Może zacznę od tego, że rozdział miał pojawić się 22 lipca, ale jak zwykle musiało się coś zepsuć. Miałam napisane ponad 3/4 (piszę tutaj, na bloggerze), a kiedy weszłam aby dokończyć okazało się, że nic nie ma. Owszem, była utworzona notka, ale jedynie z tytułem. Nie było całego rozdziału. Naprawdę się wkurzyłam, gdyż pisząc go miałam niesamowitą wenę i wszystko szło mi bardzo gładko. Uznacie, że szukam jakiejś wymówki, ale niestety mówię jak było.
Więc kiedy pojawi się nowy rozdział? Prawdopodobnie wtorek/środa. Jeśli nic się nie usunie, a mam nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy, to notka pojawi się w tych dniach na 100%. Mi osobiście pisanie rozdziału nie zajmuje dużo czasu, maksymalnie 2-3 dni, ale jadę jutro do Kołobrzegu i wracam we wtorek. Tam nie będzie internetu więc mogę jedynie pisać rozdział na telefonie lub w zeszycie.
Mam nadzieję, że nie jesteście źli oraz, że was nie zawiodłam, przepraszam z całego serca. Naprawdę źle czuję się z tym opóźnianiem.
Trzymajcie kciuki, żeby tym razem nie było żadnych komplikacji.
Pozdrawiam i ściskam :*
-Nessa
czwartek, 24 lipca 2014
wtorek, 15 lipca 2014
9. Party time!
Trwała właśnie lekcja Eliksirów. Prawdopodobnie po raz pierwszy nie słuchałam nauczyciela. Zamiast tego szeptałam z Sophie o dzisiejszej imprezie. Zastanawiałyśmy się co ubrać, chciałyśmy zrobić wrażenie. Postanowiłyśmy opuścić trzy ostatnie lekcje, aby zdążyć z przygotowaniami. Na ślizgońskie imprezy nie należy przychodzić nie wyglądając perfekcyjnie. Z nieznanych powodów, profesor Snape nie zwracał nam uwagi za te rozmowy. Musiał mieć naprawdę dobry humor.
Po skończonej lekcji pędem ruszyłyśmy do dormitorium. Wpadłam do pokoju gdzie siedziała już Katie. Uśmiechnęłam się do niej i otworzyłam szafę. Zaczęłam wyrzucać wszystkie nieodpowiednie ubrania z szafy.
- To nie, to też nie... może to? - spojrzałam krytycznym wzrokiem na fioletową sukienkę do kolan z małym dekoltem. - To się nie nadaje! - westchnęłam i spojrzałam błagalnym wzrokiem na blondynkę. Dziewczyna wstała i podeszła do mnie. - Poooooomóż! - jęknęłam. Zaczęłyśmy razem przeszukiwać szafę, nie mogąc znaleźć nic odpowiedniego. To znaczy, było naprawdę dużo sukienek, spódniczek i innych ubrań odpowiednich na imprezę, ale my to my. Jednej się podoba, drugiej nie. Po jakimś czasie Malfoy wyciągnęła czarną, obcisłą sukienkę do ud, bez ramiączek.
- Mogę to pożyczyć? Proszę, proszę, proszę. - piszczała mi nad uchem. Zgodziłam się automatycznie. Nie miałam dzisiaj ochoty na sukienki, tym bardziej takie obcisłe. Ostatecznie wybrałam czarne, skórzane, krótkie spodenki z wysokim stanem i króciutki, obcisły crop top o neonowo zielonym kolorze. Zabrałam wszystko do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i zrobiłam makijaż. Na koniec wyprostowałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Punktualnie o 20 zeszłyśmy we dwójkę do Pokoju Wspólnego. Muzyka grała głośno, a większość Ślizgonów tańczyła. Z trudem znalazłam przyjaciół. Siedzieli na kanapach pijąc alkohol. Nie było jedynie Sophie i Madeleine, która jeszcze szykowała się w pokoju. Spojrzałam na wszystkich i zatrzymałam wzrok na Malfoyu. Ten zmierzył mnie od góry do dołu i uśmiechnął się uroczo. Zarumieniłam się i usiadłam obok Katie. Wszyscy piliśmy bardzo dużo rozmawiając o naprawdę głupich rzeczach. Po jakimś czasie poczułam jak ktoś łapie moją dłoń.
- Mogę prosić panią do tańca? - Draco uśmiechnął się. Byłam już pijana, więc nawet gdyby był to ktoś inny, kogo nienawidzę zgodziłabym się. Zachichotałam i wstałam, ruszając za chłopakiem. Tańczyliśmy przy rytmicznej i szybkiej piosence, która po chwili się skończyła, zastąpiona powolną balladą. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyje. Ten złapał mnie za uda i przyciągnął bardzo blisko, na co pisnęłam. Przylegałam do niego mocno, co ani trochę mi nie przeszkadzało. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Zazwyczaj stalowe i chłodne, teraz ciepłe. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i spłonęłam rumieńcem z niewiadomych przyczyn. Nadal przyglądałam się jego oczom, on natomiast przeniósł wzrok na moje usta. Jego twarz była parę centymetrów od mojej. Chłopak nieśmiało dotknął ustami moich ust. Od razu pogłębiłam pocałunek. Nogi uginały się pode mną i gdyby nie jego ręce na mojej talii, już leżałabym na ziemi. Jego dłonie powędrowały na moje nagie plecy, moje natomiast wplotłam w jego włosy. Zamruczałam mu w usta. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Odsunęłam się, ciężko oddychając i spojrzałam w jego oczy, w których zauważyłam iskierki radości i pożądania. Przeniosłam dłoń na kark chłopaka, a drugą pogładziłam jego policzek. Uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił. Powoli alkohol przestawał mieszać mi w głowie, a ja odzyskiwałam świadomość. Nic jednak nie zrobiłam, nadal tam staliśmy i przyglądaliśmy sobie. Po jakimś czasie opuściłam ręce i westchnęłam. Ostatni raz spojrzałam na blondyna i pocałowałam go w policzek, po czym ruszyłam do pokoju, zmęczona i niesamowicie szczęśliwa. Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, od razu zasypiając.
