? - zapytałam mieszając niebieską substancję.
- Co masz na myśli?
- No wiesz, byliśmy wrogami, a teraz nasza wymiana zdań jest normalna.
Przez chwilę nie usłyszałam żadnej odpowiedzi z jego strony. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Zagryzł wargę i popatrzył mi w oczy.
- Życie lubi płatać figle, Riddle. - uśmiechnął się uroczo i wrócił do pracy. Wzięłam parę jagód z jemioły i rzuciłam w chłopaka. Automatycznie dostałam od niego suszonymi figami. Tak zaczęła się nasza wojna, która nie była w cale przyjemna. W powietrzu latały różnorodne produkty. Od korzonków przez dżdżownice do rogatych ślimaków. Piszczałam za każdym razem, kiedy dostałam którymś z tych obrzydliwych rzeczy. Naszą "krwawą bitwę" przerwał dźwięk tłuczonego szkła. Wszystkie szklane naczynia ze stołu spadły na ziemię. Spojrzałam na blondyna i wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem kiedy zobaczyłam w jakim jest stanie. Na szczęście chłopak szybko ogarnął mnie i siebie. Ja wyjęłam różdżkę i przywróciłam pobite słoiki i tego typu rzeczy do pierwotnego stanu. Jednym ruchem posprzątałam także wszystko co leżało nie na swoim miejscu. Szybko dokończyliśmy eliksiry i wyszliśmy na korytarz, gdyż po skończonym zadaniu mogliśmy wrócić do do dormitorium. Podczas drogi wesoło rozmawialiśmy i obiecywaliśmy sobie, że powtórzymy wojnę, ale z innymi składnikami. Zdecydowanie nie będą takie same, co to to nie! Raz zdążyliśmy się nawet pokłócić o to kto był lepszy.
Weszliśmy do Pokoju Wspólnego. Poszłam w stronę swojego pokoju, ponieważ musiałam się przebrać. Jakież było moje zdziwienie kiedy w środku zobaczyłam Parkinosn w krótkiej spódniczce i koszulce odsłaniającej zbyt dużo.
- Co tu robisz Pansy? - musiałam udawać miłą. Nie chcę mieć wrogów, nie teraz.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że masz odwalić się od Draco. Widzę jak się do niego kleisz! Zostaw go, bo inaczej pożałujesz, rozumiesz?! - wykrzyczała mi w twarz. Niedobre posunięcie. Zaśmiałam się i odpowiedziałam.
- O co ci chodzi? Ja kleję się do Malfoya? Proszę cię! Halucynacji dostałaś czy co? - popatrzyłam na jej okropną twarz i zauważyłam pewną zabawną, zapewne niepożądaną rzecz. - Parkinson, rzęsy ci się odczepiły. Te sztuczne od prawdziwych, rozumiesz chyba. - parsknęłam śmiechem i wyprosiłam wściekłą dziewczynę. Ruszyłam do łazienki i poprawiłam makijaż. Ubrałam obcisłe dżinsy i czarną koszulę 'mgiełkę'. Do tego czarne szpilki i byłam gotowa, żeby zejść na dół gdzie zapewne szykowała się mini impreza, czyli alkohol i tylko to. Musze powiedzieć, że nie piłam nigdy dużo tego typu trunków, nie to co oni. Zeszłam po schodach i usiadłam obok Nicka. Nadal czułam się niekomfortowo w ich towarzystwie. Nie wzięłam udziału w ich dyskusji, bo kompletnie nie wiedziałam o czym mówią. Zamiast tego spojrzałam na każdego po kolei. Nathan Cooper, przystojny, niebieskooki brunet. Mocne rysy twarzy, sprawiają, że chłopak wygląda na starszego. Jest dosyć mroczny, skryty i cichy. Może właśnie za to go lubię. Obok niego, zdecydowanie za blisko jak na koleżeńskie stosunki siedziała Madeleine, mogę zgadywać, że są razem. Mad ma rude włosy i nieokreślonego koloru oczy. Dzisiaj jest to niebiesko-zielony, ale wczoraj wpadał bardziej w szarość. Jest przebojowa, towarzyska i rozgadana. Widać, przeciwieństwa się przyciągają. Dalej... Katie. Oczywiście platynowe włosy i stalowo-szare oczy, taka sama jak brat, a w tym samym czasie tak bardzo inna. Nie ma takiego światopoglądu jak Dracon, tak na dzisiejszy dzień mi się wydaje. Nie jest okrutnie nastawiona do mugoli i szlam. Jest bardzo miła i otwarta, aczkolwiek potrafi być wredna dla brata. Jak na razie to ją lubię najbardziej. Chociaż mogę powiedzieć, że Sophie Peterson lubię jednakowo mocno. Kruczoczarne włosy i ciemno brązowe oczy. Idealne kreski na oczach, przez które wyglądały one drapieżnie. Bardzo zazdroszczę jej urody. Dla przyjaciół i znajomych miła i pomocna. Dla wrogów i nieznajomych wredna. Zostaje jeszcze blondyn o imieniu Daniel i Jimmy, który parę minut temu wyszedł z Parkinson. Nie wiem gdzie, ale nie rozumiem logiki tej dziewuchy. Najpierw naskakuje na mnie, bo ma jakieś widzi mi się, że kleję się do Malfoya, a teraz sama przystawia się do Davisa. Niech się zdecyduję, bo jeszcze trafi pod latarnię. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ostatnią osobą jest Draco... wygląda tak samo jak na szlabanie, ale dalej seksownie. Boże, zaprowadźcie mnie do psychiatry. Zapomniałabym o Nicku! Jak mogłam. Włosy i oczy takiego samego koloru co moje. Charakterek też podobny. Tyle, że on uwielbia imprezy i alkohol. Ja nie jestem do tego na razie pozytywnie nastawiona. Mimo tego, że poznałam go parę dni temu to mogę powiedzieć, że kocham go jako brata. Jest bardzo opiekuńczy, ale nie przesadza. Ideał braciszka!
- Napijesz się? - zapytał mnie Lee.
- No nie wiem...
- Dawaj Riddle! Boisz się? To tylko alkohol, Ślizgonka nie powinna mieć takiego cykora! - złamał mnie. Wcześniej chciałam być idealną Gryfonką, a teraz Ślizgonką. Wzięłam od chłopaka szklankę z trunkiem i napiłam się. Poczułam drażniący smak w gardle, ale nic nie powiedziałam. Wypiłam całą substancję za jednym razem i muszę powiedzieć, że nie było źle.
Zabawa toczyła się dalej. Nieco wstawiona już po wypiciu kilku szklanek Ognistej włączyłam się do ich rozmowy. Było bardzo zabawnie i przyjemnie. Skończyliśmy nasze mini party o godzinie pierwszej w nocy. Razem ze współlokatorkami poszłam do pokoju. Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic i przebrałam się w słodką, niebieską piżamkę w owieczki i położyłam się do łóżko. Zasypiałam z myślą jak bardzo podobał mi się ten wieczór. Czułam się jak w domu. Co prawda w domu raczej nie piłabym tyle alkoholu, ale co z tego. Po paru godzinach zasnęłam. Oczywiście zapomniałam napisać referatu z Eliksirów. Pierwszy raz w życiu!
_________________________________________________________________________________
Witajcie! Mamy sobotę czyli nowy rozdział. Jest trochę krótki, przepraszam. Wczoraj stwierdziłam, że ostatnia notka była niewypałem. Sama śmieję się ze swojej głupoty, o boże. I nie wiem czy będzie nawiązanie do sytuacji z Jimmym, pomyślę nad tym.
Tutaj skupiłam się na tym, żeby nieco przedstawić wam postacie. W końcu lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia, prawda?
Wiem, że jest masa błędów interpunkcyjnych, ale mi się już myli kiedy mam wstawiać przecinki, a kiedy nie.
Wenę zawdzięczam mojemu ukochanemu zespołowi - Guns N' Roses. Najlepsza muzyka <3
I na koniec chciałabym wam moooooooocno podziękować za PONAD 220 WEJŚĆ NA BLOGA!!! Nawet nie wiecie jak się teraz cieszę! Wiem, że niektórzy mają dużo więcej wejść, ale ja jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Motywujecie mnie i to bardzo. Jeśli było by więcej komentarzy to byłabym jeszcze szczęśliwsza, więc proszę zostawcie coś po sobie :)
Kocham was i pozdrawiam <3
-Nessa
sobota, 31 maja 2014
sobota, 24 maja 2014
4. "JA CI DAM SKARBIE TY TLENIONA FRETKO!!!"
