czwartek, 24 lipca 2014

Informacja

Może zacznę od tego, że rozdział miał pojawić się 22 lipca, ale jak zwykle musiało się coś zepsuć. Miałam napisane ponad 3/4 (piszę tutaj, na bloggerze), a kiedy weszłam aby dokończyć okazało się, że nic nie ma. Owszem, była utworzona notka, ale jedynie z tytułem. Nie było całego rozdziału. Naprawdę się wkurzyłam, gdyż pisząc go miałam niesamowitą wenę i wszystko szło mi bardzo gładko. Uznacie, że szukam jakiejś wymówki, ale niestety mówię jak było.
Więc kiedy pojawi się nowy rozdział? Prawdopodobnie wtorek/środa. Jeśli nic się nie usunie, a mam nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy, to notka pojawi się w tych dniach na 100%. Mi osobiście pisanie rozdziału nie zajmuje dużo czasu, maksymalnie 2-3 dni, ale jadę jutro do Kołobrzegu i wracam we wtorek. Tam nie będzie internetu więc mogę jedynie pisać rozdział na telefonie lub w zeszycie.
Mam nadzieję, że nie jesteście źli oraz, że was nie zawiodłam, przepraszam z całego serca. Naprawdę źle czuję się z tym opóźnianiem.
Trzymajcie kciuki, żeby tym razem nie było żadnych komplikacji.
Pozdrawiam i ściskam :*

-Nessa

wtorek, 15 lipca 2014

9. Party time!

Trwała właśnie lekcja Eliksirów. Prawdopodobnie po raz pierwszy nie słuchałam nauczyciela. Zamiast tego szeptałam z Sophie o dzisiejszej imprezie. Zastanawiałyśmy się co ubrać, chciałyśmy zrobić wrażenie. Postanowiłyśmy opuścić trzy ostatnie lekcje, aby zdążyć z przygotowaniami. Na ślizgońskie imprezy nie należy przychodzić nie wyglądając perfekcyjnie. Z nieznanych powodów, profesor Snape nie zwracał nam uwagi za te rozmowy. Musiał mieć naprawdę dobry humor.
Po skończonej lekcji pędem ruszyłyśmy do dormitorium. Wpadłam do pokoju gdzie siedziała już Katie. Uśmiechnęłam się do niej i otworzyłam szafę. Zaczęłam wyrzucać wszystkie nieodpowiednie ubrania z szafy.
- To nie, to też nie... może to? - spojrzałam krytycznym wzrokiem na fioletową sukienkę do kolan z małym dekoltem. - To się nie nadaje! - westchnęłam i spojrzałam błagalnym wzrokiem na blondynkę. Dziewczyna wstała i podeszła do mnie. - Poooooomóż! - jęknęłam. Zaczęłyśmy razem przeszukiwać szafę, nie mogąc znaleźć nic odpowiedniego. To znaczy, było naprawdę dużo sukienek, spódniczek i innych ubrań odpowiednich na imprezę, ale my to my. Jednej się podoba, drugiej nie. Po jakimś czasie Malfoy wyciągnęła czarną, obcisłą sukienkę do ud, bez ramiączek.
- Mogę to pożyczyć? Proszę, proszę, proszę. - piszczała mi nad uchem. Zgodziłam się automatycznie. Nie miałam dzisiaj ochoty na sukienki, tym bardziej takie obcisłe. Ostatecznie wybrałam czarne, skórzane, krótkie spodenki z wysokim stanem i króciutki, obcisły crop top o neonowo zielonym kolorze. Zabrałam wszystko do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i zrobiłam makijaż. Na koniec wyprostowałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Punktualnie o 20 zeszłyśmy we dwójkę do Pokoju Wspólnego. Muzyka grała głośno, a większość Ślizgonów tańczyła. Z trudem znalazłam przyjaciół. Siedzieli na kanapach pijąc alkohol. Nie było jedynie Sophie i Madeleine, która jeszcze szykowała się w pokoju. Spojrzałam na wszystkich i zatrzymałam wzrok na Malfoyu. Ten zmierzył mnie od góry do dołu i uśmiechnął się uroczo. Zarumieniłam się i usiadłam obok Katie. Wszyscy piliśmy bardzo dużo rozmawiając o naprawdę głupich rzeczach. Po jakimś czasie poczułam jak ktoś łapie moją dłoń.
- Mogę prosić panią do tańca? - Draco uśmiechnął się. Byłam już pijana, więc nawet gdyby był to ktoś inny, kogo nienawidzę zgodziłabym się. Zachichotałam i wstałam, ruszając za chłopakiem. Tańczyliśmy przy rytmicznej i szybkiej piosence, która po chwili się skończyła, zastąpiona powolną balladą. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyje. Ten złapał mnie za uda i przyciągnął bardzo blisko, na co pisnęłam. Przylegałam do niego mocno, co ani trochę mi nie przeszkadzało. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Zazwyczaj stalowe i chłodne, teraz ciepłe. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i spłonęłam rumieńcem z niewiadomych przyczyn. Nadal przyglądałam się jego oczom, on natomiast przeniósł wzrok na moje usta. Jego twarz była parę centymetrów od mojej. Chłopak nieśmiało dotknął ustami moich ust. Od razu pogłębiłam pocałunek. Nogi uginały się pode mną i gdyby nie jego ręce na mojej talii, już leżałabym na ziemi. Jego dłonie powędrowały na moje nagie plecy, moje natomiast wplotłam w jego włosy. Zamruczałam mu w usta. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Odsunęłam się, ciężko oddychając i spojrzałam w jego oczy, w których zauważyłam iskierki radości i pożądania. Przeniosłam dłoń na kark chłopaka, a drugą pogładziłam jego policzek. Uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił. Powoli alkohol przestawał mieszać mi w głowie, a ja odzyskiwałam świadomość. Nic jednak nie zrobiłam, nadal tam staliśmy i przyglądaliśmy sobie. Po jakimś czasie opuściłam ręce i westchnęłam. Ostatni raz spojrzałam na blondyna i pocałowałam go w policzek, po czym ruszyłam do pokoju, zmęczona i niesamowicie szczęśliwa. Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, od razu zasypiając.

***

Obudził mnie silny ból głowy. Próbowałam wstać, ale zaraz jęknęłam i opadłam na poduszkę. Usłyszałam cichy chichot, a zaraz po tym stukot obcasów. Spojrzałam w stronę dźwięku, który w tej sytuacji bardzo mnie drażnił. Madeleine, gotowa do wyjścia nie wiadomo gdzie, szła w moją stronę z małą fiolką w ręce. Podała mi ją, a ja od razu wypiłam niebieską substancję, znajdującą się w środku. Poczułam świeży, miętowy smak, a zaraz potem ulgę. Głowa nie pulsowała już tak mocno i lepiej się poczułam. Stanęłam na podłodze i ziewnęłam głośno.
- Która godzina? - spytałam, przeciągając się.
- Jedenasta trzydzieści. - odpowiedziała rozbawiona dziewczyna. Otworzyłam szeroko oczy i patrzyłam na nią oniemiała.
- C-co? Dlaczego mnie nie obudziłaś? Albo Katie? - zapytałam oburzona.
- Tak słodziuuutko spałaś, nie miałyśmy serca. - uśmiechnęła się. - No i wiesz... wczoraj nieźle popiłaś. Potem poszłaś tańczyć z Draco i do nas nie wróciłaś...
Westchnęłam przypominając sobie wczorajsze zdarzenie. Był to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni, ale mam wrażenie, że tylko dla mnie. On był pijany, myślę, że pocałował mnie nie mając świadomości co robi. Teraz tego nie pamięta, a ja będę zmuszona zapomnieć. To mnie boli. Ten pocałunek naprawdę wiele dla mnie znaczył. Mimo alkoholu we krwi byłam świadoma tego co robię. Niewątpliwie chciałabym to powtórzyć. Spojrzałam na przyjaciółkę, która nie ruszyła się z miejsca.
- Poczekasz na mnie? Zrobię coś ze sobą i pójdziemy razem na obiad.
Dziewczyna zgodziła się automatycznie. Pobiegłam do łazienki i wykonałam poranną rutynę. Mniej więcej o godzinie 12.40 wyszłyśmy z pokoju. Dziewczyna przez całą drogę do Wielkiej Sali patrzyła na mnie pytająco. No tak, w końcu tryskałam energią. Mało kto jest taki po piciu całą noc. Kiedy weszłyśmy do Sali od razu spojrzałam w stronę naszego stołu i zobaczyłam go. Uśmiechał się rozmawiając z moim bratem. Zatrzymałam się na chwilę, a przed oczami znowu miałam to wspomnienie. Zaśmiałam się, uświadamiając sobie, że zachowuję się nieco dziecinnie, ale nic nie poradzę. Ruszyłam do stołu i usiadłam obok Sophie, która wręcz leżała na drewnianej powierzchni. Postanowiłam jej nie przeszkadzać. Nałożyłam na talerz jajecznicę, a do kubka wlałam gorącą kawę. Byłam tak głodna, że nawet nie zauważyłam jak ktoś siada obok mnie. Po chwili jednak usłyszałam jego głos.
- Cześć! - widelec, który miałam przy ustach zatrzymał się gwałtownie. Przełknęłam jedzenie i spojrzałam na chłopaka.
- Draco, miło cię widzieć. - uśmiechnęłam się. Szukałam w jego oczach czegoś, dzięki czemu wiedziałabym, że wszystko pamięta. On spojrzał na mnie nieco rozbawiony. To znaczy, że pamięta? Na tę myśl zarumieniłam się leciutko. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na wszystkich. Nikt na nas nie patrzył, oprócz mojego brata. Spuściłam wzrok. Nagle poczułam ciepły oddech na karku. Zaraz po tym chłopak wyszeptał mi do ucha:
- Nieźle całujesz Riddle. Mam nadzieję, że to powtórzymy. - spojrzałam na niego. Uśmiechnął się łobuzersko i odszedł. Zarumieniłam się soczyście, ale w środku prawie wybuchłam ze szczęścia. Pamiętał. PAMIĘTAŁ. A co najważniejsze - nie żałował. Westchnęłam szczęśliwa.
- Dzięki ci, Merlinie. - wyszeptałam tak, aby nikt mnie nie usłyszał.

_________________________________________________________________________________

POCAŁOWALI SIĘ. TAK!!!
Ta scena miała być trochę później, w dalszym rozdziale, ale musiałam ją tu umieścić nooo! Nie było romantycznie, ale nie oczekujcie ode mnie (a tym bardziej od Dracona) romantyczności. Nieraz może coś się pojawi, ale bez przesady haha.
Hermiona dużo razy się rumieniła, zauważył ktoś?
Wiem, że dużo powtórzeń i w ogóle, ale starałam się.
Oprócz pocałunku, nie jestem zadowolona z rozdziału, nie udał mi się. Jest trochę chaotyczny.
No i taki bardziej... normalny, wiecie, nie ma powiązania do tego, że ich ojcem jest Voldemort, nie ma morderstwa, ani nic takiego.
Komentujcie proszę:)
Pozdrawiam:*

-Nessa

piątek, 11 lipca 2014

8. Morderca w Hogwarcie

Rozdział pisany w narracji trzecioosobowej! Jest to pojedynczy 'wybryk', później wracam do jednoosobowej.
_________________________________________________________________________________