Po skończonej lekcji pędem ruszyłyśmy do dormitorium. Wpadłam do pokoju gdzie siedziała już Katie. Uśmiechnęłam się do niej i otworzyłam szafę. Zaczęłam wyrzucać wszystkie nieodpowiednie ubrania z szafy.
- To nie, to też nie... może to? - spojrzałam krytycznym wzrokiem na fioletową sukienkę do kolan z małym dekoltem. - To się nie nadaje! - westchnęłam i spojrzałam błagalnym wzrokiem na blondynkę. Dziewczyna wstała i podeszła do mnie. - Poooooomóż! - jęknęłam. Zaczęłyśmy razem przeszukiwać szafę, nie mogąc znaleźć nic odpowiedniego. To znaczy, było naprawdę dużo sukienek, spódniczek i innych ubrań odpowiednich na imprezę, ale my to my. Jednej się podoba, drugiej nie. Po jakimś czasie Malfoy wyciągnęła czarną, obcisłą sukienkę do ud, bez ramiączek.
- Mogę to pożyczyć? Proszę, proszę, proszę. - piszczała mi nad uchem. Zgodziłam się automatycznie. Nie miałam dzisiaj ochoty na sukienki, tym bardziej takie obcisłe. Ostatecznie wybrałam czarne, skórzane, krótkie spodenki z wysokim stanem i króciutki, obcisły crop top o neonowo zielonym kolorze. Zabrałam wszystko do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i zrobiłam makijaż. Na koniec wyprostowałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Punktualnie o 20 zeszłyśmy we dwójkę do Pokoju Wspólnego. Muzyka grała głośno, a większość Ślizgonów tańczyła. Z trudem znalazłam przyjaciół. Siedzieli na kanapach pijąc alkohol. Nie było jedynie Sophie i Madeleine, która jeszcze szykowała się w pokoju. Spojrzałam na wszystkich i zatrzymałam wzrok na Malfoyu. Ten zmierzył mnie od góry do dołu i uśmiechnął się uroczo. Zarumieniłam się i usiadłam obok Katie. Wszyscy piliśmy bardzo dużo rozmawiając o naprawdę głupich rzeczach. Po jakimś czasie poczułam jak ktoś łapie moją dłoń.
- Mogę prosić panią do tańca? - Draco uśmiechnął się. Byłam już pijana, więc nawet gdyby był to ktoś inny, kogo nienawidzę zgodziłabym się. Zachichotałam i wstałam, ruszając za chłopakiem. Tańczyliśmy przy rytmicznej i szybkiej piosence, która po chwili się skończyła, zastąpiona powolną balladą. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyje. Ten złapał mnie za uda i przyciągnął bardzo blisko, na co pisnęłam. Przylegałam do niego mocno, co ani trochę mi nie przeszkadzało. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Zazwyczaj stalowe i chłodne, teraz ciepłe. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i spłonęłam rumieńcem z niewiadomych przyczyn. Nadal przyglądałam się jego oczom, on natomiast przeniósł wzrok na moje usta. Jego twarz była parę centymetrów od mojej. Chłopak nieśmiało dotknął ustami moich ust. Od razu pogłębiłam pocałunek. Nogi uginały się pode mną i gdyby nie jego ręce na mojej talii, już leżałabym na ziemi. Jego dłonie powędrowały na moje nagie plecy, moje natomiast wplotłam w jego włosy. Zamruczałam mu w usta. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Odsunęłam się, ciężko oddychając i spojrzałam w jego oczy, w których zauważyłam iskierki radości i pożądania. Przeniosłam dłoń na kark chłopaka, a drugą pogładziłam jego policzek. Uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił. Powoli alkohol przestawał mieszać mi w głowie, a ja odzyskiwałam świadomość. Nic jednak nie zrobiłam, nadal tam staliśmy i przyglądaliśmy sobie. Po jakimś czasie opuściłam ręce i westchnęłam. Ostatni raz spojrzałam na blondyna i pocałowałam go w policzek, po czym ruszyłam do pokoju, zmęczona i niesamowicie szczęśliwa. Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod ciepłą kołderkę, od razu zasypiając.
***
Obudził mnie silny ból głowy. Próbowałam wstać, ale zaraz jęknęłam i opadłam na poduszkę. Usłyszałam cichy chichot, a zaraz po tym stukot obcasów. Spojrzałam w stronę dźwięku, który w tej sytuacji bardzo mnie drażnił. Madeleine, gotowa do wyjścia nie wiadomo gdzie, szła w moją stronę z małą fiolką w ręce. Podała mi ją, a ja od razu wypiłam niebieską substancję, znajdującą się w środku. Poczułam świeży, miętowy smak, a zaraz potem ulgę. Głowa nie pulsowała już tak mocno i lepiej się poczułam. Stanęłam na podłodze i ziewnęłam głośno.
- Która godzina? - spytałam, przeciągając się.
- Jedenasta trzydzieści. - odpowiedziała rozbawiona dziewczyna. Otworzyłam szeroko oczy i patrzyłam na nią oniemiała.
- C-co? Dlaczego mnie nie obudziłaś? Albo Katie? - zapytałam oburzona.
- Tak słodziuuutko spałaś, nie miałyśmy serca. - uśmiechnęła się. - No i wiesz... wczoraj nieźle popiłaś. Potem poszłaś tańczyć z Draco i do nas nie wróciłaś...
