poniedziałek, 7 lipca 2014

7. Sen

Znajdowałam się w małym pomieszczeniu, bez okien i drzwi. Jedynie na środku stało drewniane, rzeźbione krzesło na którym siedziałam wbrew własnej woli. Kiedy próbowałam wstać, jakieś niewidzialne więzy zatrzymywały mnie i sprawiał ból w nadgarstkach i brzuchu. Lekki chłodny podmuch, który pojawił się nie wiadomo skąd, orzeźwił mnie i dał na moment ulgę. Zaraz po tym stał się on białą mgiełką, powoli formującą się w coś o kształtach ludzkiej istoty. Po kilku sekundach ujrzałam przystojną twarz mojego ojca. Nie tę, której wszyscy się tak panicznie boją. Przede mną stał Tom Marvolo Riddle we własnej osobie, tak jakby potrafił cofnąć się do lat szkolnych i przybrać twarz młodzieńca. Uśmiechał się drwiąco, ale kiedy tylko spojrzał na moją przerażoną i zaskoczoną twarz jego usta zacisnęły się w cienką linię by zaraz przybrać maskę obojętności. Usłyszałam głos, który echem rozchodził się po każdym kącie pokoju.
- Witaj Córko. - zrobił jeden mały krok w moją stronę i kontynuował. - Nie chciałem cię przestraszyć, ale cóż... wyszło inaczej. - niewidzialne więzy nagle przestały trzymać mnie na niewygodnym siedzisku, a ból nie był już tak uciążliwy. Wyprostowałam się i spojrzałam na mężczyznę, który mówił dalej. - Mam nadzieję, że teraz wysłuchasz mnie uważnie. Chciałbym zaprosić ciebie i twojego brata podczas przerwy świątecznej do Riddle Manor. Jestem świadomy tego, że podczas naszego pierwszego spotkania wspomniałem o tym. - usłyszałam jeszcze szczegóły teleportacji i na tym skończyło się 'spotkanie'. Voldemort zniknął, a ja spadałam w czarną otchłań nie mogąc złapać oddechu.

***

Obudziłam się gwałtownie zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Byłam cała zlana potem. Nie chodzi o to, że boję się Ojca w śnie, tylko o uczucie umierania. Kiedy nie mogłam oddychać, dusiłam się. To były okropne i przerażające. Nie chciałabym umrzeć w ten sposób. Chcąc zapomnieć o tym realnym śnie przetransmutowałam szybko moją koszulę nocną w bardziej codzienną sukienkę i wyszłam po cichu z pokoju, tak aby nie obudzić śpiących współlokatorek. Stanęłam przed drzwiami pokoju w dormitorium chłopców i zapukałam. Modliłam się, aby mimo wczesnej godziny mój brat był na nogach. Po chwili drzwi się otworzyły ukazując mi Nicka uśmiechającego się na mój widok. Przytuliłam go z całej siły co on odwzajemnił.
- Wszystko dobrze? Coś się stało? - zapytał odsuwając mnie lekko, aby spojrzeć mi w oczy, w których pojawiły się łzy. Ruszyłam w głąb pokoju, przywitałam się z pozostałymi i usiadłam na wolnym łóżku.
- Boję się. - po tym opowiedziałam im cały sen i opisałam uczucie, które mi towarzyszyło. - Boję się, że umrę w ten sposób. I to niedługo.
Rozpłakałam się jak dziecko. Wiem, że nie jest to tak tragiczne, żeby płakać. To tylko sen (bardzo realny sen), każdy ma koszmary, niektórzy nawet gorsze.
Po tym jak się uspokoiłam, wyszłam razem z Nickiem, Draco i Nathanem na śniadanie. Z powodu wczesnej godziny, Wielka Sala świeciła pustkami. Parę osób przy stole Gryffindoru i Ravenclaw, dwóch Puchonów i tylko my przy stole Ślizgonów.