Po ciepłej jesieni nastąpiła mroźna zima. Już na początku grudnia biały puch pokrył całe błonia i jezioro, które teraz było zamarznięte. Uczniowie radośnie rzucali w siebie nawzajem małymi kulkami, inni lepili różnorodne bałwany, a jeszcze inni tarzali się w śniegu, śmiejąc się w niebogłosy. Jednak dla pewnych osób zima i zbliżająca się przerwa świąteczna nie była powodem do radości.
Odkąd Hermiona dowiedziała się o swojej historii minęły trzy miesiące. W tym czasie zbliżyła się do swojego brata i osób z paczki. Zaprzyjaźniła się ze wszystkimi, jednak była jedna osoba, o której dziewczyna myślała dzień w dzień. Uwielbiała spędzać czas z Draconem Malfoyem, a także rozmawiać, nawet na najgłupszy temat. Nie przeszkadzały jej plotki o niej i chłopaku, ani rozbawione i zaciekawione spojrzenia kierowane w jej stronę przez przyjaciół. Niestety brunetka nie chciała zepsuć przyjaźni jaką obdarzał ją blondyn ( z wzajemnością ) głupim, młodzieńczym zauroczeniem. Miała nadzieje, że to tylko zauroczenie...
Hermiona także zmieniła się nie do poznania. Nie była grzeczna i miła, wręcz przeciwnie. Zaczęła przywiązywać większą wagę do swojego wyglądu. Sweterki i szerokie dżinsy zamieniła na sukienki, spódniczki, a także więcej odkrywające niż dotychczas bluzki. Jej kosmetyczka wypełniła się po brzegi, a ona sama przyciągała wzrok większej części męskiej co jej pochlebiało. Niestety niedługo miała zmienić się jeszcze bardziej, psychicznie tak jak fizycznie...
Hermiona i Sophie siedziały w Pokoju Wspólnych i krytykowały osoby, które akurat znajdowały się w zasięgu ich wzroku. Diana Saint w skórzanej, różowej spódniczce, która nie dosięgała jej nawet do ud, Patrick Radley, który ślini się na widok każdej, nawet najgorszej dziewczyny, Hanna Parker w 20-centymetrowych szpilkach, w których kompletnie nie potrafi chodzić i wiele, wiele więcej ofiar. Ich ciekawą rozrywkę przerwał krzyk przerażenia. Dziewczyny podskoczyły zaskoczone i od razu skierowały się w stronę korytarza, bo to właśnie stamtąd dobiegał krzyk. Przeciskały się przez tłum gapiów, by wreszcie spojrzeć na wszystko. A było źle. Katie Bell leżała w wielkiej kałuży krwi. Oczy miała szeroko otwarte, widać było w nich tylko przerażenie, nic więcej. Gryfonka miała liczne rany na ciele. Riddle zakryła usta, a w jej oczach pojawiły się łzy. Katie, w przeszłości była jej obojętna, ale teraz widząc ją martwą nie wytrzymała i łzy pociekły jej po policzku. Sophie przytuliła ją i gładziła po plecach chcąc ją uspokoić. Dwie Ślizgonki domyślały się, że Bell została zamordowana przez śmierciożerców, ale nie miały pojęcia jak wdarli się do zamku, to niemożliwe. Zostaje jedna opcja, ktoś z uczniów jest sługą Voldemorta gotowym zrobić wszystko dla niego. W szkole nie jest już bezpiecznie, nie tak jak dawniej.
Ciało dziewczyny zostało zabrane przez wystraszonych nauczycieli, a miejsce oczyszczone z krwi. Niestety wspomnienia i świadomość pozostała i Hermionie zrobiło się szczerze żal niektórych Gryfonów, szczególnie przyjaciółek zamordowanej. Co jak co, ale Riddle miała jeszcze uczucia i potrafiła współczuć.
Przyjaciółki wróciły do Pokoju Wspólnego i ruszyły do dormitorium czarnowłosej. Siedziały w ciszy, którą przerwało pukanie. Peterson otworzyła drzwi, w których pojawiła się uśmiechnięta twarz Draco.
- Miałem cię zawiadomić, że Snape cię wzywa. - zaczął bez przywitania. Po chwili zauważył Hermionę i uśmiechnął się promiennie. - Cześć Miona!
- Hej Draco. - ta powiedziała nieco ciszej, ale odwzajemniła uśmiech.
- Cześć Draco, miło cię widzieć, fajnie, że wpadłeś się PRZYWITAĆ. - Sophie położyła szczególny nacisk na ostatnie słowo i od razu pognała do gabinetu profesora. Malfoy natomiast wszedł i usiadł obok Riddle. Zauważył chyba, że coś jest nie tak, bo zapytał.
- Wszystko dobrze?
Brunetka opowiedziała szeptem o wszystkim. Chłopak już chciał ją przytulić, ale ona wstała szybko. Pragnęła tej bliskości z nim, która była możliwa rzadko, gdyż byli 'tylko' przyjaciółmi, ale nie teraz, nie w tej chwili. Teraz chciała być sama. I to nie z tego powodu, że Bell nie żyje, tylko z tego, że jest córką tego potwora, na którego zlecenie śmierciożercy robią wszystko.
Dziewczyna bez słowa wyszła z pokoju zostawiając zdziwionego blondyna samego.

Tymczasem w Pokoju Wspólnym Gryfonów wrzało od słów współczucia dla przyjaciół Katie i oskarżeń o to okropne zdarzenie. Najwięcej oczywiście kierowanych w stronę rodzeństwa Riddle. Była tylko jedna osoba, która milczała i spoglądała na wszystkich ze smętnym wyrazem twarzy. Harry Potter, Złoty Chłopiec. Obwiniał siebie o śmierć swojej koleżanki. To jego chciał dostać Voldemort, nikogo innego. Gdyby oddał się w jego ręce nikt by nie zginął. Niewinne osoby będą mordowane jedna za drugą. Czarnowłosy miał w głowie opcję znalezienia Lorda i pozwolenia się zabić, ale nie zrobi tego. Musi go zabić i uratować wszystkich innych czarodziejów i mugoli przed śmiercią i nędznym życiem. Tylko czy on na pewno chce dobra dla ludzi czy może dla siebie? Robi to, aby ochronić innych czy być uwielbianym przez cały świat? Tego nie wie nikt, oprócz samego Pottera.

Draco siedział w Pokoju Wspólnym popijając Ognistą. Obok zawzięcie rozmawiali jego przyjaciele - Nick oraz Nathan. Chłopak nie słuchał ich dyskusji, ponieważ miał na głowie inne sprawy. Dwie, bardzo ważne dla niego sprawy. Pierwszą jest oczywiście Hermiona. Nie wiedział co myśleć o uczuciach, które do niej żywił. Ujawnić je światu czy dusić w sobie? Nie chciał zostać odrzucony tak samo jak nie chciał udawać, że podoba mu się, że są tylko przyjaciółmi. Wiedział, że dziewczyna czuje do niego tylko przyjaźń, nic więcej. Musi jeszcze przemyśleć to jak postąpi.
Drugą sprawą jest Katie Bell. Nie miał pojęcia kto ją zabił, ale musi się dowiedzieć. Wiedział tylko, że to sługa Voldemorta, ponieważ zostało użyte zaklęcie, z którego korzystają tylko oni. Czarno magiczne, naprawdę silne i bolesne. Każdy młody śmierciożerca lub osoba, która niedługo ma się nim stać uczy się tego i innych zaklęć. W każdym bądź razie Malfoy musiał dowiedzieć się kto jest tym mordercą, a to trudne nie będzie. Wystarczy zaczekać na przerwę świąteczną.
- Draco, co ci jest? - z rozmyśleń wyrwał go głos Nicka.
- Nic, nic. Po prostu... myślałem. - przerwało mu rozbawione prychnięcia Coopera. Blondyn spojrzał na niego piorunującym spojrzeniem i już nie dokończył, gdyż do Pokoju wpadły nagle Parkinson i jej przyjaciółeczki rozpowiadając, jak to określiły - "dobrą nowinę".
- IMPREZA, IMPREZA! Z tego powodu, że będziemy musieli wszyscy pożegnać się na całe dwa tygodnie, ja i moje przyjaciółki - tutaj wskazała na chichoczące dziewczyny - organizujemy imprezę w piątek wieczorem! Alkohol, muzyka i alkohol! Do zobaczenia! - krzyknęła i wszystkie razem pobiegły na górę, prawdopodobnie powiadomić innych.
- Nie lubię jej, ale nieraz się przydaje. - powiedział Riddle i uśmiechnął się.
- No i w łóżku jest dobra. - cała trójka zaśmiała się na słowa Malfoya.

Hermiona, Katie Malfoy i Madeleine siedziały w swoim pokoju rozmawiając o feriach. Nagle do pokoju wpadła Pansy uśmiechając się od ucha do ucha.
- Impreza w piątek wieczorem! Organizowana przeze mnie i moje przyjaciółki. - wszystkie uśmiechnęły się z wyższością i wybiegły z pomieszczenia. Dziewczyny patrzyły na siebie oniemiałe, ale zaraz się otrząsnęły i zaśmiały.
- No to mamy robotę na cały jutrzejszy dzień. - Hermiona uśmiechnęła się.
- To już jutro piątek?! - krzyknęła Mad.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę pogadała, a potem ruszyły na kolację. Gdy weszły do Wielkiej Sali zauważyły, że jest ona udekorowana w kolorze czarnym. Usiadły przy stole i czekały na prawdopodobne przemówienie dyrektora. Tak też było. Dumbledore wstał i zaczął mówić.
- Katie Bell była dzielną Gryfonką i świetną graczką Quidditcha. Niestety dziś musiała odejść. Została zamordowana przez osobę, która jest w zamku. Chciałbym złożyć szczere wyrazy współczucia wszystkim Gryfonom i poprosić wszystkich was o jeden wieczór żałoby, tylko dzisiaj. Okażcie swoje współczucie i zastosujcie się do tego. I pamiętajcie, bądźcie ostrożni. Dopóki nie wiemy kto jest mordercą, wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Po 22 proszę zamykać się w swoich pokojach i sprawdzić każdy jego zakamarek. A teraz... jedzcie. Smacznego. - na stołach pojawiło się jedzenie.Wszyscy jedli w ciszy, tylko przy stole Ślizgonów co jakiś czas było słychać śmiechy. Po skończonej kolacji wszyscy pędem udali się do dormitoriów, prawdopodobnie biorąc na bardzo poważnie słowa dyrektora. Ślizgoni także, co było nie małym zdziwieniem dla Hermiony. Dziewczyna nie czuła się dobrze z myślą, że jutro wieczorem będą imprezować, ale nastawienia Ślizgonów nie zmieni, a bardzo chciała wziąć udział w imprezie. Riddle z koleżankami ruszyła do pokoju i zgodnie z zaleceniami dyrektora sprawdziły cały pokój. Zamknęły drzwi na klucz, założyły zaklęcia ochronne i uspokojone położyły się do łóżek, każda zastanawiając się co założyć na imprezę...

_________________________________________________________________________________

Ups, w Hogwarcie już nie jest bezpiecznie. Macie podejrzenia co do kogo?
Męczyłam się z tym rozdziałem, sama nie wiem czemu. Miałam na niego pomysł, ale nie miałam weny dlatego wyszło takie coś. Oczywiście w tym tygodniu (do wtorku) pojawi się jeszcze jeden rozdział, w którym chyba domyślacie się co będzie. Mam nadzieję, że wam się podoba:)
I jak narracja trzecioosobowa? Lepiej tak czy pierwszoosobowa? Napiszcie, bo to ważne dla mnie.

Tak by the way ogląda ktoś z was Mundial? Ja uwielbiam piłkę nożną (nie potrafię grać, tylko oglądam haha) i od zawsze jestem wielkim kibicem Brazylii, co się nie zmieniło. Przegrali i wiem, że zagrali beznadziejnie, ale tak mi ich szkoda eh :( Dla mnie i tak zawsze będą mistrzami. A wy komu kibicujecie/kibicowaliście? Takie pytanie dnia haha :D

Do wtorku! Pozdrawiaaaam :*

-Nessa

poniedziałek, 7 lipca 2014

7. Sen

Znajdowałam się w małym pomieszczeniu, bez okien i drzwi. Jedynie na środku stało drewniane, rzeźbione krzesło na którym siedziałam wbrew własnej woli. Kiedy próbowałam wstać, jakieś niewidzialne więzy zatrzymywały mnie i sprawiał ból w nadgarstkach i brzuchu. Lekki chłodny podmuch, który pojawił się nie wiadomo skąd, orzeźwił mnie i dał na moment ulgę. Zaraz po tym stał się on białą mgiełką, powoli formującą się w coś o kształtach ludzkiej istoty. Po kilku sekundach ujrzałam przystojną twarz mojego ojca. Nie tę, której wszyscy się tak panicznie boją. Przede mną stał Tom Marvolo Riddle we własnej osobie, tak jakby potrafił cofnąć się do lat szkolnych i przybrać twarz młodzieńca. Uśmiechał się drwiąco, ale kiedy tylko spojrzał na moją przerażoną i zaskoczoną twarz jego usta zacisnęły się w cienką linię by zaraz przybrać maskę obojętności. Usłyszałam głos, który echem rozchodził się po każdym kącie pokoju.
- Witaj Córko. - zrobił jeden mały krok w moją stronę i kontynuował. - Nie chciałem cię przestraszyć, ale cóż... wyszło inaczej. - niewidzialne więzy nagle przestały trzymać mnie na niewygodnym siedzisku, a ból nie był już tak uciążliwy. Wyprostowałam się i spojrzałam na mężczyznę, który mówił dalej. - Mam nadzieję, że teraz wysłuchasz mnie uważnie. Chciałbym zaprosić ciebie i twojego brata podczas przerwy świątecznej do Riddle Manor. Jestem świadomy tego, że podczas naszego pierwszego spotkania wspomniałem o tym. - usłyszałam jeszcze szczegóły teleportacji i na tym skończyło się 'spotkanie'. Voldemort zniknął, a ja spadałam w czarną otchłań nie mogąc złapać oddechu.