Westchnęłam przypominając sobie wczorajsze zdarzenie. Był to dla mnie jeden z najszczęśliwszych dni, ale mam wrażenie, że tylko dla mnie. On był pijany, myślę, że pocałował mnie nie mając świadomości co robi. Teraz tego nie pamięta, a ja będę zmuszona zapomnieć. To mnie boli. Ten pocałunek naprawdę wiele dla mnie znaczył. Mimo alkoholu we krwi byłam świadoma tego co robię. Niewątpliwie chciałabym to powtórzyć. Spojrzałam na przyjaciółkę, która nie ruszyła się z miejsca.
- Poczekasz na mnie? Zrobię coś ze sobą i pójdziemy razem na obiad.
Dziewczyna zgodziła się automatycznie. Pobiegłam do łazienki i wykonałam poranną rutynę. Mniej więcej o godzinie 12.40 wyszłyśmy z pokoju. Dziewczyna przez całą drogę do Wielkiej Sali patrzyła na mnie pytająco. No tak, w końcu tryskałam energią. Mało kto jest taki po piciu całą noc. Kiedy weszłyśmy do Sali od razu spojrzałam w stronę naszego stołu i zobaczyłam go. Uśmiechał się rozmawiając z moim bratem. Zatrzymałam się na chwilę, a przed oczami znowu miałam to wspomnienie. Zaśmiałam się, uświadamiając sobie, że zachowuję się nieco dziecinnie, ale nic nie poradzę. Ruszyłam do stołu i usiadłam obok Sophie, która wręcz leżała na drewnianej powierzchni. Postanowiłam jej nie przeszkadzać. Nałożyłam na talerz jajecznicę, a do kubka wlałam gorącą kawę. Byłam tak głodna, że nawet nie zauważyłam jak ktoś siada obok mnie. Po chwili jednak usłyszałam jego głos.
- Cześć! - widelec, który miałam przy ustach zatrzymał się gwałtownie. Przełknęłam jedzenie i spojrzałam na chłopaka.
- Draco, miło cię widzieć. - uśmiechnęłam się. Szukałam w jego oczach czegoś, dzięki czemu wiedziałabym, że wszystko pamięta. On spojrzał na mnie nieco rozbawiony. To znaczy, że pamięta? Na tę myśl zarumieniłam się leciutko. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na wszystkich. Nikt na nas nie patrzył, oprócz mojego brata. Spuściłam wzrok. Nagle poczułam ciepły oddech na karku. Zaraz po tym chłopak wyszeptał mi do ucha:
- Nieźle całujesz Riddle. Mam nadzieję, że to powtórzymy. - spojrzałam na niego. Uśmiechnął się łobuzersko i odszedł. Zarumieniłam się soczyście, ale w środku prawie wybuchłam ze szczęścia. Pamiętał. PAMIĘTAŁ. A co najważniejsze - nie żałował. Westchnęłam szczęśliwa.
- Dzięki ci, Merlinie. - wyszeptałam tak, aby nikt mnie nie usłyszał.
_________________________________________________________________________________
POCAŁOWALI SIĘ. TAK!!!
Ta scena miała być trochę później, w dalszym rozdziale, ale musiałam ją tu umieścić nooo! Nie było romantycznie, ale nie oczekujcie ode mnie (a tym bardziej od Dracona) romantyczności. Nieraz może coś się pojawi, ale bez przesady haha.
Hermiona dużo razy się rumieniła, zauważył ktoś?
Wiem, że dużo powtórzeń i w ogóle, ale starałam się.
Oprócz pocałunku, nie jestem zadowolona z rozdziału, nie udał mi się. Jest trochę chaotyczny.
No i taki bardziej... normalny, wiecie, nie ma powiązania do tego, że ich ojcem jest Voldemort, nie ma morderstwa, ani nic takiego.
Komentujcie proszę:)
Pozdrawiam:*
-Nessa
piątek, 11 lipca 2014
8. Morderca w Hogwarcie
Rozdział pisany w narracji trzecioosobowej! Jest to pojedynczy 'wybryk', później wracam do jednoosobowej.
_________________________________________________________________________________
Po ciepłej jesieni nastąpiła mroźna zima. Już na początku grudnia biały puch pokrył całe błonia i jezioro, które teraz było zamarznięte. Uczniowie radośnie rzucali w siebie nawzajem małymi kulkami, inni lepili różnorodne bałwany, a jeszcze inni tarzali się w śniegu, śmiejąc się w niebogłosy. Jednak dla pewnych osób zima i zbliżająca się przerwa świąteczna nie była powodem do radości.
Odkąd Hermiona dowiedziała się o swojej historii minęły trzy miesiące. W tym czasie zbliżyła się do swojego brata i osób z paczki. Zaprzyjaźniła się ze wszystkimi, jednak była jedna osoba, o której dziewczyna myślała dzień w dzień. Uwielbiała spędzać czas z Draconem Malfoyem, a także rozmawiać, nawet na najgłupszy temat. Nie przeszkadzały jej plotki o niej i chłopaku, ani rozbawione i zaciekawione spojrzenia kierowane w jej stronę przez przyjaciół. Niestety brunetka nie chciała zepsuć przyjaźni jaką obdarzał ją blondyn ( z wzajemnością ) głupim, młodzieńczym zauroczeniem. Miała nadzieje, że to tylko zauroczenie...
Hermiona także zmieniła się nie do poznania. Nie była grzeczna i miła, wręcz przeciwnie. Zaczęła przywiązywać większą wagę do swojego wyglądu. Sweterki i szerokie dżinsy zamieniła na sukienki, spódniczki, a także więcej odkrywające niż dotychczas bluzki. Jej kosmetyczka wypełniła się po brzegi, a ona sama przyciągała wzrok większej części męskiej co jej pochlebiało. Niestety niedługo miała zmienić się jeszcze bardziej, psychicznie tak jak fizycznie...