Leżałam opatulona kołdrą w swoim łóżku i myślałam o wszystkim co zdarzyło się kilka godzin temu. Nurtowało mnie jedno pytanie: Dlaczego ja? Przecież jestem kobietą, taka rola powinna przypaść mężczyźnie! Nie żebym źle życzyła Nicholasowi. Po prostu dla mnie jest to niezrozumiałe.
Pierwsze miałam Eliksiry. Oczywiście z Gryfonami, jakżeby inaczej. Weszłam w ostatniej chwili do sali, gdzie wszyscy już pozajmowali swoje miejsca. Powinnam siedzieć z Parvati, ale teraz to chyba nieaktualne. Spojrzałam na profesora, a on wskazał mi miejsce po lewej stronie. Podeszłam i ku mojemu niezadowoleniu siedział tam Malfoy ze swoim uśmieszkiem. Nie patrząc na niego zajęłam swoje miejsce i wsłuchiwałam się w słowa nauczyciela, który co jakiś czas odejmował punkty Gryffindorowi. Zawsze ja je nadrabiałam, teraz nie ma kto... No cóż, trudno się mówi. Spojrzałam na Rona i Harryego. Weasley był czerwony na twarzy ze złości. A Potter? Jak zwykle spokojny. Za to go uwielbiałam.
Słyszałam, że dziewczyny już powstawały i zaczęły się szykować. Nie budziły mnie, najwyraźniej z tego powodu, że późno wróciłam. Ale one jeszcze nie wiedziały o wszystkim. Na razie nikt się nie dowie. Przez jakiś czas będę trzymała to w tajemnicy. Inaczej nie będę miała życia w tej szkole. Wszyscy będą plotkować i poniżać mnie.
Powoli wstałam i ruszyłam do wolnej już łazienki, gdyż moje współlokatorki wyszły na śniadanie. Wzięłam orzeźwiający prysznic i w samym ręczniku pognałam do sypialni. Zajrzałam do szafy i wyciągnęłam z niej zwykłe dżinsowe rurki i czarny t-shirt z dekoltem. Zrobiłam jeszcze makijaż, usta posmarowałam czerwoną szminką i wyprostowałam włosy, drugi raz w życiu. Nałożyłam szatę i wyszłam z dormitorium. Ruszyłam w stronę WS pod bacznym okiem uczniów. Podeszłam do stołu ślizgonów i usiadłam między Sophie,a Nathanielem. Wsłuchiwałam się w rozmowę grupy, ale nie wtrącałam swojego słowa. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek dyskusje.
- Herm, wszystko okej? No wiesz... - Nick popatrzył na mnie zatroskany.
- Jest dobrze, nie przejmuj się - bojąc się dalszych pytań wyszłam z sali.
Pierwsze miałam Eliksiry. Oczywiście z Gryfonami, jakżeby inaczej. Weszłam w ostatniej chwili do sali, gdzie wszyscy już pozajmowali swoje miejsca. Powinnam siedzieć z Parvati, ale teraz to chyba nieaktualne. Spojrzałam na profesora, a on wskazał mi miejsce po lewej stronie. Podeszłam i ku mojemu niezadowoleniu siedział tam Malfoy ze swoim uśmieszkiem. Nie patrząc na niego zajęłam swoje miejsce i wsłuchiwałam się w słowa nauczyciela, który co jakiś czas odejmował punkty Gryffindorowi. Zawsze ja je nadrabiałam, teraz nie ma kto... No cóż, trudno się mówi. Spojrzałam na Rona i Harryego. Weasley był czerwony na twarzy ze złości. A Potter? Jak zwykle spokojny. Za to go uwielbiałam.
Poczułam kopnięcie, które jak mniemam zadał mi Draco. Zignorowałam to i udałam, że nic się nie dzieje. Drugie kopnięcie, trzecie, czwarte.
- Możesz przestać? - popatrzyłam mu w oczy i zaraz się odwróciłam.
Miałam spokój przez jakiś czas, ale potem poczułam następne kopnięcie. Zrobiłam się prawie tak czerwona jak Ronald i mało co nie rzuciłam na niego w tym momencie Avadą. Jeszcze raz i stracę cierpliwość!...... Au. I właśnie ją straciłam.
- CHOLERA JASNA MALFOY, OGARNIJ SWÓJ ARYSTOKRATYCZNY TYŁEK I DAJ SOBIE SPOKÓJ! PRZESTAŃ MNIE KOPAĆ IDIOTO, BO NIE ZATRZYMAM SWOJEJ RĘKI, PRZED RZUCENIEM JAKIEGOŚ ZAKLĘCIA!
- RIDDLE! Siadaj!
Spojrzałam najpierw na profesora, następnie na wszystkich uczniów, którzy o mało co nie wybuchli śmiechem.
- No i co się gapicie? A później wszyscy się dziwią czemu w tej szkole są sami głupi idioci. - ślizgoni nie wytrzymali i zaczęli się śmiać, mimo tego, że skierowałam te słowa także w ich stronę. Fakt, faktem bardziej mówiłam to do Gryfonów, ale to nic nie zmienia. Oni nie powinni się śmiać. No chyba, że ze swojej głupoty.
- Złość piękności szkodzi, skarbie - blondyn uśmiechnął się do mnie słodko.
- JA CI DAM SKARBIE TY TLENIONA FRETKO!!!
- Tego już za wiele! Riddle i Malfoy! Szlaban o 19. Razem!
Spojrzałam na Snape i załamałam się widząc, że nie żartuje. Usiadłam już spokojniejsza i nie odzywałam się do końca lekcji. I znalazł się jakiś plus mojego wybuchu. Nie poczułam już żadnego niepożądanego kopnięcia.
Reszta lekcji minęła dosyć spokojnie. Od razu po wyjściu z sali od Transmutacji poszłam na obiad do Wielkiej Sali, gdzie siedzieli już prawie wszyscy. Mogę się założyć, że cały Slytherin wiedział o sytuacji, która zdarzyła się podczas lekcji z Snapem. Poczułam jak krew dopływa mi do twarzy, widząc wszystkie oczy skierowane w moją stronę. Czym prędzej ruszyłam do znajomych.
- No patrz Draco! Złość nie zaszkodziła jej piękności ani kształtom! - krzyknął Jimmy.
Usłyszałam śmiechy chłopaków z paczki. Tego był już za wiele. Ze mną chcą pogrywać, tak? Zobaczymy kto na tym lepiej wyjdzie - ja czy oni. Czas zacząć grę.
Uśmiechnęłam się słodko i powoli poruszając biodrami podeszłam do Davisa. Usiadłam obok łapiąc się jego ramienia. Przysunęłam się jak najbliżej i szepnęłam.
- A może chciałbyś zobaczyć czy moje kształty nie uległy zmianie wieczorem? - puściłam mu oczko i patrzyłam na jego reakcję. Miał zaskoczony wyraz twarzy i nie wiedział co powiedzieć, więc postanowiłam dalej ciągnąć to co zaczęłam. Położyłam rękę na jego udzie na co on westchnął. Wiedziałam, że wszyscy na nas patrzą. Mogę udawać cały dzień jeśli trzeba.
Wstałam i na koniec jeszcze cichutko powiedziałam.
- Więc, do zobaczenia wieczorem Jimm.
I ruszyłam powoli do wyjścia razem z Katie, która dołączyła do mnie zaskoczona. Opowiedziałam jej, że postanowiłam zrobić małą scenkę.
- Nikt nie będzie ze mną zadzierał. - prychnęłam
- Wiesz... - śmiała się jak opętana, ale kiedy się uspokoiła to dokończyła to co chciała powiedzieć - myślę, że przez to chłopcy będą chcieli z tobą zadzierać.
Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Wątpię. No wiesz, przyjdzie taki napalony facet i dowie się, że to był żart. - zaśmiałyśmy się obie.
- Nie szkoda ci go? Według mnie to fajny, przystojny i seksowny facet. Nie wiem czy uda ci się powiedzieć mu, że to była tylko scenka.
Ups, miała rację. Jimmy naprawdę był gorący. I podobał mi się. A teraz będzie taka okazja, żeby... O czym ja myślę?! Merlinie, dopomóż!