***

Obudziłam się gwałtownie zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Byłam cała zlana potem. Nie chodzi o to, że boję się Ojca w śnie, tylko o uczucie umierania. Kiedy nie mogłam oddychać, dusiłam się. To były okropne i przerażające. Nie chciałabym umrzeć w ten sposób. Chcąc zapomnieć o tym realnym śnie przetransmutowałam szybko moją koszulę nocną w bardziej codzienną sukienkę i wyszłam po cichu z pokoju, tak aby nie obudzić śpiących współlokatorek. Stanęłam przed drzwiami pokoju w dormitorium chłopców i zapukałam. Modliłam się, aby mimo wczesnej godziny mój brat był na nogach. Po chwili drzwi się otworzyły ukazując mi Nicka uśmiechającego się na mój widok. Przytuliłam go z całej siły co on odwzajemnił.
- Wszystko dobrze? Coś się stało? - zapytał odsuwając mnie lekko, aby spojrzeć mi w oczy, w których pojawiły się łzy. Ruszyłam w głąb pokoju, przywitałam się z pozostałymi i usiadłam na wolnym łóżku.
- Boję się. - po tym opowiedziałam im cały sen i opisałam uczucie, które mi towarzyszyło. - Boję się, że umrę w ten sposób. I to niedługo.
Rozpłakałam się jak dziecko. Wiem, że nie jest to tak tragiczne, żeby płakać. To tylko sen (bardzo realny sen), każdy ma koszmary, niektórzy nawet gorsze.
Po tym jak się uspokoiłam, wyszłam razem z Nickiem, Draco i Nathanem na śniadanie. Z powodu wczesnej godziny, Wielka Sala świeciła pustkami. Parę osób przy stole Gryffindoru i Ravenclaw, dwóch Puchonów i tylko my przy stole Ślizgonów.

***

Spacerowałem po błoniach rozmyślając nad wszystkim co dzieje się w moim życiu. Nad misją śledzenia Pottera i wprowadzenia do szkoły śmierciożerców, powierzoną mi przez Czarnego Pana. Nie ma pojęcia jak tego dokonam i czy chcę to zrobić. Zostałem zmuszony do pomocy, tak samo jak zostanę zmuszony do wstąpienia w szeregi Voldemorta. Wszyscy myślą, że popieram idee Lorda, a tak naprawdę jestem przeciwny. Nie chcę mordować, torturować ani kontrolować niewinnych. 
Usłyszałem krzyki i czym prędzej popędziłem w stronę źródła głosów. Na miejscu zobaczyłem Weasley'a i Lavender z wyciągniętymi różdżkami w stronę... Hermiony?!
Podszedłem bliżej i stanąłem obok dziewczyny, która uśmiechnęła się do mnie.
- Ooo, Hermiona znalazła nową obstawę! - wysyczał Rudy, a Brown zachichotała głupio.
- Daj spokój Ronaldzie. Nie chcę wojny. Nie zapominaj, że to ty mnie odrzuciłeś. - Hermiona była spokojna, ale mówiła ze słabo wyczuwalnym smutkiem.
- A czego się spodziewałaś? Że padnę na kolana przed tobą i ucałuje w stopy?! Jesteś bezczelną suką!
Nie wytrzymałem, wyjąłem różdżkę i rzuciłem w jego stronę Drętwotę. Zaklęcia jednak nie trafiły w chłopaka, gdyż ten zrobił unik, czego się nie spodziewałem. Uśmiechnął się wrednie i rzucił Expelliarmus, które jednak poleciało parę metrów obok mnie. Zaśmiałem się i już chciałem rzucać następne zaklęcia, ale powstrzymała mnie brunetka, która jako jedyna nie wyciągnęła różdżki.
- Jesteś okropny, Ronaldzie Weasley! Jak możesz mówić do mnie takie rzeczy? Byliśmy przyjaciółmi, myślałam, że czujesz do mnie jeszcze przynajmniej odrobinę przyjaźni, a ty nazywasz mnie... nie chcę być niekulturalna więc nie powtórzę. Zawiodłam się na tobie. Nie chcę abyś zakłócał mój spokój, ani moich przyjaciół. Tak, PRZYJACIÓŁ. Zapewne zazdrościsz mi tego, że potrafię ruszyć dalej i nie zadręczać się przeszłością. Prawdopodobnie miałeś nadzieję, że będę użalać się nad swoim życiem. Myliłeś się i mam nadzieję, że teraz ty poczujesz to co ja wcześniej. Będziesz niepotrzebny. Zostanie ci jedynie Harry i twoja słodziutka Brown. Powodzenia w dalszym życiu. - warknęła i już chciała się odwrócić kiedy rudzielec podbiegł i uderzył ją w policzek z otwartej dłoni. Kipiałem ze złości. Jak można uderzyć kobietę?! Trzeba być frajerem lub Weasleyem. Idiota. Czubek. Dupek. Frajer. Spojrzałem na dziewczyn i zauważyłem w jej oczach łzy. Nie wiem czy były to łzy bólu fizycznego czy psychicznego. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Ta odwróciła się tyłem i pobiegła do zamku. Usiadłem na brzegu jeziora, nie chcąc za nią biec. Wiem, że chciała być sama. Niecodziennie najlepszy przyjaciel bije cię i wyzywa.
Po jakimś czasie zaczęło się ściemniać, więc powolnym krokiem ruszyłem w stronę szkoły.

_________________________________________________________________________________

NA POCZĄTKU CHCIAŁAM ZAŚPIEWAĆ STO LAT DLA KOCHANEJ CZYTELNICZKI SAM-WIESZ- KTO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJE, ŻYJE NAAAAAM!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ ZE MNĄ OD POCZĄTKU! MAM NADZIEJĘ, ŻE SPEŁNISZ SWOJE NAJSKRYTSZE MARZENIA I BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA!!!


Teraz sprawa.
UWAGA, UWAGA!
Dzisiaj krótki rozdział, ponieważ następny będzie dłuższy niż zazwyczaj i dodatkowo.... dodam dwa w jednym tygodniu!!!
Nudny i w ogóle, wiem, przepraszam.
ALE! Jest Draco, Draco, Draco!
Rozdział bez korekty, pisany na telefonie:)

Pozdrawiam was wszystkich :*

-Nessa

wtorek, 17 czerwca 2014

6. Zakochana? Niemożliwe!

Obudziłam się z lekkim kacem, który miałam chyba po raz pierwszy w życiu. Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? Wzięłam małą buteleczkę z niebieskim płynem, który wypiłam. Od razu poczułam się lepiej, więc nie tracąc czasu wykonałam poranną rutynę i wyszłam z pokoju z zamiarem pójścia na śniadanie, ale niestety nie było mi to dane.
- Zaczekaj! - usłyszałam męski głos. Odwróciłam się i zauważyłam blondyna, który biegł z torbą na ramieniu. Westchnęłam z frustracją, ale poczekałam na chłopaka.
- Malfoy. - wycedziłam przez zęby. Pamiętałam co działo się wczoraj wieczorem w PW. Flirtował ze mną, a potem poprosił do tańca. Ja głupia się zgodziłam, a ten dupek to wykorzystał. Zaczął rzucać różnymi podtekstami i ocierać się o mnie, czym doprowadził mnie do wściekłości. Ciekawe czy to pamięta? - Czego chcesz?
- Ja...ch-chciałem...tylko... - zmrużył oczy i przełknął ślinę, co nie uszło mojej uwadze. Oho, Wielki Malfoy się denerwuję. - tylko przeprosić. - szepnął i opuścił głowę. Uśmiechnęłam się wrednie, czego chłopak nie zauważył.
- Co? Możesz powtórzyć? Niedosłyszałam!
- Przepraszam! - zrobił się czerwony,zaśmiałam się.
Nie wierzę w to, naprawdę. Nigdy nie przeszło by mi przez myśl, że ten arystokrata może wypowiedzieć to słowo. Ruszyłam do wyjścia, a on poszedł za mną. Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam, że chłopak patrzy pod nogi i mówi coś pod nosem. Nie zaprzątałam sobie tym głowy, choć jego zachowanie naprawdę mnie zdziwiło.
Weszłam do Wielkiej Sali, gdzie zapadła cisza kiedy tylko mnie zauważono. Codzienność, normalka od niedawna. Słychać było tylko stukot moich czarnych obcasów. Uśmiechnęłam się triumfująco i uniosłam dumnie głowę. Przemyślałam wszystko i jeśli już jestem córką Voldemorta to nic nie stracę zachowując się jak zimna suka, tym bardziej, że Ślizgonom się to podobało. A nikt inny mi nie został.
Usiadłam obok Sophie i zaczęłam jeść śniadanie, nie zwracając uwagi na nikogo innego. Napiłam się mocnej kawy i żegnając się z czarnowłosą wyszłam z Sali. Teraz lekcja transmutacji. Tylko nie to, znowu będę musiała wytrzymywać karcące i zawiedzione spojrzenia McGonagall.
Zajęłam swoje miejsce i niezaciekawiona zaczęłam myśleć o przyszłości, która mnie czeka.
- Dziś zajmiemy się animagią. - spojrzałam zaciekawiona na profesorkę - Jest to bardzo trudna dziedzina i dla niektórych niemożliwa. Potrzeba wielu lat ćwiczeń i praktyki, by uniknąć komplikacji podczas przemiany. Każdy animag musi być zarejestrowany w Ministerstwie Magii. - popatrzyłam wyzywającym wzrokiem na kobietę. Lekcja, albo temat lekcji bardzo mi się spodobał mimo faktu, że wiedziałam to wszystko. Nie, nie dlatego, że jestem Hermiona, pilna uczennica. Jest inny powód.
Po skończonej lekcji pospieszyłam do Zakazanego Lasu. Wyjaśniając moje dziwne zachowanie. Uczyłam się animagii od dawna i zadziwiająco szybko mi to wchodziło. I sama się zdziwiłam gdy pewnego dnia na wakacjach, pod wpływem złości zmieniłam się w czarną pumę! Nieprawdopodobne, ale tak, jestem animagiem. Niezarejestrowanym, ale jednak. Mało kiedy zmieniam się w tę postać, ale to nie znaczy, że nigdy. Teraz chciałam się zmienić, ponieważ McGonagall powiedziała parę rzeczy, których nie wiedziałam, a chciałam sprawdzić czy są prawdą, czy może mitem wyssanym z palca. Już miałam wejść do lasu kiedy poczułam lekkie szarpnięcie nadgarstka. Obejrzałam się i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Malfoya.
- Cześć Riddle! - powiedział radośnie i kontynuował nie dając mi możliwości odpowiedzi - Idziesz do Zakazanego Lasu? Też się tam wybierałem, więc może poszlibyśmy razem? - uśmiechnął się i pomachał mi przed oczami butelką whisky. Zgodziłam się, bo chyba nie miałam wyboru. I tak poszedł by ze mną. Szliśmy w ciszy, dopóki nie dotarliśmy na miejsce. Znajdowaliśmy się na malutkiej polanie porośniętej nieznanymi mi błękitnymi jak niebo kwiatkami. Na około rosły gęsto drzewa iglaste więc był to tak jakby pokój bez sufitu. Ale najlepsze było to, że z jednej strony polany było wysokie urwisko, a na dole spokojne jezioro, które w świetle słońca błyszczało się na tysiące różnych kolorów. Patrząc na wprost można było zemdleć z zachwytu. Przepiękny widok ciągnął się na całej długości zasięgu naszego wzroku. Gęsty las przez który przebiegał co chwilę jeleń, wilk i inne zwierzęta. Potężne skały, które tworzyły wysokie urwiska, a po prawej stronie Hogwart w całej swej okazałości. Zaparło mi dech w piersiach. Słowa nie potrafią opisać tego widoku.
Stałam na krawędzi bez lęku i wpatrywałam się w to wszystko. W jednej chwili niestety straciłam równowagę i zachwiałam się. Już spadałam kiedy ktoś złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Pisnęłam i wtuliłam się nieświadomie w niego. Po chwili zdałam sobie sprawę co robię i czym prędzej uciekłam z objęć chłopaka. Ten tylko parsknął śmiechem i uśmiechnął się kpiąco.
- Księżniczka się wystraszyła? Czy może nie jestem godny dotykać tak wielkiej osoby?
- Malfoy, daruj sobie. - syknęłam i odwróciłam się na pięcie. Przeszłam kawałek i usiadłam na nieco wilgotnej trawie. Chłopak usiadł obok mnie i otworzył butelkę, po czym podał mi. Wyrwałam mu ją z ręki i napiłam się. Poczułam drażniący smak w gardle i od razu oddałam szklane opakowanie chłopakowi. Nie jestem jeszcze przyzwyczajona do smaku whisky.
- Czułaś się kiedyś niechciana? - niespodziewane pytanie padło z jego ust. Przez chwilę milczałam, a potem westchnęłam.
- Zawsze. - krótka odpowiedź, która wprawiła chłopaka w osłupienie. Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie.
- Jak to? Miałaś przyjaciół i rodzinę. Byłaś podziwiana przez wszystkich czarodziei, a większość nauczycieli wręcz padała ci u stóp kiedy odpowiadałaś na ich zadziwiająco trudne pytania. - uśmiechnęłam się rozbawiona co nie uszło jego uwadze. - I czułaś się z tym niechciana?
- Miałam przyjaciół, którzy okazali się fałszywymi czarodziejami, którzy najbardziej przejmują się swoją opinią. Miałam rodzinę, która ukrywała przede mną fakt, że jestem adoptowana. Byłam podziwiana? To nie mnie wielbili, byłam tylko "tą, która przyjaźni się ze Złotym Chłopcem". A nauczyciele tylko polowali na okazję podczas, której będą mogli się mną pochwalić. Wtedy wszystkie laury spoczywały na nich, nie na mnie. Za to, że mają taką uczennice. - nabrałam powietrza. Czułam mokrą ciecz, która magazynowała się pod moimi powiekami, które zostały przymknięte. - Tak, czułam się niechciana i niepotrzebna. Byłam tylko dodatkiem. Nic nie wartym dodatkiem.
Nie wytrzymałam i pozwoliłam łzom spłynąć po moim zarumienionym od chłodu panującego na zewnątrz policzku. Kiedy o tym myślałam nie zbierało mi się na płacz, uznawałam, że tak już musi być. Ale mówiąc to na głos zdałam sobie sprawę jak niechciana byłam. Malfoy przytulił mnie delikatnie, a ja żądna pocieszenia i czułości wtuliłam się w niego mocniej. Tym razem nie pod wpływem szoku i w pełni świadomie.
Siedzieliśmy tak parę minut, dopóki się nie uspokoiłam. Powoli odsunęłam się on niego i spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich niepewność i spokój. Uśmiechnęłam się i wstałam z trawy otrzepując spodnie, które miałam na sobie. Draco powtórzył moją czynność i bez zbędnych słów ruszyliśmy razem w głąb lasu w celu powrotu do szkoły.