Hermiona także zmieniła się nie do poznania. Nie była grzeczna i miła, wręcz przeciwnie. Zaczęła przywiązywać większą wagę do swojego wyglądu. Sweterki i szerokie dżinsy zamieniła na sukienki, spódniczki, a także więcej odkrywające niż dotychczas bluzki. Jej kosmetyczka wypełniła się po brzegi, a ona sama przyciągała wzrok większej części męskiej co jej pochlebiało. Niestety niedługo miała zmienić się jeszcze bardziej, psychicznie tak jak fizycznie...
Hermiona i Sophie siedziały w Pokoju Wspólnych i krytykowały osoby, które akurat znajdowały się w zasięgu ich wzroku. Diana Saint w skórzanej, różowej spódniczce, która nie dosięgała jej nawet do ud, Patrick Radley, który ślini się na widok każdej, nawet najgorszej dziewczyny, Hanna Parker w 20-centymetrowych szpilkach, w których kompletnie nie potrafi chodzić i wiele, wiele więcej ofiar. Ich ciekawą rozrywkę przerwał krzyk przerażenia. Dziewczyny podskoczyły zaskoczone i od razu skierowały się w stronę korytarza, bo to właśnie stamtąd dobiegał krzyk. Przeciskały się przez tłum gapiów, by wreszcie spojrzeć na wszystko. A było źle. Katie Bell leżała w wielkiej kałuży krwi. Oczy miała szeroko otwarte, widać było w nich tylko przerażenie, nic więcej. Gryfonka miała liczne rany na ciele. Riddle zakryła usta, a w jej oczach pojawiły się łzy. Katie, w przeszłości była jej obojętna, ale teraz widząc ją martwą nie wytrzymała i łzy pociekły jej po policzku. Sophie przytuliła ją i gładziła po plecach chcąc ją uspokoić. Dwie Ślizgonki domyślały się, że Bell została zamordowana przez śmierciożerców, ale nie miały pojęcia jak wdarli się do zamku, to niemożliwe. Zostaje jedna opcja, ktoś z uczniów jest sługą Voldemorta gotowym zrobić wszystko dla niego. W szkole nie jest już bezpiecznie, nie tak jak dawniej.
Ciało dziewczyny zostało zabrane przez wystraszonych nauczycieli, a miejsce oczyszczone z krwi. Niestety wspomnienia i świadomość pozostała i Hermionie zrobiło się szczerze żal niektórych Gryfonów, szczególnie przyjaciółek zamordowanej. Co jak co, ale Riddle miała jeszcze uczucia i potrafiła współczuć.
Przyjaciółki wróciły do Pokoju Wspólnego i ruszyły do dormitorium czarnowłosej. Siedziały w ciszy, którą przerwało pukanie. Peterson otworzyła drzwi, w których pojawiła się uśmiechnięta twarz Draco.
- Miałem cię zawiadomić, że Snape cię wzywa. - zaczął bez przywitania. Po chwili zauważył Hermionę i uśmiechnął się promiennie. - Cześć Miona!
- Hej Draco. - ta powiedziała nieco ciszej, ale odwzajemniła uśmiech.
- Cześć Draco, miło cię widzieć, fajnie, że wpadłeś się PRZYWITAĆ. - Sophie położyła szczególny nacisk na ostatnie słowo i od razu pognała do gabinetu profesora. Malfoy natomiast wszedł i usiadł obok Riddle. Zauważył chyba, że coś jest nie tak, bo zapytał.
- Wszystko dobrze?
Brunetka opowiedziała szeptem o wszystkim. Chłopak już chciał ją przytulić, ale ona wstała szybko. Pragnęła tej bliskości z nim, która była możliwa rzadko, gdyż byli 'tylko' przyjaciółmi, ale nie teraz, nie w tej chwili. Teraz chciała być sama. I to nie z tego powodu, że Bell nie żyje, tylko z tego, że jest córką tego potwora, na którego zlecenie śmierciożercy robią wszystko.
Ciało dziewczyny zostało zabrane przez wystraszonych nauczycieli, a miejsce oczyszczone z krwi. Niestety wspomnienia i świadomość pozostała i Hermionie zrobiło się szczerze żal niektórych Gryfonów, szczególnie przyjaciółek zamordowanej. Co jak co, ale Riddle miała jeszcze uczucia i potrafiła współczuć.
Przyjaciółki wróciły do Pokoju Wspólnego i ruszyły do dormitorium czarnowłosej. Siedziały w ciszy, którą przerwało pukanie. Peterson otworzyła drzwi, w których pojawiła się uśmiechnięta twarz Draco.
- Miałem cię zawiadomić, że Snape cię wzywa. - zaczął bez przywitania. Po chwili zauważył Hermionę i uśmiechnął się promiennie. - Cześć Miona!
- Hej Draco. - ta powiedziała nieco ciszej, ale odwzajemniła uśmiech.
- Cześć Draco, miło cię widzieć, fajnie, że wpadłeś się PRZYWITAĆ. - Sophie położyła szczególny nacisk na ostatnie słowo i od razu pognała do gabinetu profesora. Malfoy natomiast wszedł i usiadł obok Riddle. Zauważył chyba, że coś jest nie tak, bo zapytał.
- Wszystko dobrze?