- Coś się wymyśli.
Teraz czas przygotować gadkę, którą usłyszy Davis. Może coś w stylu urodzinowym? No wiecie... wyskoczę zza kanapy i krzyknę "Niespodzianka, nabrałam cię!". Dobry pomysł, ale chyba nie skorzystam. Powiem to delikatnie, bo chcę mieć go po swojej stronie.
Siedziałam na łóżku i czekałam na mojego gościa. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc krzyknęłam proszę. Do pokoju wszedł Jimmy... Uśmiechnęłam się rozbawiona i podeszłam do niego. Położyłam ręce na jego ramionach i uśmiechnęłam się kusząco.
- Jimmy... - nie zdążyłam dokończyć bo chłopak mnie pocałował. Nie, nie, nie! Nie tak miało być. Ale on tak dobrze całuje. Odwzajemniłam pocałunek, który po chwili stał się zachłanny i namiętny. Zaczęło mi się robić gorąco. Poczułam wybrzuszenie u Davisa i postanowiłam to przerwać.
- Jezu, coś ty zrobił. - odetchnęłam odchodząc od niego - Właśnie miałam ci coś powiedzieć a ty mnie pocałowałeś. Więc... to była tak jakby kara za twoje słowa, rozumiesz...
Chłopak patrzył na mnie zaskoczony.
- Nie tak miało być, przepraszam. Miałeś wejść, a ja miałam cię o tym uświadomić i koniec.
Widziałam, że był zawiedziony. Nie rozumiem. Wydawało mi się, że chce tylko zaspokoić swoje potrzeby. Nie znamy się przecież, nie mogę mu się podobać.
-Wszystko okej?
Już miał wychodzić, ale postanowiłam go zatrzymać.
-Może innym razem Jimm - mruknęłam mu do ucha, a on uśmiechnął się promiennie i pocałował mnie w policzek.
Co się ze mną dzieje. Właśnie zaproponowałam mu seks. I to nie była gra. Nie chcę być Parkinson i sypiać z nowo poznanym chłopakiem! Czy moja matka taka była? Mam to po niej? Czy Ojciec? Nie, no już pewniej matka...
A za godzinę czeka mnie szlaban z Malfoyem. MERLINIE!
_________________________________________________________________________________
Przychodzę z następnym rozdziałem po dwutygodniowej przerwie... Przepraszam!!! Miałam problemy z internetem, chciałam dodać go wcześniej, eh.
Ogólnie rozdział trochę inny, taka odskocznia Hermiony od tego, że jest córką Voldzia. Chyba jej się przydało. Tylko narobiła sobie kolejnych problemów haha!
Wiem, że to ma być w połowie też Dramione, ale nikt nie powiedział, że nie może być z kimś innym. Nie sugerujcie się, że to będzie Jimmy... Jej chłopakiem na pewno nie będzie. Ktoś inny tak, ale to dalej...
CZYTASZ? KOMENTUJESZ!
Pozdrawiam, całuje, ściskam i co tam chcecie haha
-Nessa
Uśmiechnęłam się słodko i powoli poruszając biodrami podeszłam do Davisa. Usiadłam obok łapiąc się jego ramienia. Przysunęłam się jak najbliżej i szepnęłam.
- A może chciałbyś zobaczyć czy moje kształty nie uległy zmianie wieczorem? - puściłam mu oczko i patrzyłam na jego reakcję. Miał zaskoczony wyraz twarzy i nie wiedział co powiedzieć, więc postanowiłam dalej ciągnąć to co zaczęłam. Położyłam rękę na jego udzie na co on westchnął. Wiedziałam, że wszyscy na nas patrzą. Mogę udawać cały dzień jeśli trzeba.
Wstałam i na koniec jeszcze cichutko powiedziałam.
- Więc, do zobaczenia wieczorem Jimm.
I ruszyłam powoli do wyjścia razem z Katie, która dołączyła do mnie zaskoczona. Opowiedziałam jej, że postanowiłam zrobić małą scenkę.
- Nikt nie będzie ze mną zadzierał. - prychnęłam
- Wiesz... - śmiała się jak opętana, ale kiedy się uspokoiła to dokończyła to co chciała powiedzieć - myślę, że przez to chłopcy będą chcieli z tobą zadzierać.
Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Wątpię. No wiesz, przyjdzie taki napalony facet i dowie się, że to był żart. - zaśmiałyśmy się obie.
- Nie szkoda ci go? Według mnie to fajny, przystojny i seksowny facet. Nie wiem czy uda ci się powiedzieć mu, że to była tylko scenka.
Ups, miała rację. Jimmy naprawdę był gorący. I podobał mi się. A teraz będzie taka okazja, żeby... O czym ja myślę?! Merlinie, dopomóż!
- Coś się wymyśli.
Teraz czas przygotować gadkę, którą usłyszy Davis. Może coś w stylu urodzinowym? No wiecie... wyskoczę zza kanapy i krzyknę "Niespodzianka, nabrałam cię!". Dobry pomysł, ale chyba nie skorzystam. Powiem to delikatnie, bo chcę mieć go po swojej stronie.
Siedziałam na łóżku i czekałam na mojego gościa. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc krzyknęłam proszę. Do pokoju wszedł Jimmy... Uśmiechnęłam się rozbawiona i podeszłam do niego. Położyłam ręce na jego ramionach i uśmiechnęłam się kusząco.
- Jimmy... - nie zdążyłam dokończyć bo chłopak mnie pocałował. Nie, nie, nie! Nie tak miało być. Ale on tak dobrze całuje. Odwzajemniłam pocałunek, który po chwili stał się zachłanny i namiętny. Zaczęło mi się robić gorąco. Poczułam wybrzuszenie u Davisa i postanowiłam to przerwać.
- Jezu, coś ty zrobił. - odetchnęłam odchodząc od niego - Właśnie miałam ci coś powiedzieć a ty mnie pocałowałeś. Więc... to była tak jakby kara za twoje słowa, rozumiesz...
Chłopak patrzył na mnie zaskoczony.
- Nie tak miało być, przepraszam. Miałeś wejść, a ja miałam cię o tym uświadomić i koniec.
Widziałam, że był zawiedziony. Nie rozumiem. Wydawało mi się, że chce tylko zaspokoić swoje potrzeby. Nie znamy się przecież, nie mogę mu się podobać.
-Wszystko okej?
Już miał wychodzić, ale postanowiłam go zatrzymać.
-Może innym razem Jimm - mruknęłam mu do ucha, a on uśmiechnął się promiennie i pocałował mnie w policzek.
Co się ze mną dzieje. Właśnie zaproponowałam mu seks. I to nie była gra. Nie chcę być Parkinson i sypiać z nowo poznanym chłopakiem! Czy moja matka taka była? Mam to po niej? Czy Ojciec? Nie, no już pewniej matka...
A za godzinę czeka mnie szlaban z Malfoyem. MERLINIE!
_________________________________________________________________________________
Przychodzę z następnym rozdziałem po dwutygodniowej przerwie... Przepraszam!!! Miałam problemy z internetem, chciałam dodać go wcześniej, eh.
Ogólnie rozdział trochę inny, taka odskocznia Hermiony od tego, że jest córką Voldzia. Chyba jej się przydało. Tylko narobiła sobie kolejnych problemów haha!
Wiem, że to ma być w połowie też Dramione, ale nikt nie powiedział, że nie może być z kimś innym. Nie sugerujcie się, że to będzie Jimmy... Jej chłopakiem na pewno nie będzie. Ktoś inny tak, ale to dalej...
CZYTASZ? KOMENTUJESZ!
Pozdrawiam, całuje, ściskam i co tam chcecie haha
-Nessa
sobota, 10 maja 2014
3. Czarna Pani
- Miło cię poznać!
- Hej, jak leci?
- Cześć Hermiona!
To wszystko i więcej usłyszałam wchodząc do PW. Byłam mile zaskoczona, ponieważ nigdy wcześniej, żaden Ślizgon nie odezwał się do mnie tak... normalnie. Uśmiechałam się do wszystkich i odpowiadałam równie sympatycznie.
Rozglądałam się po salonie, który był niesamowity. Szare i kamienne ściany, na których wisiały flagi, obrazy i inne tego typu rzeczy w kolorach domu. Był tam też kominek, nad którym wygrawerowany był potężny wąż. Obok źródła ciepła stały kanapy i fotele w kolorze zgniłej zieleni tak jak w wszystkich innych zakątkach pokoju. Mimo tego, że nie było tam tak przytulnie jak w Gryffindorze to podobało mi się tu bardziej.