***

Siedziałam przy stole w WS i rozmawiałam zawzięcie z Katie o nowym artykule w Proroku, który reklamował nową kolekcję szat dla kobiet. Byłyśmy - z powodu wczesnej godziny - jedynymi dziewczynami z grupy. Oczywiście chłopcy nie wykazywali zainteresowania naszą rozmową, wręcz przeciwnie - okazywali swoje niezadowolenie, że muszą słuchać takich tematów.
Tak się wciągnęłyśmy w rozmowę, że nie zauważyłyśmy nowo przybyłych. Po jakimś czasie jednak zakończyłyśmy konwersację i wzięłyśmy się za śniadanie. Zerknęłam na miejsce obok, które wcześniej było wolne, a teraz zajmował je Draco. Przywitałam się z nim uśmiechem. Muszę przyznać sama przed sobą, że po wczorajszym zdarzeniu nieco zmieniłam zdanie o nim. Myślałam, że wyśmieje mnie tam, a on po prostu mnie przytuli. To było naprawdę miłe, ten chłopak codziennie mnie zaskakuje. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem, co niestety Sophie musiała wyłapać.
- Riddle co jest? Masz jakieś erotyczne myśli, że się tak uśmiechasz? - popatrzyłam na nią z politowaniem i upiłam łyk kawy.
- Oczywiście Sophie. Nie mam nic innego do roboty, jak tylko myśleć o takich rzeczach przy śniadaniu.
- Mioooooona, wiem co ci dolega. Miłość oczywiście. Zakochałaś się! Kto jest tym szczęściarzem? - zapytała czarnowłosa z podekscytowaniem.
Zarumieniłam się, ale próbowałam to ukryć pod napadem śmiechu. Po jakimś czasie się uspokoiłam.
- Jestem tu od tygodnia, myślisz, że zakochałabym się tak szybko?
- Z jedną osobą spędzasz ostatnio nieco więcej czasu... - uśmiechnęła się do mnie tajemniczo i więcej się nie odezwała.
Zrobiłam się czerwona, ale szybko to zakryłam chowając twarz za kubkiem, który przyłożyłam do ust. Po jakimś czasie pożegnałam się ze wszystkimi i szybkim krokiem wyszłam z sali.
Wiedziałam kogo Peterson miała na myśli. Opowiadałam jej wieczorem o naszym wyjściu, ale mogła zachować dla siebie swoje 'przemyślenia'. Bo to przecież niemożliwe. Ukrywałam te wszystkie emocje przed sobą, nikt o nich nie miał pojęcia. Nawet ja. Bo przecież to, że kiedy go widzę, kolana robią mi się jak z waty nie znaczy, że się zakochałam. To, że wczoraj uznałam, że chciałabym zostać w jego objęciach dłużej nie znaczy, że się zakochałam. To, że uwielbiam jego szczery uśmiech nie znaczy, że się zakochałam. To, że chciałabym patrzeć na niego całe dnie i noce, nie znaczy.... czy znaczy?
Zakochałam się w Draconie Lucjuszu Malfoyu?!

_________________________________________________________________________________

Pewnie jesteście na mnie wściekli, że tak długo mnie nie było i pewnie już nikt nie przeczyta, ale cóż :(
Na swoją obronę mam wszystkie poprawy i diagnozy całoroczne. Zakuwałam cały czas. No i jeszcze uciążliwa choroba - angina, która dopadła mnie tydzień temu, ale dalej moje gardło zawodzi.
Ale muszę was zawieść (chyba, że nikt już nie czyta, albo wam to wisi) w ten czwartek, czyli za dwa dni WYJEŻDŻAM DO TURCJI NA 2 TYGODNIE!!! Więc następny rozdział pojawi się 4-7 lipca! Proszę was o zrozumienie i cierpliwość.

CHCĘ PODZIĘKOWAĆ ZA TYLE WYŚWIETLEŃ, jestem tak bardzo szczęśliwa, że sobie tego nie wyobrażacie! Ponad 320 wyświetleń! Niemożliwe. Dziękuję.

I jeszcze takie pytanie do was, trochę nie na temat, ale mam problemik. Polecacie jakąś ciekawą książkę? Najlepiej fantastyka, ale inne także mogą być. Jeśli coś znacie i polecacie to napiszcie mi tutaj, albo gdzie chcecie (dodałam "Tutaj mnie znajdziesz" po prawej stronie i macie tam mojego twittera i instagrama, jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować przez facebooka to niech napisze, podam link:) )

-Nessa

sobota, 31 maja 2014

5. Wzorowa Ślizgonka

Spacerkiem ruszyłam w stronę gabinetu Severusa Snape gdzie miał odbyć się szlaban. Miałam jeszcze dosyć dużo czasu, bo postanowiłam wyjść wcześniej. Chciałam pobyć chwilę sama. Wszyscy byli w Wielkiej Sali, gdyż trwała kolacja, więc miałam chwilę ciszy i samotności. Po chwili dotarłam i zapukałam do drzwi. Usłyszałam zaproszenie, więc weszłam. Za biurkiem siedział profesor i pisał coś na rolce pergaminu. Po prawej stronie pokoju, na fotelu znalazł swoje miejsce Malfoy. Był ubrany w zwykły czarny t-shirt i tego samego koloru spodnie. Platynowe kosmyki opadały na jego uśmiechnięta twarz. Wygodnie usiadłam na fotelu obok.
- Jako, że zapasy eliksirów powoli się kurczą, pomożecie mi przygotować niektóre z nich. Oboje jesteście pod tym względem uzdolnieni więc liczę na szybką i skuteczną pracę! - odezwał się po paru minutach milczenia.
Kiwnęłam głową i ramię w ramię z Draconem ruszyliśmy do sali Eliksirów. Kiedy doszliśmy, chłopak otworzył mi drzwi i przepuścił przodem. Zachichotałam rozbawiona, aczkolwiek muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zachowania. Podeszłam do stołu gdzie już leżały wszystkie składniki potrzebne do przygotowania eliksirów. Wzięliśmy się do pracy, na początku nie odzywaliśmy się do siebie, ale po chwili zaczęliśmy rozmawiać.
- Ta cała sytuacja jest dosyć niezręczna, nie sądzisz? - zapytałam mieszając niebieską substancję.
- Co masz na myśli?
- No wiesz, byliśmy wrogami, a teraz nasza wymiana zdań jest normalna.
Przez chwilę nie usłyszałam żadnej odpowiedzi z jego strony. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Zagryzł wargę i popatrzył mi w oczy.
- Życie lubi płatać figle, Riddle. - uśmiechnął się uroczo i wrócił do pracy. Wzięłam parę jagód z jemioły i rzuciłam w chłopaka. Automatycznie dostałam od niego suszonymi figami. Tak zaczęła się nasza wojna, która nie była w cale przyjemna. W powietrzu latały różnorodne produkty. Od korzonków przez dżdżownice do rogatych ślimaków. Piszczałam za każdym razem, kiedy dostałam którymś z tych obrzydliwych rzeczy. Naszą "krwawą bitwę" przerwał dźwięk tłuczonego szkła. Wszystkie szklane naczynia ze stołu spadły na ziemię. Spojrzałam na blondyna i wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem kiedy zobaczyłam w jakim jest stanie. Na szczęście chłopak szybko ogarnął mnie i siebie. Ja wyjęłam różdżkę i przywróciłam pobite słoiki i tego typu rzeczy do pierwotnego stanu. Jednym ruchem posprzątałam także wszystko co leżało nie na swoim miejscu. Szybko dokończyliśmy eliksiry i wyszliśmy na korytarz, gdyż po skończonym zadaniu mogliśmy wrócić do do dormitorium. Podczas drogi wesoło rozmawialiśmy i obiecywaliśmy sobie, że powtórzymy wojnę, ale z innymi składnikami. Zdecydowanie nie będą takie same, co to to nie! Raz zdążyliśmy się nawet pokłócić o to kto był lepszy.
Weszliśmy do Pokoju Wspólnego. Poszłam w stronę swojego pokoju, ponieważ musiałam się przebrać. Jakież było moje zdziwienie kiedy w środku zobaczyłam Parkinosn w krótkiej spódniczce i koszulce odsłaniającej zbyt dużo.
- Co tu robisz Pansy? - musiałam udawać miłą. Nie chcę mieć wrogów, nie teraz.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że masz odwalić się od Draco. Widzę jak się do niego kleisz! Zostaw go, bo inaczej pożałujesz, rozumiesz?! - wykrzyczała mi w twarz. Niedobre posunięcie. Zaśmiałam się i odpowiedziałam.
- O co ci chodzi? Ja kleję się do Malfoya? Proszę cię! Halucynacji dostałaś czy co? - popatrzyłam na jej okropną twarz i zauważyłam pewną zabawną, zapewne niepożądaną rzecz. - Parkinson, rzęsy ci się odczepiły. Te sztuczne od prawdziwych, rozumiesz chyba. - parsknęłam śmiechem i wyprosiłam wściekłą dziewczynę. Ruszyłam do łazienki i poprawiłam makijaż. Ubrałam obcisłe dżinsy i czarną koszulę 'mgiełkę'. Do tego czarne szpilki i byłam gotowa, żeby zejść na dół gdzie zapewne szykowała się mini impreza, czyli alkohol i tylko to. Musze powiedzieć, że nie piłam nigdy dużo tego typu trunków, nie to co oni. Zeszłam po schodach i usiadłam obok Nicka. Nadal czułam się niekomfortowo w ich towarzystwie. Nie wzięłam udziału w ich dyskusji, bo kompletnie nie wiedziałam o czym mówią. Zamiast tego spojrzałam na każdego po kolei. Nathan Cooper, przystojny, niebieskooki brunet. Mocne rysy twarzy, sprawiają, że chłopak wygląda na starszego. Jest dosyć mroczny, skryty i cichy. Może właśnie za to go lubię. Obok niego, zdecydowanie za blisko jak na koleżeńskie stosunki siedziała Madeleine, mogę zgadywać, że są razem. Mad ma rude włosy i nieokreślonego koloru oczy. Dzisiaj jest to niebiesko-zielony, ale wczoraj wpadał bardziej w szarość. Jest przebojowa, towarzyska i rozgadana. Widać, przeciwieństwa się przyciągają. Dalej... Katie. Oczywiście platynowe włosy i stalowo-szare oczy, taka sama jak brat, a w tym samym czasie tak bardzo inna. Nie ma takiego światopoglądu jak Dracon, tak na dzisiejszy dzień mi się wydaje. Nie jest okrutnie nastawiona do mugoli i szlam. Jest bardzo miła i otwarta, aczkolwiek potrafi być wredna dla brata. Jak na razie to ją lubię najbardziej. Chociaż mogę powiedzieć, że Sophie Peterson lubię jednakowo mocno. Kruczoczarne włosy i ciemno brązowe oczy. Idealne kreski na oczach, przez które wyglądały one drapieżnie. Bardzo zazdroszczę jej urody. Dla przyjaciół i znajomych miła i pomocna. Dla wrogów i nieznajomych wredna. Zostaje jeszcze blondyn o imieniu Daniel i Jimmy, który parę minut temu wyszedł z Parkinson. Nie wiem gdzie, ale nie rozumiem logiki tej dziewuchy. Najpierw naskakuje na mnie, bo ma jakieś widzi mi się, że kleję się do Malfoya, a teraz sama przystawia się do Davisa. Niech się zdecyduję, bo jeszcze trafi pod latarnię. Uśmiechnęłam się pod nosem. Ostatnią osobą jest Draco... wygląda tak samo jak na szlabanie, ale dalej seksownie. Boże, zaprowadźcie mnie do psychiatry. Zapomniałabym o Nicku! Jak mogłam. Włosy i oczy takiego samego koloru co moje. Charakterek też podobny. Tyle, że on uwielbia imprezy i alkohol. Ja nie jestem do tego na razie pozytywnie nastawiona. Mimo tego, że poznałam go parę dni temu to mogę powiedzieć, że kocham go jako brata. Jest bardzo opiekuńczy, ale nie przesadza. Ideał braciszka!
- Napijesz się? - zapytał mnie Lee.
- No nie wiem...
- Dawaj Riddle! Boisz się? To tylko alkohol, Ślizgonka nie powinna mieć takiego cykora! - złamał mnie. Wcześniej chciałam być idealną Gryfonką, a teraz Ślizgonką. Wzięłam od chłopaka szklankę z trunkiem i napiłam się. Poczułam drażniący smak w gardle, ale nic nie powiedziałam. Wypiłam całą substancję za jednym razem i muszę powiedzieć, że nie było źle.
Zabawa toczyła się dalej. Nieco wstawiona już po wypiciu kilku szklanek Ognistej włączyłam się do ich rozmowy. Było bardzo zabawnie i przyjemnie. Skończyliśmy nasze mini party o godzinie pierwszej w nocy. Razem ze współlokatorkami poszłam do pokoju. Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic i przebrałam się w słodką, niebieską piżamkę w owieczki i położyłam się do łóżko. Zasypiałam z myślą jak bardzo podobał mi się ten wieczór. Czułam się jak w domu. Co prawda w domu raczej nie piłabym tyle alkoholu, ale co z tego. Po paru godzinach zasnęłam. Oczywiście zapomniałam napisać referatu z Eliksirów. Pierwszy raz w życiu!