Brunetka opowiedziała szeptem o wszystkim. Chłopak już chciał ją przytulić, ale ona wstała szybko. Pragnęła tej bliskości z nim, która była możliwa rzadko, gdyż byli 'tylko' przyjaciółmi, ale nie teraz, nie w tej chwili. Teraz chciała być sama. I to nie z tego powodu, że Bell nie żyje, tylko z tego, że jest córką tego potwora, na którego zlecenie śmierciożercy robią wszystko.
Dziewczyna bez słowa wyszła z pokoju zostawiając zdziwionego blondyna samego.
Tymczasem w Pokoju Wspólnym Gryfonów wrzało od słów współczucia dla przyjaciół Katie i oskarżeń o to okropne zdarzenie. Najwięcej oczywiście kierowanych w stronę rodzeństwa Riddle. Była tylko jedna osoba, która milczała i spoglądała na wszystkich ze smętnym wyrazem twarzy. Harry Potter, Złoty Chłopiec. Obwiniał siebie o śmierć swojej koleżanki. To jego chciał dostać Voldemort, nikogo innego. Gdyby oddał się w jego ręce nikt by nie zginął. Niewinne osoby będą mordowane jedna za drugą. Czarnowłosy miał w głowie opcję znalezienia Lorda i pozwolenia się zabić, ale nie zrobi tego. Musi go zabić i uratować wszystkich innych czarodziejów i mugoli przed śmiercią i nędznym życiem. Tylko czy on na pewno chce dobra dla ludzi czy może dla siebie? Robi to, aby ochronić innych czy być uwielbianym przez cały świat? Tego nie wie nikt, oprócz samego Pottera.
Draco siedział w Pokoju Wspólnym popijając Ognistą. Obok zawzięcie rozmawiali jego przyjaciele - Nick oraz Nathan. Chłopak nie słuchał ich dyskusji, ponieważ miał na głowie inne sprawy. Dwie, bardzo ważne dla niego sprawy. Pierwszą jest oczywiście Hermiona. Nie wiedział co myśleć o uczuciach, które do niej żywił. Ujawnić je światu czy dusić w sobie? Nie chciał zostać odrzucony tak samo jak nie chciał udawać, że podoba mu się, że są tylko przyjaciółmi. Wiedział, że dziewczyna czuje do niego tylko przyjaźń, nic więcej. Musi jeszcze przemyśleć to jak postąpi.
Drugą sprawą jest Katie Bell. Nie miał pojęcia kto ją zabił, ale musi się dowiedzieć. Wiedział tylko, że to sługa Voldemorta, ponieważ zostało użyte zaklęcie, z którego korzystają tylko oni. Czarno magiczne, naprawdę silne i bolesne. Każdy młody śmierciożerca lub osoba, która niedługo ma się nim stać uczy się tego i innych zaklęć. W każdym bądź razie Malfoy musiał dowiedzieć się kto jest tym mordercą, a to trudne nie będzie. Wystarczy zaczekać na przerwę świąteczną.
- Draco, co ci jest? - z rozmyśleń wyrwał go głos Nicka.
- Nic, nic. Po prostu... myślałem. - przerwało mu rozbawione prychnięcia Coopera. Blondyn spojrzał na niego piorunującym spojrzeniem i już nie dokończył, gdyż do Pokoju wpadły nagle Parkinson i jej przyjaciółeczki rozpowiadając, jak to określiły - "dobrą nowinę".
- IMPREZA, IMPREZA! Z tego powodu, że będziemy musieli wszyscy pożegnać się na całe dwa tygodnie, ja i moje przyjaciółki - tutaj wskazała na chichoczące dziewczyny - organizujemy imprezę w piątek wieczorem! Alkohol, muzyka i alkohol! Do zobaczenia! - krzyknęła i wszystkie razem pobiegły na górę, prawdopodobnie powiadomić innych.
- Nie lubię jej, ale nieraz się przydaje. - powiedział Riddle i uśmiechnął się.
- No i w łóżku jest dobra. - cała trójka zaśmiała się na słowa Malfoya.
Hermiona, Katie Malfoy i Madeleine siedziały w swoim pokoju rozmawiając o feriach. Nagle do pokoju wpadła Pansy uśmiechając się od ucha do ucha.
- Impreza w piątek wieczorem! Organizowana przeze mnie i moje przyjaciółki. - wszystkie uśmiechnęły się z wyższością i wybiegły z pomieszczenia. Dziewczyny patrzyły na siebie oniemiałe, ale zaraz się otrząsnęły i zaśmiały.
- No to mamy robotę na cały jutrzejszy dzień. - Hermiona uśmiechnęła się.
- To już jutro piątek?! - krzyknęła Mad.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę pogadała, a potem ruszyły na kolację. Gdy weszły do Wielkiej Sali zauważyły, że jest ona udekorowana w kolorze czarnym. Usiadły przy stole i czekały na prawdopodobne przemówienie dyrektora. Tak też było. Dumbledore wstał i zaczął mówić.
- Katie Bell była dzielną Gryfonką i świetną graczką Quidditcha. Niestety dziś musiała odejść. Została zamordowana przez osobę, która jest w zamku. Chciałbym złożyć szczere wyrazy współczucia wszystkim Gryfonom i poprosić wszystkich was o jeden wieczór żałoby, tylko dzisiaj. Okażcie swoje współczucie i zastosujcie się do tego. I pamiętajcie, bądźcie ostrożni. Dopóki nie wiemy kto jest mordercą, wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Po 22 proszę zamykać się w swoich pokojach i sprawdzić każdy jego zakamarek. A teraz... jedzcie. Smacznego. - na stołach pojawiło się jedzenie.Wszyscy jedli w ciszy, tylko przy stole Ślizgonów co jakiś czas było słychać śmiechy. Po skończonej kolacji wszyscy pędem udali się do dormitoriów, prawdopodobnie biorąc na bardzo poważnie słowa dyrektora. Ślizgoni także, co było nie małym zdziwieniem dla Hermiony. Dziewczyna nie czuła się dobrze z myślą, że jutro wieczorem będą imprezować, ale nastawienia Ślizgonów nie zmieni, a bardzo chciała wziąć udział w imprezie. Riddle z koleżankami ruszyła do pokoju i zgodnie z zaleceniami dyrektora sprawdziły cały pokój. Zamknęły drzwi na klucz, założyły zaklęcia ochronne i uspokojone położyły się do łóżek, każda zastanawiając się co założyć na imprezę...