Poczułam uścisk na nadgarstku. Tak, Nick ciągnął mnie w stronę jakiejś grupy. Przystanęłam i przypatrzyłam się twarzom siedzących. Od razu poznałam parę osób. Pansy Parkinson, Draco Malfoy, Sophia Peterson, Jimmy Davis i Daniel Lee*. Czy on nie mógł wybrać sobie innego towarzystwa? Na przykład takiego bez tlenionego blondyna?
Uśmiechnęli się do mnie i zaczęli przedstawiać. Phi, jakbym ich nie znała.
Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że reszta osób w grupie to Madeleine Bailey, Nathan Cooper oraz... Katie Malfoy! Siostra Dracona, kto by pomyślał! Uznałam też, że platynowowłosa dziewczyna w przeciwieństwie do swojego brata jest bardzo miła. Polubiłam też Sophie, czarnowłosą piękność, z którą rozmawiałam najwięcej. Resztę muszę jeszcze poznać, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.
- Jak przyjęli cię przyjaciele kiedy im o tym powiedziałaś? - zapytał Malfoy z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Na pewno nie byli szczęśliwi... - chciałam się uśmiechnąć, ale nie udało mi się.
- To znaczy, że Złota Trójca to już przeszłość? - zaśmiał się chłodno - Jak mi przykro!
Miałam nadzieję, że będzie trochę milszy. Myliłam się, trudno. Najwyraźniej to, że jestem czystej krwi nie zmieniło jego podejścia do mnie. Arystokratyczny dupek.
- Tak, przeszłość. Teraz zmieniam towarzystwo, otoczenie i wizerunek. - uśmiechnęłam się słodko - Muszę iść do tatusia i poprosić o karę dla pewnej fretki, bo mam taki kaprys.
Tak zleciała nam następna godzina. Po skończonej rozmowie poszłam razem z Katie i Madeleine do dormitorium dziewcząt, ponieważ właśnie z nimi miała pokój. Rzuciłam się na miękkie łóżko i zamknęłam oczy wsłuchując się w muzykę puszczoną przez dziewczyny. Usłyszałam pukanie, które dochodziło od strony okna. Czarna jak smoła sowa siedziała na parapecie. Otworzyłam jej i wysunęłam list, który przymocowany był do nóżki zwierzęcia. Ptak od razu odleciał.
- Co tam masz? - zapytała Kat
Otworzyłam kopertę i wczytałam się w treść wiadomości.
- Hej, jak leci?
- Cześć Hermiona!
To wszystko i więcej usłyszałam wchodząc do PW. Byłam mile zaskoczona, ponieważ nigdy wcześniej, żaden Ślizgon nie odezwał się do mnie tak... normalnie. Uśmiechałam się do wszystkich i odpowiadałam równie sympatycznie.
Rozglądałam się po salonie, który był niesamowity. Szare i kamienne ściany, na których wisiały flagi, obrazy i inne tego typu rzeczy w kolorach domu. Był tam też kominek, nad którym wygrawerowany był potężny wąż. Obok źródła ciepła stały kanapy i fotele w kolorze zgniłej zieleni tak jak w wszystkich innych zakątkach pokoju. Mimo tego, że nie było tam tak przytulnie jak w Gryffindorze to podobało mi się tu bardziej.
Poczułam uścisk na nadgarstku. Tak, Nick ciągnął mnie w stronę jakiejś grupy. Przystanęłam i przypatrzyłam się twarzom siedzących. Od razu poznałam parę osób. Pansy Parkinson, Draco Malfoy, Sophia Peterson, Jimmy Davis i Daniel Lee*. Czy on nie mógł wybrać sobie innego towarzystwa? Na przykład takiego bez tlenionego blondyna?
Uśmiechnęli się do mnie i zaczęli przedstawiać. Phi, jakbym ich nie znała.
Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że reszta osób w grupie to Madeleine Bailey, Nathan Cooper oraz... Katie Malfoy! Siostra Dracona, kto by pomyślał! Uznałam też, że platynowowłosa dziewczyna w przeciwieństwie do swojego brata jest bardzo miła. Polubiłam też Sophie, czarnowłosą piękność, z którą rozmawiałam najwięcej. Resztę muszę jeszcze poznać, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.
- Jak przyjęli cię przyjaciele kiedy im o tym powiedziałaś? - zapytał Malfoy z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Na pewno nie byli szczęśliwi... - chciałam się uśmiechnąć, ale nie udało mi się.
- To znaczy, że Złota Trójca to już przeszłość? - zaśmiał się chłodno - Jak mi przykro!
Miałam nadzieję, że będzie trochę milszy. Myliłam się, trudno. Najwyraźniej to, że jestem czystej krwi nie zmieniło jego podejścia do mnie. Arystokratyczny dupek.
- Tak, przeszłość. Teraz zmieniam towarzystwo, otoczenie i wizerunek. - uśmiechnęłam się słodko - Muszę iść do tatusia i poprosić o karę dla pewnej fretki, bo mam taki kaprys.
Tak zleciała nam następna godzina. Po skończonej rozmowie poszłam razem z Katie i Madeleine do dormitorium dziewcząt, ponieważ właśnie z nimi miała pokój. Rzuciłam się na miękkie łóżko i zamknęłam oczy wsłuchując się w muzykę puszczoną przez dziewczyny. Usłyszałam pukanie, które dochodziło od strony okna. Czarna jak smoła sowa siedziała na parapecie. Otworzyłam jej i wysunęłam list, który przymocowany był do nóżki zwierzęcia. Ptak od razu odleciał.
- Co tam masz? - zapytała Kat
Otworzyłam kopertę i wczytałam się w treść wiadomości.
Droga Hermiono Riddle!
Tak długo czekałem na moment kiedy dowiem się kim są moje dzieci i poznam je. Nawet nie masz pojęcia jak szczęśliwy byłem kiedy usłyszałem, że moją córką jest uczennica, która ma najlepsze wyniki w nauce. Cieszę się, że przyjęłaś nazwisko po mnie. Mogę być dumny, że mam takie dziecko jak Ty.
Chciałbym się spotkać z Tobą i Nicholasem. Muszę was poznać, a także zapoznać z kilkoma rzeczami, które mogą być ważne dla Waszej przyszłości. Jest to propozycja nie do odrzucenia, ale mam nadzieję, że jesteś równie zadowolona z naszego spotkania.
Proszę Cię, abyście przyszli sami na polanę w Zakazanym Lesie dzisiaj o północy. Będę tam czekał razem z najbliższymi mi śmierciożercami. Nie masz się czego obawiać. Nie chcę skrzywdzić ani Ciebie, ani Twojego brata. Mam nadzieję, że zjawicie się punktualnie, nie lubię spóźnień.
Do zobaczenia córko!
Tom Marvolo Riddle
Czytałam z cichą nadzieją, że to żart. Owszem, byłam przygotowana na to całe "rodzinne" spotkanie, ale nie wiedziałam, że stanie się to tak szybko. Dopiero wczoraj dowiedziałam się o tym fakcie, a on już wie wszystko! Spojrzałam na koleżanki, które zdążyły już przeczytać list i patrzyły na mnie niepewnie.
- Która jest godzina?
- 21! - odpowiedziała mi Madeleine
- Więc mam 3 godziny na wymyślenie jak o tej godzinie wymknąć się z zamku. A teraz pozwólcie, że pójdę do Nicka.
Ruszyłam w stronę dormitorium chłopców i zapukałam do drzwi pokoju. Usłyszałam "proszę" i weszłam powoli do środka. Zauważyłam tam mojego brata, Malfoya oraz Nathana.
- Voldemort bawi się w tatusia - mruknęłam i usłyszałam parsknięcie Coopera. - Jak wydostaniemy się z zamku? Jakieś propozycje?
- Riddle, nigdy nie wychodziłaś po zmroku? - Malfoy widocznie był rozbawiony
- Wyobraź sobie, że nie!
Po jakimś czasie przypomniałam sobie o magii (typowa czarodziejka, nieprawdaż?) i postanowiliśmy użyć zaklęcia kameleona.