_________________________________________________________________________________

Witajcie! Mamy sobotę czyli nowy rozdział. Jest trochę krótki, przepraszam. Wczoraj stwierdziłam, że ostatnia notka była niewypałem. Sama śmieję się ze swojej głupoty, o boże. I nie wiem czy będzie nawiązanie do sytuacji z Jimmym, pomyślę nad tym.
Tutaj skupiłam się na tym, żeby nieco przedstawić wam postacie. W końcu lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia, prawda?
Wiem, że jest masa błędów interpunkcyjnych, ale mi się już myli kiedy mam wstawiać przecinki, a kiedy nie.
Wenę zawdzięczam mojemu ukochanemu zespołowi - Guns N' Roses. Najlepsza muzyka <3
I na koniec chciałabym wam moooooooocno podziękować za PONAD 220 WEJŚĆ NA BLOGA!!! Nawet nie wiecie jak się teraz cieszę! Wiem, że niektórzy mają dużo więcej wejść, ale ja jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Motywujecie mnie i to bardzo. Jeśli było by więcej komentarzy to byłabym jeszcze szczęśliwsza, więc proszę zostawcie coś po sobie :)
Kocham was i pozdrawiam <3

-Nessa

sobota, 24 maja 2014

4. "JA CI DAM SKARBIE TY TLENIONA FRETKO!!!"

Leżałam opatulona kołdrą w swoim łóżku i myślałam o wszystkim co zdarzyło się kilka godzin temu. Nurtowało mnie jedno pytanie: Dlaczego ja? Przecież jestem kobietą, taka rola powinna przypaść mężczyźnie! Nie żebym źle życzyła Nicholasowi. Po prostu dla mnie jest to niezrozumiałe.
Słyszałam, że dziewczyny już powstawały i zaczęły się szykować. Nie budziły mnie, najwyraźniej z tego powodu, że późno wróciłam. Ale one jeszcze nie wiedziały o wszystkim. Na razie nikt się nie dowie. Przez jakiś czas będę trzymała to w tajemnicy. Inaczej nie będę miała życia w tej szkole. Wszyscy będą plotkować i poniżać mnie.
Powoli wstałam i ruszyłam do wolnej już łazienki, gdyż moje współlokatorki wyszły na śniadanie. Wzięłam orzeźwiający prysznic i w samym ręczniku pognałam do sypialni. Zajrzałam do szafy i wyciągnęłam z niej zwykłe dżinsowe rurki i czarny t-shirt z dekoltem. Zrobiłam jeszcze makijaż, usta posmarowałam czerwoną szminką i wyprostowałam włosy, drugi raz w życiu. Nałożyłam szatę i wyszłam z dormitorium. Ruszyłam w stronę WS pod bacznym okiem uczniów. Podeszłam do stołu ślizgonów i usiadłam między Sophie,a Nathanielem. Wsłuchiwałam się w rozmowę grupy, ale nie wtrącałam swojego słowa. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek dyskusje.
- Herm, wszystko okej? No wiesz... - Nick popatrzył na mnie zatroskany.
- Jest dobrze, nie przejmuj się - bojąc się dalszych pytań wyszłam z sali.

Pierwsze miałam Eliksiry. Oczywiście z Gryfonami, jakżeby inaczej. Weszłam w ostatniej chwili do sali, gdzie wszyscy już pozajmowali swoje miejsca. Powinnam siedzieć z Parvati, ale teraz to chyba nieaktualne. Spojrzałam na profesora, a on wskazał mi miejsce po lewej stronie. Podeszłam i ku mojemu niezadowoleniu siedział tam Malfoy ze swoim uśmieszkiem. Nie patrząc na niego zajęłam swoje miejsce i wsłuchiwałam się w słowa nauczyciela, który co jakiś czas odejmował punkty Gryffindorowi. Zawsze ja je nadrabiałam, teraz nie ma kto... No cóż, trudno się mówi. Spojrzałam na Rona i Harryego. Weasley był czerwony na twarzy ze złości. A Potter? Jak zwykle spokojny. Za to go uwielbiałam.
Poczułam kopnięcie, które jak mniemam zadał mi Draco. Zignorowałam to i udałam, że nic się nie dzieje. Drugie kopnięcie, trzecie, czwarte.
- Możesz przestać? - popatrzyłam mu w oczy i zaraz się odwróciłam.
Miałam spokój przez jakiś czas, ale potem poczułam następne kopnięcie. Zrobiłam się prawie tak czerwona jak Ronald i mało co nie rzuciłam na niego w tym momencie Avadą. Jeszcze raz i stracę cierpliwość!...... Au. I właśnie ją straciłam.
- CHOLERA JASNA MALFOY, OGARNIJ SWÓJ ARYSTOKRATYCZNY TYŁEK I DAJ SOBIE SPOKÓJ! PRZESTAŃ MNIE KOPAĆ IDIOTO, BO NIE ZATRZYMAM SWOJEJ RĘKI, PRZED RZUCENIEM JAKIEGOŚ ZAKLĘCIA!
- RIDDLE! Siadaj!
Spojrzałam najpierw na profesora, następnie na wszystkich uczniów, którzy o mało co nie wybuchli śmiechem.
- No i co się gapicie? A później wszyscy się dziwią czemu w tej szkole są sami głupi idioci. - ślizgoni nie wytrzymali i zaczęli się śmiać, mimo tego, że skierowałam te słowa także w ich stronę. Fakt, faktem bardziej mówiłam to do Gryfonów, ale to nic nie zmienia. Oni nie powinni się śmiać. No chyba, że ze swojej głupoty.
- Złość piękności szkodzi, skarbie - blondyn uśmiechnął się do mnie słodko.
- JA CI DAM SKARBIE TY TLENIONA FRETKO!!!
- Tego już za wiele! Riddle i Malfoy! Szlaban o 19. Razem!
Spojrzałam na Snape i załamałam się widząc, że nie żartuje. Usiadłam już spokojniejsza i nie odzywałam się do końca lekcji. I znalazł się jakiś plus mojego wybuchu. Nie poczułam już żadnego niepożądanego kopnięcia.
Reszta lekcji minęła dosyć spokojnie. Od razu po wyjściu z sali od Transmutacji poszłam na obiad do Wielkiej Sali, gdzie siedzieli już prawie wszyscy. Mogę się założyć, że cały Slytherin wiedział o sytuacji, która zdarzyła się podczas lekcji z Snapem. Poczułam jak krew dopływa mi do twarzy, widząc wszystkie oczy skierowane w moją stronę. Czym prędzej ruszyłam do znajomych. 
- No patrz Draco! Złość nie zaszkodziła jej piękności ani kształtom! - krzyknął Jimmy.
Usłyszałam śmiechy chłopaków z paczki. Tego był już za wiele. Ze mną chcą pogrywać, tak? Zobaczymy kto na tym lepiej wyjdzie - ja czy oni. Czas zacząć grę.
Uśmiechnęłam się słodko i powoli poruszając biodrami podeszłam do Davisa. Usiadłam obok łapiąc się jego ramienia. Przysunęłam się jak najbliżej i szepnęłam.
- A może chciałbyś zobaczyć czy moje kształty nie uległy zmianie wieczorem? - puściłam mu oczko i patrzyłam na jego reakcję. Miał zaskoczony wyraz twarzy i nie wiedział co powiedzieć, więc postanowiłam dalej ciągnąć to co zaczęłam. Położyłam rękę na jego udzie na co on westchnął. Wiedziałam, że wszyscy na nas patrzą. Mogę udawać cały dzień jeśli trzeba.
Wstałam i na koniec jeszcze cichutko powiedziałam.
- Więc, do zobaczenia wieczorem Jimm.
I ruszyłam powoli do wyjścia razem z Katie, która dołączyła do mnie zaskoczona. Opowiedziałam jej, że postanowiłam zrobić małą scenkę.
- Nikt nie będzie ze mną zadzierał. - prychnęłam
- Wiesz... - śmiała się jak opętana, ale kiedy się uspokoiła to dokończyła to co chciała powiedzieć - myślę, że przez to chłopcy będą chcieli z tobą zadzierać.
Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Wątpię. No wiesz, przyjdzie taki napalony facet i dowie się, że to był żart. - zaśmiałyśmy się obie.
- Nie szkoda ci go? Według mnie to fajny, przystojny i seksowny facet. Nie wiem czy uda ci się powiedzieć mu, że to była tylko scenka.
Ups, miała rację. Jimmy naprawdę był gorący. I podobał mi się. A teraz będzie taka okazja, żeby... O czym ja myślę?! Merlinie, dopomóż!
- Coś się wymyśli.
Teraz czas przygotować gadkę, którą usłyszy Davis. Może coś w stylu urodzinowym? No wiecie... wyskoczę zza kanapy i krzyknę "Niespodzianka, nabrałam cię!". Dobry pomysł, ale chyba nie skorzystam. Powiem to delikatnie, bo chcę mieć go po swojej stronie.