_________________________________________________________________________________
Ups, w Hogwarcie już nie jest bezpiecznie. Macie podejrzenia co do kogo?
Męczyłam się z tym rozdziałem, sama nie wiem czemu. Miałam na niego pomysł, ale nie miałam weny dlatego wyszło takie coś. Oczywiście w tym tygodniu (do wtorku) pojawi się jeszcze jeden rozdział, w którym chyba domyślacie się co będzie. Mam nadzieję, że wam się podoba:)
I jak narracja trzecioosobowa? Lepiej tak czy pierwszoosobowa? Napiszcie, bo to ważne dla mnie.
Tak by the way ogląda ktoś z was Mundial? Ja uwielbiam piłkę nożną (nie potrafię grać, tylko oglądam haha) i od zawsze jestem wielkim kibicem Brazylii, co się nie zmieniło. Przegrali i wiem, że zagrali beznadziejnie, ale tak mi ich szkoda eh :( Dla mnie i tak zawsze będą mistrzami. A wy komu kibicujecie/kibicowaliście? Takie pytanie dnia haha :D
Do wtorku! Pozdrawiaaaam :*
-Nessa
Drugą sprawą jest Katie Bell. Nie miał pojęcia kto ją zabił, ale musi się dowiedzieć. Wiedział tylko, że to sługa Voldemorta, ponieważ zostało użyte zaklęcie, z którego korzystają tylko oni. Czarno magiczne, naprawdę silne i bolesne. Każdy młody śmierciożerca lub osoba, która niedługo ma się nim stać uczy się tego i innych zaklęć. W każdym bądź razie Malfoy musiał dowiedzieć się kto jest tym mordercą, a to trudne nie będzie. Wystarczy zaczekać na przerwę świąteczną.
- Draco, co ci jest? - z rozmyśleń wyrwał go głos Nicka.
- Nic, nic. Po prostu... myślałem. - przerwało mu rozbawione prychnięcia Coopera. Blondyn spojrzał na niego piorunującym spojrzeniem i już nie dokończył, gdyż do Pokoju wpadły nagle Parkinson i jej przyjaciółeczki rozpowiadając, jak to określiły - "dobrą nowinę".
- IMPREZA, IMPREZA! Z tego powodu, że będziemy musieli wszyscy pożegnać się na całe dwa tygodnie, ja i moje przyjaciółki - tutaj wskazała na chichoczące dziewczyny - organizujemy imprezę w piątek wieczorem! Alkohol, muzyka i alkohol! Do zobaczenia! - krzyknęła i wszystkie razem pobiegły na górę, prawdopodobnie powiadomić innych.
- Nie lubię jej, ale nieraz się przydaje. - powiedział Riddle i uśmiechnął się.
- No i w łóżku jest dobra. - cała trójka zaśmiała się na słowa Malfoya.
Hermiona, Katie Malfoy i Madeleine siedziały w swoim pokoju rozmawiając o feriach. Nagle do pokoju wpadła Pansy uśmiechając się od ucha do ucha.
- Impreza w piątek wieczorem! Organizowana przeze mnie i moje przyjaciółki. - wszystkie uśmiechnęły się z wyższością i wybiegły z pomieszczenia. Dziewczyny patrzyły na siebie oniemiałe, ale zaraz się otrząsnęły i zaśmiały.
- No to mamy robotę na cały jutrzejszy dzień. - Hermiona uśmiechnęła się.
- To już jutro piątek?! - krzyknęła Mad.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę pogadała, a potem ruszyły na kolację. Gdy weszły do Wielkiej Sali zauważyły, że jest ona udekorowana w kolorze czarnym. Usiadły przy stole i czekały na prawdopodobne przemówienie dyrektora. Tak też było. Dumbledore wstał i zaczął mówić.
- Katie Bell była dzielną Gryfonką i świetną graczką Quidditcha. Niestety dziś musiała odejść. Została zamordowana przez osobę, która jest w zamku. Chciałbym złożyć szczere wyrazy współczucia wszystkim Gryfonom i poprosić wszystkich was o jeden wieczór żałoby, tylko dzisiaj. Okażcie swoje współczucie i zastosujcie się do tego. I pamiętajcie, bądźcie ostrożni. Dopóki nie wiemy kto jest mordercą, wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Po 22 proszę zamykać się w swoich pokojach i sprawdzić każdy jego zakamarek. A teraz... jedzcie. Smacznego. - na stołach pojawiło się jedzenie.Wszyscy jedli w ciszy, tylko przy stole Ślizgonów co jakiś czas było słychać śmiechy. Po skończonej kolacji wszyscy pędem udali się do dormitoriów, prawdopodobnie biorąc na bardzo poważnie słowa dyrektora. Ślizgoni także, co było nie małym zdziwieniem dla Hermiony. Dziewczyna nie czuła się dobrze z myślą, że jutro wieczorem będą imprezować, ale nastawienia Ślizgonów nie zmieni, a bardzo chciała wziąć udział w imprezie. Riddle z koleżankami ruszyła do pokoju i zgodnie z zaleceniami dyrektora sprawdziły cały pokój. Zamknęły drzwi na klucz, założyły zaklęcia ochronne i uspokojone położyły się do łóżek, każda zastanawiając się co założyć na imprezę...