O 23.20 wyszliśmy ze swoich dormitoriów i we dwójkę ruszyliśmy Hogwardzkimi korytarzami. Mieliśmy szczęście nie spotkać żadnego nauczyciela. Przeszliśmy przez błonia i dotarliśmy do krawędzi Zakazanego Lasu. Zdjęliśmy z siebie zaklęcie. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam jako pierwsza gdyż mniej więcej znałam te okolice.
Po około pół godzinnej drodze ujrzeliśmy przed sobą otwartą przestrzeń. Na środku dało się zauważyć kilka ciemnych postaci, które trzymały różdżki świecące niebieskim światłem. Zbliżyliśmy się i ujrzeliśmy Czarnego Pana wraz ze swoimi śmierciożercami. Poczułam strach przed jego osobą, który wzrastał z każdym krokiem.
Przystanęliśmy kiedy byliśmy wystarczająco blisko. Spuściłam głowę nie mogąc patrzeć na jego wężową twarz i krwisto czerwone oczy.
- Witajcie moi drodzy. - wzdrygnęłam się słysząc jego głos - Córko, spójrz na mnie!
Powoli podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy, które były dziwnie spokojne. Uśmiechnął się do mnie na co skrzywiłam się.
- Nareszcie doszło do naszego spotkania twarzą w twarz. Hermiono, wyglądasz jak twoja matka w młodości. - powiedział z... żalem? - Co do waszej matki. Nie żyje od dwóch lat. Prawdopodobnie gdybym znalazł was wcześniej moglibyście ją poznać. - wcześniej miałam nadzieję, że kiedykolwiek zobaczę swoją mamę, a teraz dowiaduję się, że to niemożliwe.
- Muszę was też powiadomić, że chciałbym abyście przeszli przez szkolenie dla śmierciożerców podczas przerwy świątecznej. Jedno z was zostanie śmierciożercą, a jedno moim następcą.
- Ojcze, przepraszam że ci przerywam, ale czy nie możemy zdecydować o naszej przyszłości? - bałam się tego, jak on zareaguje na moje słowa, bardzo. Ale nie chcę by ktoś decydował za mnie.
- Jesteście moimi dziećmi i waszym obowiązkiem jest kontynuować wszystko co zacząłem. - wysyczał nie zadowolony, lecz po chwili uśmiechnął się. - Podoba mi się twoja odwaga córko. A ty synu, co sądzisz o mojej decyzji?
- Nie jestem z tego zadowolony, chociaż nie wiem czy będę chciał czy też nie zostać śmierciożercą. Sądzę Ojcze, że powinieneś wziąć pod uwagę to czego chcemy. - spuścił wzrok. Był tak samo przestraszony jak ja. Chociaż nie. Ja nie odważyłabym się powiedzieć taki słów na pierwszym spotkaniu.
- Nie rozumiesz Nicholasie. Nie ma innej możliwości jak ta. Musicie być moimi następcami, nie ma innej opcji! - Voldemort chyba nie był zadowolony, że mu się stawiamy. Aczkolwiek zareagował spokojniej niż się spodziewałam. - Jedno z was będzie kimś takim jak ja. A drugie będzie nieco niżej położone, ale także bardzo wysoko.
Spojrzał na nas i powiedział słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć.
- Ty Hermiono zostaniesz Czarną Panią, czy ci się to podoba czy nie.
Miałam łzy w oczach. Owszem, zmieniłam się i prawdę mówiąc nie byłam już tą dobrą dziewczynką. Czułam odrazę do szlam, moje nastawienie zmieniło się z dnia na dzień. Ale na ten moment nie chciałam tego.
- Spotkamy się niedługo. Jeśli chcielibyście ze mną porozmawiać to zapraszam was do Riddle Manor. Zawsze będziecie miło widziani.
I zniknął. Od tak. Chłopak przytulił mnie, a ja rozpłakałam się jak dziecko. Moja wymarzona przyszłość to już tylko marzenia. Zostanę Czarną Panią, będę władać tymi wszystkim śmierciożercami. Dopóki Lord Voldemort żyję, będę jego prawą ręką. Nie mogę zmienić jego decyzji, więc muszę się przygotować. Muszę przyzwyczaić się do tej myśli.
_________________________________________________________________________________
Udało mi się napisać ten rozdział w jeden dzień! Hurra! Wiem, że nie jest on jakiś idealny, ale obiecałam, że będę wstawiać co tydzień i tego się trzymam. Mam nadzieję, że się podoba :)
I proooszę was z całego serduszka, komentujcie jeśli czytacie! 140 wejść i tylko jedna (no może dwie) osoba komentująca. To troszkę smutne.
Następna notka typowo w sobotę, chociaż nie mam na nią ani grama pomysłu. Może coś się wymyśli.
Pozdrawiam i ściskam <3
-Nessa
Przystanęliśmy kiedy byliśmy wystarczająco blisko. Spuściłam głowę nie mogąc patrzeć na jego wężową twarz i krwisto czerwone oczy.
- Witajcie moi drodzy. - wzdrygnęłam się słysząc jego głos - Córko, spójrz na mnie!
Powoli podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy, które były dziwnie spokojne. Uśmiechnął się do mnie na co skrzywiłam się.
- Nareszcie doszło do naszego spotkania twarzą w twarz. Hermiono, wyglądasz jak twoja matka w młodości. - powiedział z... żalem? - Co do waszej matki. Nie żyje od dwóch lat. Prawdopodobnie gdybym znalazł was wcześniej moglibyście ją poznać. - wcześniej miałam nadzieję, że kiedykolwiek zobaczę swoją mamę, a teraz dowiaduję się, że to niemożliwe.
- Muszę was też powiadomić, że chciałbym abyście przeszli przez szkolenie dla śmierciożerców podczas przerwy świątecznej. Jedno z was zostanie śmierciożercą, a jedno moim następcą.
- Ojcze, przepraszam że ci przerywam, ale czy nie możemy zdecydować o naszej przyszłości? - bałam się tego, jak on zareaguje na moje słowa, bardzo. Ale nie chcę by ktoś decydował za mnie.
- Jesteście moimi dziećmi i waszym obowiązkiem jest kontynuować wszystko co zacząłem. - wysyczał nie zadowolony, lecz po chwili uśmiechnął się. - Podoba mi się twoja odwaga córko. A ty synu, co sądzisz o mojej decyzji?
- Nie jestem z tego zadowolony, chociaż nie wiem czy będę chciał czy też nie zostać śmierciożercą. Sądzę Ojcze, że powinieneś wziąć pod uwagę to czego chcemy. - spuścił wzrok. Był tak samo przestraszony jak ja. Chociaż nie. Ja nie odważyłabym się powiedzieć taki słów na pierwszym spotkaniu.
- Nie rozumiesz Nicholasie. Nie ma innej możliwości jak ta. Musicie być moimi następcami, nie ma innej opcji! - Voldemort chyba nie był zadowolony, że mu się stawiamy. Aczkolwiek zareagował spokojniej niż się spodziewałam. - Jedno z was będzie kimś takim jak ja. A drugie będzie nieco niżej położone, ale także bardzo wysoko.
Spojrzał na nas i powiedział słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć.
- Ty Hermiono zostaniesz Czarną Panią, czy ci się to podoba czy nie.
Miałam łzy w oczach. Owszem, zmieniłam się i prawdę mówiąc nie byłam już tą dobrą dziewczynką. Czułam odrazę do szlam, moje nastawienie zmieniło się z dnia na dzień. Ale na ten moment nie chciałam tego.
- Spotkamy się niedługo. Jeśli chcielibyście ze mną porozmawiać to zapraszam was do Riddle Manor. Zawsze będziecie miło widziani.
I zniknął. Od tak. Chłopak przytulił mnie, a ja rozpłakałam się jak dziecko. Moja wymarzona przyszłość to już tylko marzenia. Zostanę Czarną Panią, będę władać tymi wszystkim śmierciożercami. Dopóki Lord Voldemort żyję, będę jego prawą ręką. Nie mogę zmienić jego decyzji, więc muszę się przygotować. Muszę przyzwyczaić się do tej myśli.
_________________________________________________________________________________
Udało mi się napisać ten rozdział w jeden dzień! Hurra! Wiem, że nie jest on jakiś idealny, ale obiecałam, że będę wstawiać co tydzień i tego się trzymam. Mam nadzieję, że się podoba :)
I proooszę was z całego serduszka, komentujcie jeśli czytacie! 140 wejść i tylko jedna (no może dwie) osoba komentująca. To troszkę smutne.