Siedziałam na łóżku i czekałam na mojego gościa. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc krzyknęłam proszę. Do pokoju wszedł Jimmy... Uśmiechnęłam się rozbawiona i podeszłam do niego. Położyłam ręce na jego ramionach i uśmiechnęłam się kusząco.
- Jimmy... - nie zdążyłam dokończyć bo chłopak mnie pocałował. Nie, nie, nie! Nie tak miało być. Ale on tak dobrze całuje. Odwzajemniłam pocałunek, który po chwili stał się zachłanny i namiętny. Zaczęło mi się robić gorąco. Poczułam wybrzuszenie u Davisa i postanowiłam to przerwać.
- Jezu, coś ty zrobił. - odetchnęłam odchodząc od niego - Właśnie miałam ci coś powiedzieć a ty mnie pocałowałeś. Więc... to była tak jakby kara za twoje słowa, rozumiesz...
Chłopak patrzył na mnie zaskoczony.
- Nie tak miało być, przepraszam. Miałeś wejść, a ja miałam cię o tym uświadomić i koniec.
Widziałam, że był zawiedziony. Nie rozumiem. Wydawało mi się, że chce tylko zaspokoić swoje potrzeby. Nie znamy się przecież, nie mogę mu się podobać.
-Wszystko okej?
Już miał wychodzić, ale postanowiłam go zatrzymać.
-Może innym razem Jimm - mruknęłam mu do ucha, a on uśmiechnął się promiennie i pocałował mnie w policzek.
Co się ze mną dzieje. Właśnie zaproponowałam mu seks. I to nie była gra. Nie chcę być Parkinson i sypiać z nowo poznanym chłopakiem! Czy moja matka taka była? Mam to po niej? Czy Ojciec? Nie, no już pewniej matka...
A za godzinę czeka mnie szlaban z Malfoyem. MERLINIE!

_________________________________________________________________________________

Przychodzę z następnym rozdziałem po dwutygodniowej przerwie... Przepraszam!!! Miałam problemy z internetem, chciałam dodać go wcześniej, eh.
Ogólnie rozdział trochę inny, taka odskocznia Hermiony od tego, że jest córką Voldzia. Chyba jej się przydało. Tylko narobiła sobie kolejnych problemów haha!
Wiem, że to ma być w połowie też Dramione, ale nikt nie powiedział, że nie może być z kimś innym. Nie sugerujcie się, że to będzie Jimmy... Jej chłopakiem na pewno nie będzie. Ktoś inny tak, ale to dalej...
CZYTASZ? KOMENTUJESZ!
Pozdrawiam, całuje, ściskam i co tam chcecie haha

-Nessa

sobota, 10 maja 2014

3. Czarna Pani

- Miło cię poznać!
- Hej, jak leci?
- Cześć Hermiona!
To wszystko i więcej usłyszałam wchodząc do PW. Byłam mile zaskoczona, ponieważ nigdy wcześniej, żaden Ślizgon nie odezwał się do mnie tak... normalnie. Uśmiechałam się do wszystkich i odpowiadałam równie sympatycznie.
Rozglądałam się po salonie, który był niesamowity. Szare i kamienne ściany, na których wisiały flagi, obrazy i inne tego typu rzeczy w kolorach domu. Był tam też kominek, nad którym wygrawerowany był potężny wąż. Obok źródła ciepła stały kanapy i fotele w kolorze zgniłej zieleni tak jak w wszystkich innych zakątkach pokoju. Mimo tego, że nie było tam tak przytulnie jak w Gryffindorze to podobało mi się tu bardziej.
Poczułam uścisk na nadgarstku. Tak, Nick ciągnął mnie w stronę jakiejś grupy. Przystanęłam i przypatrzyłam się twarzom siedzących. Od razu poznałam parę osób. Pansy Parkinson, Draco Malfoy, Sophia Peterson, Jimmy Davis i Daniel Lee*. Czy on nie mógł wybrać sobie innego towarzystwa? Na przykład takiego bez tlenionego blondyna?
Uśmiechnęli się do mnie i zaczęli przedstawiać. Phi, jakbym ich nie znała.
Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się, że reszta osób w grupie to Madeleine Bailey, Nathan Cooper oraz... Katie Malfoy! Siostra Dracona, kto by pomyślał! Uznałam też, że platynowowłosa dziewczyna w przeciwieństwie do swojego brata jest bardzo miła. Polubiłam też Sophie, czarnowłosą  piękność, z którą rozmawiałam najwięcej. Resztę muszę jeszcze poznać, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.
- Jak przyjęli cię przyjaciele kiedy im o tym powiedziałaś? - zapytał Malfoy z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Na pewno nie byli szczęśliwi... - chciałam się uśmiechnąć, ale nie udało mi się.
- To znaczy, że Złota Trójca to już przeszłość? - zaśmiał się chłodno - Jak mi przykro!
Miałam nadzieję, że będzie trochę milszy. Myliłam się, trudno. Najwyraźniej to, że jestem czystej krwi nie zmieniło jego podejścia do mnie. Arystokratyczny dupek.
- Tak, przeszłość. Teraz zmieniam towarzystwo, otoczenie i wizerunek. - uśmiechnęłam się słodko -  Muszę iść do tatusia i poprosić o karę dla pewnej fretki, bo mam taki kaprys.
Tak zleciała nam następna godzina. Po skończonej rozmowie poszłam razem z Katie i Madeleine do dormitorium dziewcząt, ponieważ właśnie z nimi miała pokój. Rzuciłam się na miękkie łóżko i zamknęłam oczy wsłuchując się w muzykę puszczoną przez dziewczyny. Usłyszałam pukanie, które dochodziło od strony okna. Czarna jak smoła sowa siedziała na parapecie. Otworzyłam jej i wysunęłam list, który przymocowany był do nóżki zwierzęcia. Ptak od razu odleciał.
- Co tam masz? - zapytała Kat
Otworzyłam kopertę i wczytałam się w treść wiadomości.

Droga Hermiono Riddle!

Tak długo czekałem na moment kiedy dowiem się kim są moje dzieci i poznam je. Nawet nie masz pojęcia jak szczęśliwy byłem kiedy usłyszałem, że moją córką jest uczennica, która ma najlepsze wyniki w nauce. Cieszę się, że przyjęłaś nazwisko po mnie. Mogę być dumny, że mam takie dziecko jak Ty.
Chciałbym się spotkać z Tobą i Nicholasem. Muszę was poznać, a także zapoznać z kilkoma rzeczami, które mogą być ważne dla Waszej przyszłości. Jest to propozycja nie do odrzucenia, ale mam nadzieję, że jesteś równie zadowolona z naszego spotkania.
Proszę Cię, abyście przyszli sami na polanę w Zakazanym Lesie dzisiaj o północy. Będę tam czekał razem z najbliższymi mi śmierciożercami. Nie masz się czego obawiać. Nie chcę skrzywdzić ani Ciebie, ani Twojego brata. Mam nadzieję, że zjawicie się punktualnie, nie lubię spóźnień. 
Do zobaczenia córko!
Tom Marvolo Riddle

Czytałam z cichą nadzieją, że to żart. Owszem, byłam przygotowana na to całe "rodzinne" spotkanie, ale nie wiedziałam, że stanie się to tak szybko. Dopiero wczoraj dowiedziałam się o tym fakcie, a on już wie wszystko! Spojrzałam na koleżanki, które zdążyły już przeczytać list i patrzyły na mnie niepewnie.
- Która jest godzina?
- 21! - odpowiedziała mi Madeleine
- Więc mam 3 godziny na wymyślenie jak o tej godzinie wymknąć się z zamku. A teraz pozwólcie, że pójdę do Nicka.
Ruszyłam w stronę dormitorium chłopców i zapukałam do drzwi pokoju. Usłyszałam "proszę" i weszłam powoli do środka. Zauważyłam tam mojego brata, Malfoya oraz Nathana. 
- Voldemort bawi się w tatusia - mruknęłam i usłyszałam parsknięcie Coopera. - Jak wydostaniemy się z zamku? Jakieś propozycje?
- Riddle, nigdy nie wychodziłaś po zmroku? - Malfoy widocznie był rozbawiony
- Wyobraź sobie, że nie!
Po jakimś czasie przypomniałam sobie o magii (typowa czarodziejka, nieprawdaż?) i postanowiliśmy użyć zaklęcia kameleona. 

O 23.20 wyszliśmy ze swoich dormitoriów i we dwójkę ruszyliśmy Hogwardzkimi korytarzami. Mieliśmy szczęście nie spotkać żadnego nauczyciela. Przeszliśmy przez błonia i dotarliśmy do krawędzi Zakazanego Lasu. Zdjęliśmy z siebie zaklęcie. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam jako pierwsza gdyż mniej więcej znałam te okolice.
Po około pół godzinnej drodze ujrzeliśmy przed sobą otwartą przestrzeń. Na środku dało się zauważyć kilka ciemnych postaci, które trzymały różdżki świecące niebieskim światłem. Zbliżyliśmy się i ujrzeliśmy Czarnego Pana wraz ze swoimi śmierciożercami. Poczułam strach przed jego osobą, który wzrastał z każdym krokiem.
Przystanęliśmy kiedy byliśmy wystarczająco blisko. Spuściłam głowę nie mogąc patrzeć na jego wężową twarz i krwisto czerwone oczy.
- Witajcie moi drodzy. - wzdrygnęłam się słysząc jego głos - Córko, spójrz na mnie!
Powoli podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy, które były dziwnie spokojne. Uśmiechnął się do mnie na co skrzywiłam się.
- Nareszcie doszło do naszego spotkania twarzą w twarz. Hermiono, wyglądasz jak twoja matka w młodości. - powiedział z... żalem? - Co do waszej matki. Nie żyje od dwóch lat. Prawdopodobnie gdybym znalazł was wcześniej moglibyście ją poznać. - wcześniej miałam nadzieję, że kiedykolwiek zobaczę swoją mamę, a teraz dowiaduję się, że to niemożliwe.
- Muszę was też powiadomić, że chciałbym abyście przeszli przez szkolenie dla śmierciożerców podczas przerwy świątecznej. Jedno z was zostanie śmierciożercą, a jedno moim następcą.
- Ojcze, przepraszam że ci przerywam, ale czy nie możemy zdecydować o naszej przyszłości? - bałam się tego, jak on zareaguje na moje słowa, bardzo. Ale nie chcę by ktoś decydował za mnie.
- Jesteście moimi dziećmi i waszym obowiązkiem jest kontynuować wszystko co zacząłem. - wysyczał nie zadowolony, lecz po chwili uśmiechnął się. - Podoba mi się twoja odwaga córko. A ty synu, co sądzisz o mojej decyzji?
- Nie jestem z tego zadowolony, chociaż nie wiem czy będę chciał czy też nie zostać śmierciożercą. Sądzę Ojcze, że powinieneś wziąć pod uwagę to czego chcemy. - spuścił wzrok. Był tak samo przestraszony jak ja. Chociaż nie. Ja nie odważyłabym się powiedzieć taki słów na pierwszym spotkaniu.
- Nie rozumiesz Nicholasie. Nie ma innej możliwości jak ta. Musicie być moimi następcami, nie ma innej opcji! - Voldemort chyba nie był zadowolony, że mu się stawiamy. Aczkolwiek zareagował spokojniej niż się spodziewałam. - Jedno z was będzie kimś takim jak ja. A drugie będzie nieco niżej położone, ale także bardzo wysoko.
Spojrzał na nas i powiedział słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć.
- Ty Hermiono zostaniesz Czarną Panią, czy ci się to podoba czy nie.
Miałam łzy w oczach. Owszem, zmieniłam się i prawdę mówiąc nie byłam już tą dobrą dziewczynką. Czułam odrazę do szlam, moje nastawienie zmieniło się z dnia na dzień. Ale na ten moment nie chciałam tego.
- Spotkamy się niedługo. Jeśli chcielibyście ze mną porozmawiać to zapraszam was do Riddle Manor. Zawsze będziecie miło widziani.
I zniknął. Od tak. Chłopak przytulił mnie, a ja rozpłakałam się jak dziecko. Moja wymarzona przyszłość to już tylko marzenia. Zostanę Czarną Panią, będę władać tymi wszystkim śmierciożercami. Dopóki Lord Voldemort żyję, będę jego prawą ręką. Nie mogę zmienić jego decyzji, więc muszę się przygotować. Muszę przyzwyczaić się do tej myśli.