_________________________________________________________________________________
Ups, w Hogwarcie już nie jest bezpiecznie. Macie podejrzenia co do kogo?
Męczyłam się z tym rozdziałem, sama nie wiem czemu. Miałam na niego pomysł, ale nie miałam weny dlatego wyszło takie coś. Oczywiście w tym tygodniu (do wtorku) pojawi się jeszcze jeden rozdział, w którym chyba domyślacie się co będzie. Mam nadzieję, że wam się podoba:)
I jak narracja trzecioosobowa? Lepiej tak czy pierwszoosobowa? Napiszcie, bo to ważne dla mnie.
Tak by the way ogląda ktoś z was Mundial? Ja uwielbiam piłkę nożną (nie potrafię grać, tylko oglądam haha) i od zawsze jestem wielkim kibicem Brazylii, co się nie zmieniło. Przegrali i wiem, że zagrali beznadziejnie, ale tak mi ich szkoda eh :( Dla mnie i tak zawsze będą mistrzami. A wy komu kibicujecie/kibicowaliście? Takie pytanie dnia haha :D
Do wtorku! Pozdrawiaaaam :*
-Nessa
poniedziałek, 7 lipca 2014
7. Sen
Znajdowałam się w małym pomieszczeniu, bez okien i drzwi. Jedynie na środku stało drewniane, rzeźbione krzesło na którym siedziałam wbrew własnej woli. Kiedy próbowałam wstać, jakieś niewidzialne więzy zatrzymywały mnie i sprawiał ból w nadgarstkach i brzuchu. Lekki chłodny podmuch, który pojawił się nie wiadomo skąd, orzeźwił mnie i dał na moment ulgę. Zaraz po tym stał się on białą mgiełką, powoli formującą się w coś o kształtach ludzkiej istoty. Po kilku sekundach ujrzałam przystojną twarz mojego ojca. Nie tę, której wszyscy się tak panicznie boją. Przede mną stał Tom Marvolo Riddle we własnej osobie, tak jakby potrafił cofnąć się do lat szkolnych i przybrać twarz młodzieńca. Uśmiechał się drwiąco, ale kiedy tylko spojrzał na moją przerażoną i zaskoczoną twarz jego usta zacisnęły się w cienką linię by zaraz przybrać maskę obojętności. Usłyszałam głos, który echem rozchodził się po każdym kącie pokoju.
- Witaj Córko. - zrobił jeden mały krok w moją stronę i kontynuował. - Nie chciałem cię przestraszyć, ale cóż... wyszło inaczej. - niewidzialne więzy nagle przestały trzymać mnie na niewygodnym siedzisku, a ból nie był już tak uciążliwy. Wyprostowałam się i spojrzałam na mężczyznę, który mówił dalej. - Mam nadzieję, że teraz wysłuchasz mnie uważnie. Chciałbym zaprosić ciebie i twojego brata podczas przerwy świątecznej do Riddle Manor. Jestem świadomy tego, że podczas naszego pierwszego spotkania wspomniałem o tym. - usłyszałam jeszcze szczegóły teleportacji i na tym skończyło się 'spotkanie'. Voldemort zniknął, a ja spadałam w czarną otchłań nie mogąc złapać oddechu.
- Witaj Córko. - zrobił jeden mały krok w moją stronę i kontynuował. - Nie chciałem cię przestraszyć, ale cóż... wyszło inaczej. - niewidzialne więzy nagle przestały trzymać mnie na niewygodnym siedzisku, a ból nie był już tak uciążliwy. Wyprostowałam się i spojrzałam na mężczyznę, który mówił dalej. - Mam nadzieję, że teraz wysłuchasz mnie uważnie. Chciałbym zaprosić ciebie i twojego brata podczas przerwy świątecznej do Riddle Manor. Jestem świadomy tego, że podczas naszego pierwszego spotkania wspomniałem o tym. - usłyszałam jeszcze szczegóły teleportacji i na tym skończyło się 'spotkanie'. Voldemort zniknął, a ja spadałam w czarną otchłań nie mogąc złapać oddechu.
***
Obudziłam się gwałtownie zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Byłam cała zlana potem. Nie chodzi o to, że boję się Ojca w śnie, tylko o uczucie umierania. Kiedy nie mogłam oddychać, dusiłam się. To były okropne i przerażające. Nie chciałabym umrzeć w ten sposób. Chcąc zapomnieć o tym realnym śnie przetransmutowałam szybko moją koszulę nocną w bardziej codzienną sukienkę i wyszłam po cichu z pokoju, tak aby nie obudzić śpiących współlokatorek. Stanęłam przed drzwiami pokoju w dormitorium chłopców i zapukałam. Modliłam się, aby mimo wczesnej godziny mój brat był na nogach. Po chwili drzwi się otworzyły ukazując mi Nicka uśmiechającego się na mój widok. Przytuliłam go z całej siły co on odwzajemnił.
- Wszystko dobrze? Coś się stało? - zapytał odsuwając mnie lekko, aby spojrzeć mi w oczy, w których pojawiły się łzy. Ruszyłam w głąb pokoju, przywitałam się z pozostałymi i usiadłam na wolnym łóżku.
- Boję się. - po tym opowiedziałam im cały sen i opisałam uczucie, które mi towarzyszyło. - Boję się, że umrę w ten sposób. I to niedługo.
Rozpłakałam się jak dziecko. Wiem, że nie jest to tak tragiczne, żeby płakać. To tylko sen (bardzo realny sen), każdy ma koszmary, niektórzy nawet gorsze.