Następna notka typowo w sobotę, chociaż nie mam na nią ani grama pomysłu. Może coś się wymyśli.
Pozdrawiam i ściskam <3
-Nessa
sobota, 3 maja 2014
2. "Ślizgońska krew, ot co."
Razem z Nicholasem wyszłam z gabinetu. Co mogę powiedzieć o moim bracie? Jest bardzo podobny do mnie, ale czemu się dziwić - jesteśmy bliźniakami. Może nie powinnam mówić tego jako siostra, ale brunet jest naprawdę przystojny! Będzie miał na głowie przynajmniej trzy czwarte Ślizgonek i myślę, że nie tylko. Znamy się zaledwie pół godziny, ale mogę powiedzieć, że jest bardzo miłym i kulturalnym chłopakiem... przynajmniej przy dyrektorze. Będziemy musieli spędzić razem naprawdę dużo czasu, ale nie przeszkadza mi to. Jestem z tego powodu szczęśliwa. Właśnie poznałam mojego brata i chcę go poznać. Chcę, żeby był dla mnie najbliższą osobą w tej szkole. Mam nadzieję, że i on tak myśli. Tak naprawdę nie wiem czego się spodziewać.
Następną rzeczą, o której nie mogę przestać myśleć jestem ja. Nadal jestem w szoku, który chyba tak szybko nie minie. Jestem córką mordercy, najgorszego czarodzieja jaki kiedykolwiek istniał. Mimo to chcę go poznać. Pewnie każdy uznałby, że jestem idiotką, która spotykając się z Voldemortem automatycznie jest skazana na śmierć. Ale ja muszę dowiedzieć się wszystkiego o mojej matce, która nie wiadomo czy żyje czy też nie i po prostu... poznać ojca. Nie chcę wiedzieć o nim wszystkiego, jedynie dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Zainteresowało mnie także to, że Tom szuka mnie i Nicholasa. Ciekawe czy chce nas zabić, torturować, uwięzić i tego typu sprawy czy może zaprosić na herbatkę i ciasteczka, zapoznać ze Śmierciożercami, a dopiero potem użyć Avady. Mam w głowie tylko scenariusze ze śmiercią w roli głównej.
Ostatnią kwestią są moi przyjaciele. Muszę powiadomić ich o wszystkim, nie mogą dowiedzieć się tego jutro na śniadaniu jak wszyscy inni. Są jednymi z najbliższych mi osób dlatego potrzebują wyjaśnień ode mnie osobiście. Mam tylko mieszane uczucia do tego jak to przyjmą. Boję się tego. Bardzo.
- Hermiono, jesteśmy. - spojrzałam na portret Grubej Damy, za którym zaraz miałam po raz ostatni zniknąć.
- Daj spokój, nie bądź taki oficjalny. W końcu jesteśmy rodzeństwem! - zaśmiałam się i popatrzyłam na jego delikatny uśmiech. - Mów mi Hermi, Miona czy jak tam chcesz.
- Jasne Miona - popatrzył na mnie z radością - A ty możesz mówić mi Nick.
- Więc... widzimy się jutro? - zapytałam
- Oczywiście!
Przytuliłam go co chyba go zaskoczyło i wbiegłam do Pokoju Wspólnego.
Na powitanie zostałam zasypana pytaniami od przyjaciół, którzy jako jedyni nie siedzieli jeszcze w swoich pokojach. Czas, aby powiedzieć im o wszystkim. Teraz albo nigdy.
- Uspokójcie się proszę. Usiądźcie i posłuchajcie mnie. Mam nie za dobre wieści. - przejechałam wzrokiem po twarzach Harry'ego, Rona i Ginny - Zacznę od tego, że dyrektor zapoznał mnie z moim bratem.
- W jakim domu jest? Gryffindor?
- Cooooooooooo? Bratem?!
- Nie ma nikogo innego o nazwisku Granger... - stwierdził Harry
- No właśnie w tym problem - powiedziałam kiedy nareszcie przestali zadawać pytania. - Tak naprawdę nie mam na nazwisko Granger.
Teraz dopiero zaczęły się pytania i krzyki. Czy oni pozwolą mi powiedzieć wszystko za jednym razem? Wątpię.
- Hej! To nie wszystko. Spokojnie! - straciłam cierpliwość - Moje prawdziwe nazwisko t-to Riddle.
Czekałam na ich reakcję. Wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Najszybciej otrząsnął się Ron.
- Żartujesz sobie?! JESTEŚ CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?! - zacisnął dłonie w pięści i oddychał głęboko - Oszukiwałaś nas cały czas? Jesteś jego szpiegiem? PRZYZNAJ SIĘ!!!
Miałam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam się im wydostać. Najgorsze jest chyba to, że ani Ginny, ani Harry nie próbowali go uspokoić.
- Ron, dowiedziałam się o tym chwilę temu, przysięgam. Nie oszukiwałam was, uwierzcie mi. Proszę. - ostatnie słowo wypowiedziałam tak cicho, że ledwo było je słychać.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci. Wiesz co ci powiem? Jesteś zwykłą suką!
Ała, zabolało. Łzy powoli spływały po moich zaróżowionych policzkach. Byłam smutna i zawiedziona, ale nie tylko. Czułam też wściekłość. Nie wierzyli mi, a przynajmniej Ron.
- Harry...? Ginn...? - zapytałam z nadzieją, ale oni tylko opuścili głowy.
To był cios poniżej pasa. Spodziewałam się, że mogę ich stracić, ale teraz to wydaje się takie nierealne. Zawsze byliśmy razem, bez względu na wszystko. A teraz wszystko się skończyło. Te wszystkie lata nic dla nich nie znaczyły. Byłam zła na siebie za to, że zgodziłam się przyjąć nazwisko Riddle oraz na nich za to, że tak po prostu mnie opuścili.
Opanowałam się i... uderzyłam Rona w twarz. Nie kontrolowałam tego.
- Nie chcę was znać, rozumiecie?! Liczyłam, że jako przyjaciele będziecie mnie wspierać, ale chyba się przeliczyłam. Nienawidzę cię Ronaldzie. Ginny, miałam cię za siostrę! A ty Harry? Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz, a ty nawet nie raczyłeś się odezwać! NIENAWIDZĘ WAS, NIENAWIDZĘ! - na pewno obudziłam cały dom swoimi krzykami, ale nie dbałam o to. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego na korytarz i po prostu biegłam przed siebie. Nie chciałam tam wracać. Nie dbałam o to, że mogę zostać złapana i ukarana.
Usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam na siebie wściekła, a co najgorsze to nie za moje słowa, które wykrzyczałam w stronę moich dawnych przyjaciół, po prostu czułam wściekłość, chciałam coś komuś zrobić. Nie, nie żałowałam moich słów. Chyba charakterek odziedziczony po ojcu zaczyna się odzywać. A najdziwniejsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ta wredność pojawiła się tak nagle, bez zapowiedzi. Nic już nie rozumiem.
Wstałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora, aby poprosić o pokój dla gości, mam nadzieję, że zrozumie i udostępni mi go na jedną noc.
Tak jak myślałam Dumbledore był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi przenocować w osobnym pokoju. Weszłam do pomieszczenia, które było naprawdę ładnie urządzone. Brązowe ściany komponowały się z białymi meblami. Na środku stało wielkie, dwuosobowe łóżko do którego chciałam od razu wskoczyć i zasnąć. Obok znajdowała się biała komoda, na której stały świeczki w kolorze blado żółtym. Nad meblem wisiało duże lustro, a zaraz obok niego obrazki, na których widać było różne miejsca w Hogwarcie. Muszę przyznać, że pokój wyglądał duuuuużo lepiej niż te uczniowskie w dormitorium Gryffonów co było trochę nie fair, ale cóż...
Zauważyłam, że przy łóżku leży mój kufer, dyrektor zadbał o wszystko. Ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i inne tego typu rzeczy. Od razu po tym położyłam się mimo wczesnej pory. Nie miałam już na nic ochoty, a poza tym musiałam wstać wcześnie rano, aby przygotować się (między innymi psychicznie) do prawdopodobnej zmiany domu.