_________________________________________________________________________________

Udało mi się napisać ten rozdział w jeden dzień! Hurra! Wiem, że nie jest on jakiś idealny, ale obiecałam, że będę wstawiać co tydzień i tego się trzymam. Mam nadzieję, że się podoba :)
I proooszę was z całego serduszka, komentujcie jeśli czytacie! 140 wejść i tylko jedna (no może dwie) osoba komentująca. To troszkę smutne.
Następna notka typowo w sobotę, chociaż nie mam na nią ani grama pomysłu. Może coś się wymyśli.
Pozdrawiam i ściskam <3

-Nessa

sobota, 3 maja 2014

2. "Ślizgońska krew, ot co."

Razem z Nicholasem wyszłam z gabinetu. Co mogę powiedzieć o moim bracie? Jest bardzo podobny do mnie, ale czemu się dziwić - jesteśmy bliźniakami. Może nie powinnam mówić tego jako siostra, ale brunet jest naprawdę przystojny! Będzie miał na głowie przynajmniej trzy czwarte Ślizgonek i myślę, że nie tylko. Znamy się zaledwie pół godziny, ale mogę powiedzieć, że jest bardzo miłym i kulturalnym chłopakiem... przynajmniej przy dyrektorze. Będziemy musieli spędzić razem naprawdę dużo czasu, ale nie przeszkadza mi to. Jestem z tego powodu szczęśliwa. Właśnie poznałam mojego brata i chcę go poznać. Chcę, żeby był dla mnie najbliższą osobą w tej szkole. Mam nadzieję, że i on tak myśli. Tak naprawdę nie wiem czego się spodziewać.
Następną rzeczą, o której nie mogę przestać myśleć jestem ja. Nadal jestem w szoku, który chyba tak szybko nie minie. Jestem córką mordercy, najgorszego czarodzieja jaki kiedykolwiek istniał. Mimo to chcę go poznać. Pewnie każdy uznałby, że jestem idiotką, która spotykając się z Voldemortem automatycznie jest skazana na śmierć. Ale ja muszę dowiedzieć się wszystkiego o mojej matce, która nie wiadomo czy żyje czy też nie i po prostu... poznać ojca. Nie chcę wiedzieć o nim wszystkiego, jedynie dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Zainteresowało mnie także to, że Tom szuka mnie i Nicholasa. Ciekawe czy chce nas zabić, torturować, uwięzić i tego typu sprawy czy może zaprosić na herbatkę i ciasteczka, zapoznać ze Śmierciożercami, a dopiero potem użyć Avady. Mam w głowie tylko scenariusze ze śmiercią w roli głównej.
Ostatnią kwestią są moi przyjaciele. Muszę powiadomić ich o wszystkim, nie mogą dowiedzieć się tego jutro na śniadaniu jak wszyscy inni. Są jednymi z najbliższych mi osób dlatego potrzebują wyjaśnień ode mnie osobiście. Mam tylko mieszane uczucia do tego jak to przyjmą. Boję się tego. Bardzo.
- Hermiono, jesteśmy. - spojrzałam na portret Grubej Damy, za którym zaraz miałam po raz ostatni zniknąć.
- Daj spokój, nie bądź taki oficjalny. W końcu jesteśmy rodzeństwem! - zaśmiałam się i popatrzyłam na jego delikatny uśmiech. - Mów mi Hermi, Miona czy jak tam chcesz.
- Jasne Miona - popatrzył na mnie z radością - A ty możesz mówić mi Nick.
- Więc... widzimy się jutro? - zapytałam
- Oczywiście!
Przytuliłam go co chyba go zaskoczyło i wbiegłam do Pokoju Wspólnego.
Na powitanie zostałam zasypana pytaniami od przyjaciół, którzy jako jedyni nie siedzieli jeszcze w swoich pokojach. Czas, aby powiedzieć im o wszystkim. Teraz albo nigdy.
- Uspokójcie się proszę. Usiądźcie i posłuchajcie mnie. Mam nie za dobre wieści. - przejechałam wzrokiem po twarzach Harry'ego, Rona i Ginny - Zacznę od tego, że dyrektor zapoznał mnie z moim bratem.
- W jakim domu jest? Gryffindor?
- Cooooooooooo? Bratem?!
- Nie ma nikogo innego o nazwisku Granger... - stwierdził Harry
- No właśnie w tym problem - powiedziałam kiedy nareszcie przestali zadawać pytania. - Tak naprawdę nie mam na nazwisko Granger.
Teraz dopiero zaczęły się pytania i krzyki. Czy oni pozwolą mi powiedzieć wszystko za jednym razem? Wątpię.
- Hej! To nie wszystko. Spokojnie! - straciłam cierpliwość - Moje prawdziwe nazwisko t-to Riddle.
Czekałam na ich reakcję. Wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Najszybciej otrząsnął się Ron.
- Żartujesz sobie?! JESTEŚ CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?! - zacisnął dłonie w pięści i oddychał głęboko - Oszukiwałaś nas cały czas? Jesteś jego szpiegiem? PRZYZNAJ SIĘ!!!
Miałam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam się im wydostać. Najgorsze jest chyba to, że ani Ginny, ani Harry nie próbowali go uspokoić.
- Ron, dowiedziałam się o tym chwilę temu, przysięgam. Nie oszukiwałam was, uwierzcie mi. Proszę. - ostatnie słowo wypowiedziałam tak cicho, że ledwo było je słychać.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci. Wiesz co ci powiem? Jesteś zwykłą suką!
Ała, zabolało. Łzy powoli spływały po moich zaróżowionych policzkach. Byłam smutna i zawiedziona, ale nie tylko. Czułam też wściekłość. Nie wierzyli mi, a przynajmniej Ron.
- Harry...? Ginn...? - zapytałam z nadzieją, ale oni tylko opuścili głowy.
To był cios poniżej pasa. Spodziewałam się, że mogę ich stracić, ale teraz to wydaje się takie nierealne. Zawsze byliśmy razem, bez względu na wszystko. A teraz wszystko się skończyło. Te wszystkie lata nic dla nich nie znaczyły. Byłam zła na siebie za to, że zgodziłam się przyjąć nazwisko Riddle oraz na nich za to, że tak po prostu mnie opuścili.
Opanowałam się i... uderzyłam Rona w twarz. Nie kontrolowałam tego.
- Nie chcę was znać, rozumiecie?! Liczyłam, że jako przyjaciele będziecie mnie wspierać, ale chyba się przeliczyłam. Nienawidzę cię Ronaldzie. Ginny, miałam cię za siostrę! A ty Harry? Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz, a ty nawet nie raczyłeś się odezwać! NIENAWIDZĘ WAS, NIENAWIDZĘ! - na pewno obudziłam cały dom swoimi krzykami, ale nie dbałam o to. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego na korytarz i po prostu biegłam przed siebie. Nie chciałam tam wracać. Nie dbałam o to, że mogę zostać złapana i ukarana.
Usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam na siebie wściekła, a co najgorsze to nie za moje słowa, które wykrzyczałam w stronę moich dawnych przyjaciół, po prostu czułam wściekłość, chciałam coś komuś zrobić. Nie, nie żałowałam moich słów. Chyba charakterek odziedziczony po ojcu zaczyna się odzywać. A najdziwniejsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ta wredność pojawiła się tak nagle, bez zapowiedzi. Nic już nie rozumiem.
Wstałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora, aby poprosić o pokój dla gości, mam nadzieję, że zrozumie i udostępni mi go na jedną noc.
Tak jak myślałam Dumbledore był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi przenocować w osobnym pokoju. Weszłam do pomieszczenia, które było naprawdę ładnie urządzone. Brązowe ściany komponowały się z białymi meblami. Na środku stało wielkie, dwuosobowe łóżko do którego chciałam od razu wskoczyć i zasnąć. Obok znajdowała się biała komoda, na której stały świeczki w kolorze blado żółtym. Nad meblem wisiało duże lustro, a zaraz obok niego obrazki, na których widać było różne miejsca w Hogwarcie. Muszę przyznać, że pokój wyglądał duuuuużo lepiej niż te uczniowskie w dormitorium Gryffonów co było trochę nie fair, ale cóż...
Zauważyłam, że przy łóżku leży mój kufer, dyrektor zadbał o wszystko. Ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i inne tego typu rzeczy. Od razu po tym położyłam się mimo wczesnej pory. Nie miałam już na nic ochoty, a poza tym musiałam wstać wcześnie rano, aby przygotować się (między innymi psychicznie) do prawdopodobnej zmiany domu.

Obudziłam się spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7. Miałam dwie godziny do śniadania. Nie chciałam jeszcze wstawać, miałam dużo rzeczy do przemyślenia. Między innymi to, że to wręcz pewne, że trafię do Slytherinu. Spytacie dlaczego nie jestem tam od początku? Ubłagałam Tiarę, nie rozumiałam dlaczego chce mnie przydzielić do Domu Węża. Teraz wiem o wszystkim i nie będę się sprzeciwiać. Nikt jeszcze nie wie jak mam na nazwisko, to będzie dopiero niespodzianka, zaśmiałam się w myślach.
Postanowiłam, że nieco się odmienię. To znaczy pomaluję się i zrobię coś z włosami. Chciałam wyglądać inaczej. W końcu będę Ślizgonką.
- Dosyć szybko się z tym pogodziłam. Ojcze, zapłacisz za mój charakter. - szeptałam do siebie. Przypomniałam sobie kiedy Dumbledore mówił wczoraj, że moje prawdziwe 'ja' miało się odzywać po poznaniu brata i historii rodziny. Jak widać wszystko działa jak należy.
Narysowałam kreski na powiekach, rzęsy pomalowałam grubą warstwą tuszu, a na usta nałożyłam lekko różowy błyszczyk. Włosy wyprostowałam i spięłam wsuwkami. Wyglądałam jak nie ja... Hermiona kiedyś Granger w prostych włosach? Kto by pomyślał!
Nałożyłam na siebie jeszcze szatę i wybiegłam z pokoju. Spotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami uczniów. I dobrze. Teraz jestem Riddle. Nie będę wredną suką i morderczynią. Chyba, że charakterek naprawdę mocno zacznie dawać o sobie znak i będę miała okres. Możliwe.
Weszłam do Wielkiej Sali i czułam na sobie ciekawskie spojrzenia. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru. Nie wiedziałam za bardzo gdzie usiąść więc wybrałam miejsce obok Luny Lovegood oraz Nevilla Longbottoma. Spojrzałam na Ślizgonów. Już niedługo będę siedzieć tam razem z nimi. Co z tego, że wszyscy mnie tam nienawidzą. Mam brata i nazwisko, które ich zdziwi. Chcę zobaczyć ich miny, teraz.
Usłyszałam jeszcze wyzwiska na mnie, które wypowiadał nie kto inny jak Ronald Weasley. Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.
Dyrektor wstał i uciszył wszystkich.
- Chciałbym tylko powiadomić wszystkich, że z pewnych komplikacji jedna z uczennic zmuszona jest jeszcze raz przystąpić do Ceremonii Przydziału. - spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się - Zapraszam do mnie pannę Hermionę Granger... teraz Hermionę Riddle.
Na sali zapadła cisza, wszyscy wpatrywali się we mnie ze strachem. No może oprócz Ślizgonów. Oni byli po prostu zdziwieni. Zauważyłam, że ten Draco Malfoy wpatruje się we mnie ze zdziwieniem, ale wyglądał też na przestraszonego. Nie dziwię mu się, całe 6 lat wyzywał mnie od szlam, teraz się boi. Nie martw się Malfoy, nie jestem okrutna. Złapałam jeszcze pokrzepiający uśmiech brata i ruszyłam na podest. Usiadłam na przygotowanym dla mnie krześle i założyłam Tiarę.
- Oh to panna Granger! Tak bardzo prosiła mnie pani o nie przydzielenie do Slytherinu, a teraz ponowne przystąpienie do Ceremonii? Co się zmieniło?
Dlaczego ten głupi kapelusz nie mówi mi w głowie tak jak powinien?! Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o co prosiłam ugh...
- Profesorze, dlaczego ta czapka nie może trochę ciszej, na przykład w mojej głowie? Co się zmieniło?! - usłyszałam ciche śmiechy z prawej strony i uśmiechnęłam się - Ponieważ nie chcę okłamywać samej siebie o tym kim jestem, a poza tym poznałam kogoś bliskiego. - powiedziałam to szeptem, aby nikt tego nie usłyszał, ale na sali panowała taka cisza, że zapewne każdy słyszał o czym mówię. - I przekonałam się, że myliłam się co do niektórych moich przyjaciół. - to dodałam głośniej.
- Czapka? Wypraszam sobie panienko! - cała sala oprócz Gryfonów zaczęła się śmiać. Nawet profesor Snape! - Ale rozumiem i muszę powiedzieć, że teraz nie masz wyboru albo po prostu nie chcesz go mieć. Dobrze więc... SLYTHERIN!
Krzyki radości i oklaski dochodziły do mnie ze strony Domu Węża. Podeszłam do brata i przytuliłam go, odwzajemnił gest.
- Rozmawiałam i dyskutowałam z czapką, co ze mną nie tak? - zaśmiałam się.
- Ślizgońska krew, ot co. - usłyszałam głos. Kogo? Malfoya. Popatrzyłam na niego, ale zaraz się odwróciłam.
Miał rację. Ślizgońska krew... Czas zacząć życie typowego Ślizgona.