Po tym jak się uspokoiłam, wyszłam razem z Nickiem, Draco i Nathanem na śniadanie. Z powodu wczesnej godziny, Wielka Sala świeciła pustkami. Parę osób przy stole Gryffindoru i Ravenclaw, dwóch Puchonów i tylko my przy stole Ślizgonów.
- Wszystko dobrze? Coś się stało? - zapytał odsuwając mnie lekko, aby spojrzeć mi w oczy, w których pojawiły się łzy. Ruszyłam w głąb pokoju, przywitałam się z pozostałymi i usiadłam na wolnym łóżku.
- Boję się. - po tym opowiedziałam im cały sen i opisałam uczucie, które mi towarzyszyło. - Boję się, że umrę w ten sposób. I to niedługo.
Rozpłakałam się jak dziecko. Wiem, że nie jest to tak tragiczne, żeby płakać. To tylko sen (bardzo realny sen), każdy ma koszmary, niektórzy nawet gorsze.
Po tym jak się uspokoiłam, wyszłam razem z Nickiem, Draco i Nathanem na śniadanie. Z powodu wczesnej godziny, Wielka Sala świeciła pustkami. Parę osób przy stole Gryffindoru i Ravenclaw, dwóch Puchonów i tylko my przy stole Ślizgonów.
***
Spacerowałem po błoniach rozmyślając nad wszystkim co dzieje się w moim życiu. Nad misją śledzenia Pottera i wprowadzenia do szkoły śmierciożerców, powierzoną mi przez Czarnego Pana. Nie ma pojęcia jak tego dokonam i czy chcę to zrobić. Zostałem zmuszony do pomocy, tak samo jak zostanę zmuszony do wstąpienia w szeregi Voldemorta. Wszyscy myślą, że popieram idee Lorda, a tak naprawdę jestem przeciwny. Nie chcę mordować, torturować ani kontrolować niewinnych.
Usłyszałem krzyki i czym prędzej popędziłem w stronę źródła głosów. Na miejscu zobaczyłem Weasley'a i Lavender z wyciągniętymi różdżkami w stronę... Hermiony?!
Podszedłem bliżej i stanąłem obok dziewczyny, która uśmiechnęła się do mnie.
- Ooo, Hermiona znalazła nową obstawę! - wysyczał Rudy, a Brown zachichotała głupio.
- Daj spokój Ronaldzie. Nie chcę wojny. Nie zapominaj, że to ty mnie odrzuciłeś. - Hermiona była spokojna, ale mówiła ze słabo wyczuwalnym smutkiem.
- A czego się spodziewałaś? Że padnę na kolana przed tobą i ucałuje w stopy?! Jesteś bezczelną suką!
Nie wytrzymałem, wyjąłem różdżkę i rzuciłem w jego stronę Drętwotę. Zaklęcia jednak nie trafiły w chłopaka, gdyż ten zrobił unik, czego się nie spodziewałem. Uśmiechnął się wrednie i rzucił Expelliarmus, które jednak poleciało parę metrów obok mnie. Zaśmiałem się i już chciałem rzucać następne zaklęcia, ale powstrzymała mnie brunetka, która jako jedyna nie wyciągnęła różdżki.
- Jesteś okropny, Ronaldzie Weasley! Jak możesz mówić do mnie takie rzeczy? Byliśmy przyjaciółmi, myślałam, że czujesz do mnie jeszcze przynajmniej odrobinę przyjaźni, a ty nazywasz mnie... nie chcę być niekulturalna więc nie powtórzę. Zawiodłam się na tobie. Nie chcę abyś zakłócał mój spokój, ani moich przyjaciół. Tak, PRZYJACIÓŁ. Zapewne zazdrościsz mi tego, że potrafię ruszyć dalej i nie zadręczać się przeszłością. Prawdopodobnie miałeś nadzieję, że będę użalać się nad swoim życiem. Myliłeś się i mam nadzieję, że teraz ty poczujesz to co ja wcześniej. Będziesz niepotrzebny. Zostanie ci jedynie Harry i twoja słodziutka Brown. Powodzenia w dalszym życiu. - warknęła i już chciała się odwrócić kiedy rudzielec podbiegł i uderzył ją w policzek z otwartej dłoni. Kipiałem ze złości. Jak można uderzyć kobietę?! Trzeba być frajerem lub Weasleyem. Idiota. Czubek. Dupek. Frajer. Spojrzałem na dziewczyn i zauważyłem w jej oczach łzy. Nie wiem czy były to łzy bólu fizycznego czy psychicznego. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Ta odwróciła się tyłem i pobiegła do zamku. Usiadłem na brzegu jeziora, nie chcąc za nią biec. Wiem, że chciała być sama. Niecodziennie najlepszy przyjaciel bije cię i wyzywa.
Po jakimś czasie zaczęło się ściemniać, więc powolnym krokiem ruszyłem w stronę szkoły.
_________________________________________________________________________________
NA POCZĄTKU CHCIAŁAM ZAŚPIEWAĆ STO LAT DLA KOCHANEJ CZYTELNICZKI SAM-WIESZ- KTO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJE, ŻYJE NAAAAAM!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ ZE MNĄ OD POCZĄTKU! MAM NADZIEJĘ, ŻE SPEŁNISZ SWOJE NAJSKRYTSZE MARZENIA I BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA!!!
Teraz sprawa.
UWAGA, UWAGA!
Dzisiaj krótki rozdział, ponieważ następny będzie dłuższy niż zazwyczaj i dodatkowo.... dodam dwa w jednym tygodniu!!!
Nudny i w ogóle, wiem, przepraszam.
ALE! Jest Draco, Draco, Draco!
Rozdział bez korekty, pisany na telefonie:)
Pozdrawiam was wszystkich :*
-Nessa
Subskrybuj:
Posty (Atom)