Obudziłam się spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7. Miałam dwie godziny do śniadania. Nie chciałam jeszcze wstawać, miałam dużo rzeczy do przemyślenia. Między innymi to, że to wręcz pewne, że trafię do Slytherinu. Spytacie dlaczego nie jestem tam od początku? Ubłagałam Tiarę, nie rozumiałam dlaczego chce mnie przydzielić do Domu Węża. Teraz wiem o wszystkim i nie będę się sprzeciwiać. Nikt jeszcze nie wie jak mam na nazwisko, to będzie dopiero niespodzianka, zaśmiałam się w myślach.
Postanowiłam, że nieco się odmienię. To znaczy pomaluję się i zrobię coś z włosami. Chciałam wyglądać inaczej. W końcu będę Ślizgonką.
- Dosyć szybko się z tym pogodziłam. Ojcze, zapłacisz za mój charakter. - szeptałam do siebie. Przypomniałam sobie kiedy Dumbledore mówił wczoraj, że moje prawdziwe 'ja' miało się odzywać po poznaniu brata i historii rodziny. Jak widać wszystko działa jak należy.
Narysowałam kreski na powiekach, rzęsy pomalowałam grubą warstwą tuszu, a na usta nałożyłam lekko różowy błyszczyk. Włosy wyprostowałam i spięłam wsuwkami. Wyglądałam jak nie ja... Hermiona kiedyś Granger w prostych włosach? Kto by pomyślał!
Nałożyłam na siebie jeszcze szatę i wybiegłam z pokoju. Spotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami uczniów. I dobrze. Teraz jestem Riddle. Nie będę wredną suką i morderczynią. Chyba, że charakterek naprawdę mocno zacznie dawać o sobie znak i będę miała okres. Możliwe.
Weszłam do Wielkiej Sali i czułam na sobie ciekawskie spojrzenia. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru. Nie wiedziałam za bardzo gdzie usiąść więc wybrałam miejsce obok Luny Lovegood oraz Nevilla Longbottoma. Spojrzałam na Ślizgonów. Już niedługo będę siedzieć tam razem z nimi. Co z tego, że wszyscy mnie tam nienawidzą. Mam brata i nazwisko, które ich zdziwi. Chcę zobaczyć ich miny, teraz.
Usłyszałam jeszcze wyzwiska na mnie, które wypowiadał nie kto inny jak Ronald Weasley. Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.
Dyrektor wstał i uciszył wszystkich.
- Chciałbym tylko powiadomić wszystkich, że z pewnych komplikacji jedna z uczennic zmuszona jest jeszcze raz przystąpić do Ceremonii Przydziału. - spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się - Zapraszam do mnie pannę Hermionę Granger... teraz Hermionę Riddle.
Na sali zapadła cisza, wszyscy wpatrywali się we mnie ze strachem. No może oprócz Ślizgonów. Oni byli po prostu zdziwieni. Zauważyłam, że ten Draco Malfoy wpatruje się we mnie ze zdziwieniem, ale wyglądał też na przestraszonego. Nie dziwię mu się, całe 6 lat wyzywał mnie od szlam, teraz się boi. Nie martw się Malfoy, nie jestem okrutna. Złapałam jeszcze pokrzepiający uśmiech brata i ruszyłam na podest. Usiadłam na przygotowanym dla mnie krześle i założyłam Tiarę.
- Oh to panna Granger! Tak bardzo prosiła mnie pani o nie przydzielenie do Slytherinu, a teraz ponowne przystąpienie do Ceremonii? Co się zmieniło?
Dlaczego ten głupi kapelusz nie mówi mi w głowie tak jak powinien?! Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o co prosiłam ugh...
- Profesorze, dlaczego ta czapka nie może trochę ciszej, na przykład w mojej głowie? Co się zmieniło?! - usłyszałam ciche śmiechy z prawej strony i uśmiechnęłam się - Ponieważ nie chcę okłamywać samej siebie o tym kim jestem, a poza tym poznałam kogoś bliskiego. - powiedziałam to szeptem, aby nikt tego nie usłyszał, ale na sali panowała taka cisza, że zapewne każdy słyszał o czym mówię. - I przekonałam się, że myliłam się co do niektórych moich przyjaciół. - to dodałam głośniej.
- Czapka? Wypraszam sobie panienko! - cała sala oprócz Gryfonów zaczęła się śmiać. Nawet profesor Snape! - Ale rozumiem i muszę powiedzieć, że teraz nie masz wyboru albo po prostu nie chcesz go mieć. Dobrze więc... SLYTHERIN!
Krzyki radości i oklaski dochodziły do mnie ze strony Domu Węża. Podeszłam do brata i przytuliłam go, odwzajemnił gest.
- Rozmawiałam i dyskutowałam z czapką, co ze mną nie tak? - zaśmiałam się.
- Ślizgońska krew, ot co. - usłyszałam głos. Kogo? Malfoya. Popatrzyłam na niego, ale zaraz się odwróciłam.
Miał rację. Ślizgońska krew... Czas zacząć życie typowego Ślizgona.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie drugi rozdział! Muszę wam powiedzieć, że miałam pewne trudności w napisaniu go ponieważ miałam dużo nauki + na weekend majowy nie ma mnie w domu. Ale udało się w czym baaardzo pomógł mi Ed Sheeran i jego nieziemski głos. Mogę go słuchać dzień i noc.
Ogólnie nie jestem zadowolona z notki, ale kurczę, nie chciałam opóźniać dodania kiedy dochodzi mi czytelników. Chciałabym podziękować dwóm dziewczynom: Sam-Wiesz- Kto oraz Alexandra L. za komentarze, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dziękuuuuuuuuuję!
Na koniec przepraszam za błędy, powtórzenia itd. jak zwykle haha.
Następna notka typowo max za tydzień. PROSZĘ KOMENTUJCIE.
ZASADA CZYTASZ = KOMENTUJESZ DZIAŁA NA MOIM BLOGU.
Pozdrawiam was i ściskam mocno! :*
-Nessa
Na powitanie zostałam zasypana pytaniami od przyjaciół, którzy jako jedyni nie siedzieli jeszcze w swoich pokojach. Czas, aby powiedzieć im o wszystkim. Teraz albo nigdy.
- Uspokójcie się proszę. Usiądźcie i posłuchajcie mnie. Mam nie za dobre wieści. - przejechałam wzrokiem po twarzach Harry'ego, Rona i Ginny - Zacznę od tego, że dyrektor zapoznał mnie z moim bratem.
- W jakim domu jest? Gryffindor?
- Cooooooooooo? Bratem?!
- Nie ma nikogo innego o nazwisku Granger... - stwierdził Harry
- No właśnie w tym problem - powiedziałam kiedy nareszcie przestali zadawać pytania. - Tak naprawdę nie mam na nazwisko Granger.
Teraz dopiero zaczęły się pytania i krzyki. Czy oni pozwolą mi powiedzieć wszystko za jednym razem? Wątpię.
- Hej! To nie wszystko. Spokojnie! - straciłam cierpliwość - Moje prawdziwe nazwisko t-to Riddle.
Czekałam na ich reakcję. Wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Najszybciej otrząsnął się Ron.
- Żartujesz sobie?! JESTEŚ CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?! - zacisnął dłonie w pięści i oddychał głęboko - Oszukiwałaś nas cały czas? Jesteś jego szpiegiem? PRZYZNAJ SIĘ!!!
Miałam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam się im wydostać. Najgorsze jest chyba to, że ani Ginny, ani Harry nie próbowali go uspokoić.
- Ron, dowiedziałam się o tym chwilę temu, przysięgam. Nie oszukiwałam was, uwierzcie mi. Proszę. - ostatnie słowo wypowiedziałam tak cicho, że ledwo było je słychać.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci. Wiesz co ci powiem? Jesteś zwykłą suką!
Ała, zabolało. Łzy powoli spływały po moich zaróżowionych policzkach. Byłam smutna i zawiedziona, ale nie tylko. Czułam też wściekłość. Nie wierzyli mi, a przynajmniej Ron.
- Harry...? Ginn...? - zapytałam z nadzieją, ale oni tylko opuścili głowy.
To był cios poniżej pasa. Spodziewałam się, że mogę ich stracić, ale teraz to wydaje się takie nierealne. Zawsze byliśmy razem, bez względu na wszystko. A teraz wszystko się skończyło. Te wszystkie lata nic dla nich nie znaczyły. Byłam zła na siebie za to, że zgodziłam się przyjąć nazwisko Riddle oraz na nich za to, że tak po prostu mnie opuścili.