_________________________________________________________________________________

Nareszcie drugi rozdział! Muszę wam powiedzieć, że miałam pewne trudności w napisaniu go ponieważ miałam dużo nauki + na weekend majowy nie ma mnie w domu. Ale udało się w czym baaardzo pomógł mi Ed Sheeran i jego nieziemski głos. Mogę go słuchać dzień i noc.
Ogólnie nie jestem zadowolona z notki, ale kurczę, nie chciałam opóźniać dodania kiedy dochodzi mi czytelników. Chciałabym podziękować dwóm dziewczynom: Sam-Wiesz- Kto oraz Alexandra L. za komentarze, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dziękuuuuuuuuuję!
Na koniec przepraszam za błędy, powtórzenia itd. jak zwykle haha.
Następna notka typowo max za tydzień. PROSZĘ KOMENTUJCIE.
ZASADA CZYTASZ = KOMENTUJESZ DZIAŁA NA MOIM BLOGU.
Pozdrawiam was i ściskam mocno! :*

-Nessa

sobota, 26 kwietnia 2014

1. Niespodziewana wiadomość

Dzień jak każdy, no może z wyjątkiem rozpoczęcia roku szkolnego. Mimo mrocznej atmosfery, która niestety panowała od niedawna w świecie magii uczniowie wesoło rozmawiali i wspominali wakacje. Dla brązowowłosej Gryfonki był to już siódmy rok nauki w Hogwarcie. Miała nadzieję na kolejny udany rok. Nie wiedziała jednak jak bardzo jej życie się zmieni. Jak bardzo ona się zmieni…

Po jakimś czasie, kiedy uczniowie zdążyli już prawie wyczerpać temat wakacji, wstał dyrektor szkoły Albus Dumbledore. Starzec zaczął swoje coroczne przemówienie. Wszyscy słuchali go w ciszy, ale z twarzy można było wywnioskować, że byli znudzenie słowami, które padły rok temu, dwa czy nawet 3 lata temu. Jedynie do mnie nie dochodziły słowa starca. Moją głowę zaprzątały inne, ważniejsze według mnie sprawy. Był to między innymi chłopak. Ale nie byle jaki. Łudząco przypominał samą mnie. Mimo wysiłku nie mogłam sobie przypomnieć skąd kojarzę młodzieńca, który przydzielony został do Domu Węża. Czyli jednak nie byliśmy tacy sami. Ona, odważna, uczciwa i wierna swojemu domowi Gryfonka nie może być podobna do Ślizgona! To niedorzeczne!
Nawet się nie zorientowałam kiedy jedzenie pojawiło się na stołach. Zaczęła się wyczekiwana przez wszystkich uczta. Dało się słyszeć brzdęk sztućców, mlaskanie i niekiedy rozmowy. Po jakiejś godzinie jedzenie zniknęło a dyrektor wstał ponownie.
-Na koniec przypominam tylko, że wszyscy uczniowie mają całkowity zakaz odwiedzania Zakazanego Lasu! Wszystkich proszę o rozejście się do dormitoriów. Pierwszoroczni zostaną poprowadzeni przez prefektów swoich domów. Dziękuję za uwagę i przypominam, że śniadanie rozpoczyna się o godzinie 9!
Miałam już wychodzić kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam profesor McGonagall ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Panno Granger, profesor Dumbledore wzywa panią do siebie – powiedziała z żalem.
-Dlaczego? Coś się stało? –byłam zdziwiona, w końcu był dopiero pierwszy dzień szkoły.
-Już nie moja w tym głowa. Proszę za mną.
Spojrzałam z pytającym wzrokiem na swoich przyjaciół, a potem ruszyłam za profesor. Zauważyłam jeszcze, że chłopak o którym rozmyślałam przygląda mi się z ciekawością, a potem idzie za nami. O co tu chodzi do cholery?!
Doszliśmy do gabinetu. McGonagall wypowiedziała hasło i mogliśmy wejść do środka. Chłopak jednak pozostał na zewnątrz. Okej, to było dziwne…
-Witaj Hermiono – usłyszałam. Spojrzałam na dyrektora, który uśmiechał się ciepło i prawdziwie, w przeciwieństwie do Minerwy. Przywitałam się i odwzajemniłam uśmiech. – Usiądź proszę. Musimy porozmawiać.
Usiadłam posłusznie nadal zdenerwowana i niepewna. Przecież nic nie zrobiłam.
-Chciałbym opowiedzieć ci historię, która w jakimś stopniu jest związana z tobą. – popatrzył na mnie ostrożnie i kontynuował – Kiedyś, kiedy Tom Riddle był jeszcze zwykłym czarodziejem, miał narzeczoną o imieniu Christina. Wydaje mi się, że tylko ona trzymała go w normalności. Nie było jeszcze śmierciożerców ani otwartego tępienia mugoli. Po jakimś czasie jednak kobieta zauważyła, że Tom zaczyna powoli szaleć. Przyjmował do swoich szeregów czarodziei, którzy uważali, że czarodziei o nieczystej krwi powinno się wybić. Uciekła od niego i schroniła się u swoich przyjaciół. Niestety nie powiedziała wcześniej mężczyźnie, że jest w ciąży. On jednak dowiedział się o tym i kazał znaleźć żonę i przyprowadzić ją do niego w nienaruszonym stanie. Zanim ją znaleźli ona urodziła dwójkę zdrowych dzieci. Dziewczynkę i chłopca. Dała ich swoim przyjaciołom i oddała się w ręce śmierciożerców. Natomiast tymczasowi opiekunowie dzieci napisali do mnie o wszystkim. Powiadomili mnie także o prośbie matki, która chciała aby dzieci dowiedziały się o swoim pochodzeniu kiedy osiągną pełnoletność. Jako, że sami mieli dwójkę własnych dzieci nie mogli zaopiekować się bliźniakami. Oddali więc je do sierocińca. Oczywiście zażądali, aby byli pierwsi w kolejce do adoptowania. Tak się też stało. Dziewczynka trafiła do rodziny angielskiej, a chłopiec do szweckiej. Dziewczynka trafiła do Hogwartu, a chłopiec do Durmstrangu. – dyrektor przerwał i zaczął mi się przyglądać. Nadal nie wiedziałam co ja mam do tego. – Pewnie zastanawiasz się dlaczego ci to mówię. Cóż… ten chłopiec przeniósł się do Hogwartu i jest tu z nami. – starzec zawołał, aby wszedł.
Oczywiście jak się spodziewałam było to chłopak, który szedł za nami pod gabinet.
- Hermiono… To jest Nicholas Riddle. - podał mi rękę, ja odwzajemniłam gest.
- Hermiona Granger, miło mi - uśmiechnęłam się lekko - Jednak... Profesorze, nadal nie rozumiem.
- Ah tak! Cóż panno Granger... to jest właśnie pani brat.
Moje oczy rozszerzyły się automatycznie, a ja sama zapomniałam jak się oddycha. Usiadłam powoli podtrzymując się oparcia fotela. Zaczęłam liczyć do dziesięciu i uspokajać się co wychodziło mi z marnym skutkiem. Słyszałam nawoływania dyrektora, ale nie byłam świadoma co do mnie mówi. Zamknęłam oczy z pod, których wyleciała powoli jedna, samotna łza. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To było niemożliwe, nierealne. Nie mogłam być córką tak okrutnego czarodzieja, który próbuje zabić mojego przyjaciela. A jednak.
Po czasie uświadomiłam sobie gdzie się znajduję i co mówią do mnie obecni w gabinecie. Okazało się, że Nicholas kuca przy mnie i próbuje pocieszyć. To było naprawdę miłe, ponieważ w ogóle nie znałam jeszcze swojego brata. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się na co on się rozpromienił. Usłyszałam profesor McGonagall.
- Przykro mi to mówić panno Granger, ale musimy powtórzyć Ceremonię Przydziału w pani przypadku. Odbędzie się jutro podczas śniadania dlatego proszę o obecność. - widziałam jak na mnie patrzy. Pełna smutku, żalu i rozczarowania. Miała mnie przecież za ukochaną kujonicę, wierną Gryfonkę.
- Pozostaje jeszcze jedna sprawa panno Granger. - usłyszałam ciepły mimo sytuacji głos profesora - Pytanie czy chciałaby pani przyjąć nazwisko Riddle.
Przed moimi oczyma przeleciały sceny kiedy byłam razem ze swoimi rodzicami, którzy okazali się nie być biologiczną rodziną. Sceny kiedy śmiałam się głośno razem z przyjaciółmi. Sceny kiedy razem z nimi łamaliśmy zasady w szkole, aby tylko odkryć tajemnice związane z Volde... moim ojcem. Wiedziałam, że jeśli zmienię nazwisko wszystko się zawali. Wszystko spieprzę. Ale już postanowiłam. Nie chcę udawać nikogo. Nie chcę być szlamą.
- Przyjmę moje prawdziwe nazwisko.
W tej chwili moje życie zmieniło się całkowicie. Nieodwracalnie.

_________________________________________________________________________________

I oto jest pierwszy rozdział! :) Wcześniej niż zapowiadałam! Przepraszam, że nie jest on za długi, ale chciałam skończyć w tym właśnie momencie. Nie dało się inaczej. Musicie mi także wybaczyć błędy i powtórzenia. Nie wiedziałam także czy dobrze odmienię jeśli napiszę 'Minerwy'. Trochę dziwnie to wygląda, ale nie ważne.
Baaaaaaaaaardzo proszę o komentarze. Możecie się u mnie także reklamować, ale proszę wtedy także o opinię. Piszcie mi także czy powinnam coś pozmieniać, to dla mnie na prawdę ważne. Z góry bardzo dziękuję! :*

-Nessa

czwartek, 24 kwietnia 2014

Mówię cześć :)

Witajcie kochani :)
Prawdopodobnie nie przedstawiałabym się gdyby to nie był mój pierwszy blog, ale dopiero zaczynam przygodę z pisaniem/blogowanie, więc czemu nie.
Moje prawdziwe imię to Weronika. Najgorsze imię, fuj. Mam lat 14, więc macie do czynienia z młodą osóbką, niedoświadczoną w tego typu sprawach. Mam nadzieję, że mój wiek wam nie przeszkadza i was nie odpycha. Czego nie lubię? Gimbusów, sezonowców, tapeciar, szkolnych gwiazdeczek, masła, majonezu i kiełbasy. Ale lubię czekoladę. O tak.
Jeśli zauważyliście, będzie to opowiadanie (lub fan fiction, jak kto woli) o Hermionie Riddle. Nie, nie, nie. Nie chodzi mi o Hermione i Toma razem. To będzie coś całkiem innego. Myślę, że większość wie co, ale jeśli nie to po czasie się dowiecie, więc już nie zanudzam.
Mam nadzieję, że będziecie czytać moje bazgroły. Liczę też na komentarze (:
Nie wiem kiedy pojawi się następna notka, najprawdopodobniej za tydzień lub trochę wcześniej/później.

UWAGA
Opowiadanie piszę sama, nie kradnę, nie kopiuję! Jeśli coś będzie podobne do innych ff to naprawdę PRZEPRASZAM. Czytałam tego już tyle, że nie wiem co sama wymyśliłam, a co zapamiętałam z innych opowiadań.

Pozdrawiam
- Nessa