Opanowałam się i... uderzyłam Rona w twarz. Nie kontrolowałam tego.
- Nie chcę was znać, rozumiecie?! Liczyłam, że jako przyjaciele będziecie mnie wspierać, ale chyba się przeliczyłam. Nienawidzę cię Ronaldzie. Ginny, miałam cię za siostrę! A ty Harry? Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz, a ty nawet nie raczyłeś się odezwać! NIENAWIDZĘ WAS, NIENAWIDZĘ! - na pewno obudziłam cały dom swoimi krzykami, ale nie dbałam o to. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego na korytarz i po prostu biegłam przed siebie. Nie chciałam tam wracać. Nie dbałam o to, że mogę zostać złapana i ukarana.
Usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam na siebie wściekła, a co najgorsze to nie za moje słowa, które wykrzyczałam w stronę moich dawnych przyjaciół, po prostu czułam wściekłość, chciałam coś komuś zrobić. Nie, nie żałowałam moich słów. Chyba charakterek odziedziczony po ojcu zaczyna się odzywać. A najdziwniejsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ta wredność pojawiła się tak nagle, bez zapowiedzi. Nic już nie rozumiem.
Wstałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora, aby poprosić o pokój dla gości, mam nadzieję, że zrozumie i udostępni mi go na jedną noc.
Tak jak myślałam Dumbledore był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi przenocować w osobnym pokoju. Weszłam do pomieszczenia, które było naprawdę ładnie urządzone. Brązowe ściany komponowały się z białymi meblami. Na środku stało wielkie, dwuosobowe łóżko do którego chciałam od razu wskoczyć i zasnąć. Obok znajdowała się biała komoda, na której stały świeczki w kolorze blado żółtym. Nad meblem wisiało duże lustro, a zaraz obok niego obrazki, na których widać było różne miejsca w Hogwarcie. Muszę przyznać, że pokój wyglądał duuuuużo lepiej niż te uczniowskie w dormitorium Gryffonów co było trochę nie fair, ale cóż...
Zauważyłam, że przy łóżku leży mój kufer, dyrektor zadbał o wszystko. Ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i inne tego typu rzeczy. Od razu po tym położyłam się mimo wczesnej pory. Nie miałam już na nic ochoty, a poza tym musiałam wstać wcześnie rano, aby przygotować się (między innymi psychicznie) do prawdopodobnej zmiany domu.
Obudziłam się spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7. Miałam dwie godziny do śniadania. Nie chciałam jeszcze wstawać, miałam dużo rzeczy do przemyślenia. Między innymi to, że to wręcz pewne, że trafię do Slytherinu. Spytacie dlaczego nie jestem tam od początku? Ubłagałam Tiarę, nie rozumiałam dlaczego chce mnie przydzielić do Domu Węża. Teraz wiem o wszystkim i nie będę się sprzeciwiać. Nikt jeszcze nie wie jak mam na nazwisko, to będzie dopiero niespodzianka, zaśmiałam się w myślach.
Postanowiłam, że nieco się odmienię. To znaczy pomaluję się i zrobię coś z włosami. Chciałam wyglądać inaczej. W końcu będę Ślizgonką.
- Dosyć szybko się z tym pogodziłam. Ojcze, zapłacisz za mój charakter. - szeptałam do siebie. Przypomniałam sobie kiedy Dumbledore mówił wczoraj, że moje prawdziwe 'ja' miało się odzywać po poznaniu brata i historii rodziny. Jak widać wszystko działa jak należy.
Narysowałam kreski na powiekach, rzęsy pomalowałam grubą warstwą tuszu, a na usta nałożyłam lekko różowy błyszczyk. Włosy wyprostowałam i spięłam wsuwkami. Wyglądałam jak nie ja... Hermiona kiedyś Granger w prostych włosach? Kto by pomyślał!
Nałożyłam na siebie jeszcze szatę i wybiegłam z pokoju. Spotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami uczniów. I dobrze. Teraz jestem Riddle. Nie będę wredną suką i morderczynią. Chyba, że charakterek naprawdę mocno zacznie dawać o sobie znak i będę miała okres. Możliwe.
Weszłam do Wielkiej Sali i czułam na sobie ciekawskie spojrzenia. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru. Nie wiedziałam za bardzo gdzie usiąść więc wybrałam miejsce obok Luny Lovegood oraz Nevilla Longbottoma. Spojrzałam na Ślizgonów. Już niedługo będę siedzieć tam razem z nimi. Co z tego, że wszyscy mnie tam nienawidzą. Mam brata i nazwisko, które ich zdziwi. Chcę zobaczyć ich miny, teraz.
Usłyszałam jeszcze wyzwiska na mnie, które wypowiadał nie kto inny jak Ronald Weasley. Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.
Dyrektor wstał i uciszył wszystkich.
- Chciałbym tylko powiadomić wszystkich, że z pewnych komplikacji jedna z uczennic zmuszona jest jeszcze raz przystąpić do Ceremonii Przydziału. - spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się - Zapraszam do mnie pannę Hermionę Granger... teraz Hermionę Riddle.
Na sali zapadła cisza, wszyscy wpatrywali się we mnie ze strachem. No może oprócz Ślizgonów. Oni byli po prostu zdziwieni. Zauważyłam, że ten Draco Malfoy wpatruje się we mnie ze zdziwieniem, ale wyglądał też na przestraszonego. Nie dziwię mu się, całe 6 lat wyzywał mnie od szlam, teraz się boi. Nie martw się Malfoy, nie jestem okrutna. Złapałam jeszcze pokrzepiający uśmiech brata i ruszyłam na podest. Usiadłam na przygotowanym dla mnie krześle i założyłam Tiarę.
- Oh to panna Granger! Tak bardzo prosiła mnie pani o nie przydzielenie do Slytherinu, a teraz ponowne przystąpienie do Ceremonii? Co się zmieniło?
Dlaczego ten głupi kapelusz nie mówi mi w głowie tak jak powinien?! Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o co prosiłam ugh...
- Profesorze, dlaczego ta czapka nie może trochę ciszej, na przykład w mojej głowie? Co się zmieniło?! - usłyszałam ciche śmiechy z prawej strony i uśmiechnęłam się - Ponieważ nie chcę okłamywać samej siebie o tym kim jestem, a poza tym poznałam kogoś bliskiego. - powiedziałam to szeptem, aby nikt tego nie usłyszał, ale na sali panowała taka cisza, że zapewne każdy słyszał o czym mówię. - I przekonałam się, że myliłam się co do niektórych moich przyjaciół. - to dodałam głośniej.
- Czapka? Wypraszam sobie panienko! - cała sala oprócz Gryfonów zaczęła się śmiać. Nawet profesor Snape! - Ale rozumiem i muszę powiedzieć, że teraz nie masz wyboru albo po prostu nie chcesz go mieć. Dobrze więc... SLYTHERIN!
Krzyki radości i oklaski dochodziły do mnie ze strony Domu Węża. Podeszłam do brata i przytuliłam go, odwzajemnił gest.
- Rozmawiałam i dyskutowałam z czapką, co ze mną nie tak? - zaśmiałam się.
- Ślizgońska krew, ot co. - usłyszałam głos. Kogo? Malfoya. Popatrzyłam na niego, ale zaraz się odwróciłam.
Miał rację. Ślizgońska krew... Czas zacząć życie typowego Ślizgona.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie drugi rozdział! Muszę wam powiedzieć, że miałam pewne trudności w napisaniu go ponieważ miałam dużo nauki + na weekend majowy nie ma mnie w domu. Ale udało się w czym baaardzo pomógł mi Ed Sheeran i jego nieziemski głos. Mogę go słuchać dzień i noc.
Ogólnie nie jestem zadowolona z notki, ale kurczę, nie chciałam opóźniać dodania kiedy dochodzi mi czytelników. Chciałabym podziękować dwóm dziewczynom: Sam-Wiesz- Kto oraz Alexandra L. za komentarze, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dziękuuuuuuuuuję!
Na koniec przepraszam za błędy, powtórzenia itd. jak zwykle haha.
Następna notka typowo max za tydzień. PROSZĘ KOMENTUJCIE.
ZASADA CZYTASZ = KOMENTUJESZ DZIAŁA NA MOIM BLOGU.
Pozdrawiam was i ściskam mocno! :*
-Nessa
Subskrybuj:
Posty (Atom)