***

Spacerowałem po błoniach rozmyślając nad wszystkim co dzieje się w moim życiu. Nad misją śledzenia Pottera i wprowadzenia do szkoły śmierciożerców, powierzoną mi przez Czarnego Pana. Nie ma pojęcia jak tego dokonam i czy chcę to zrobić. Zostałem zmuszony do pomocy, tak samo jak zostanę zmuszony do wstąpienia w szeregi Voldemorta. Wszyscy myślą, że popieram idee Lorda, a tak naprawdę jestem przeciwny. Nie chcę mordować, torturować ani kontrolować niewinnych. 
Usłyszałem krzyki i czym prędzej popędziłem w stronę źródła głosów. Na miejscu zobaczyłem Weasley'a i Lavender z wyciągniętymi różdżkami w stronę... Hermiony?!
Podszedłem bliżej i stanąłem obok dziewczyny, która uśmiechnęła się do mnie.
- Ooo, Hermiona znalazła nową obstawę! - wysyczał Rudy, a Brown zachichotała głupio.
- Daj spokój Ronaldzie. Nie chcę wojny. Nie zapominaj, że to ty mnie odrzuciłeś. - Hermiona była spokojna, ale mówiła ze słabo wyczuwalnym smutkiem.
- A czego się spodziewałaś? Że padnę na kolana przed tobą i ucałuje w stopy?! Jesteś bezczelną suką!
Nie wytrzymałem, wyjąłem różdżkę i rzuciłem w jego stronę Drętwotę. Zaklęcia jednak nie trafiły w chłopaka, gdyż ten zrobił unik, czego się nie spodziewałem. Uśmiechnął się wrednie i rzucił Expelliarmus, które jednak poleciało parę metrów obok mnie. Zaśmiałem się i już chciałem rzucać następne zaklęcia, ale powstrzymała mnie brunetka, która jako jedyna nie wyciągnęła różdżki.
- Jesteś okropny, Ronaldzie Weasley! Jak możesz mówić do mnie takie rzeczy? Byliśmy przyjaciółmi, myślałam, że czujesz do mnie jeszcze przynajmniej odrobinę przyjaźni, a ty nazywasz mnie... nie chcę być niekulturalna więc nie powtórzę. Zawiodłam się na tobie. Nie chcę abyś zakłócał mój spokój, ani moich przyjaciół. Tak, PRZYJACIÓŁ. Zapewne zazdrościsz mi tego, że potrafię ruszyć dalej i nie zadręczać się przeszłością. Prawdopodobnie miałeś nadzieję, że będę użalać się nad swoim życiem. Myliłeś się i mam nadzieję, że teraz ty poczujesz to co ja wcześniej. Będziesz niepotrzebny. Zostanie ci jedynie Harry i twoja słodziutka Brown. Powodzenia w dalszym życiu. - warknęła i już chciała się odwrócić kiedy rudzielec podbiegł i uderzył ją w policzek z otwartej dłoni. Kipiałem ze złości. Jak można uderzyć kobietę?! Trzeba być frajerem lub Weasleyem. Idiota. Czubek. Dupek. Frajer. Spojrzałem na dziewczyn i zauważyłem w jej oczach łzy. Nie wiem czy były to łzy bólu fizycznego czy psychicznego. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Ta odwróciła się tyłem i pobiegła do zamku. Usiadłem na brzegu jeziora, nie chcąc za nią biec. Wiem, że chciała być sama. Niecodziennie najlepszy przyjaciel bije cię i wyzywa.
Po jakimś czasie zaczęło się ściemniać, więc powolnym krokiem ruszyłem w stronę szkoły.

_________________________________________________________________________________

NA POCZĄTKU CHCIAŁAM ZAŚPIEWAĆ STO LAT DLA KOCHANEJ CZYTELNICZKI SAM-WIESZ- KTO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJE, ŻYJE NAAAAAM!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ ZE MNĄ OD POCZĄTKU! MAM NADZIEJĘ, ŻE SPEŁNISZ SWOJE NAJSKRYTSZE MARZENIA I BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWA!!!


Teraz sprawa.
UWAGA, UWAGA!
Dzisiaj krótki rozdział, ponieważ następny będzie dłuższy niż zazwyczaj i dodatkowo.... dodam dwa w jednym tygodniu!!!
Nudny i w ogóle, wiem, przepraszam.
ALE! Jest Draco, Draco, Draco!
Rozdział bez korekty, pisany na telefonie:)

Pozdrawiam was wszystkich :*

-Nessa

3 komentarze:

  1. NA WSTĘPIE BARDZO, BARDZO DZIĘKUJE ZA PIĘKNE ŻYCZENIA KOCHANIE! :) Nawet nie wiesz jak miło mi było, kiedy je czytałam x Byłam od początku i będę do końca :* Jeszcze raz dziękuje <3


    a co do rozdziału.. jejku niesamowity! *-*
    najpierw ten sen, potem scena z Wesley'em i Draco <3 Kochany Draco ;D
    ja na jego miejscu zabiłabym tam Wesley'a.. grrr ;/
    ale to że tak się zezłościł to było bardzo urocze ;')
    nie mogę się doczekać tych dwóch rozdziałów :) czekam na ciąg dalszy!
    pozdrawiam,
    SWK <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo przyjemny, czytało się go bardzo dobrze, nie wyłapałam żadnych błędów, które by przeszkadzały w czytaniu :-)
    Ron jak zwykle musi zachować się jak dupek. No ale chyba taka już jego natura ;-)
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością!
    Pozdrawiam, Domi.

    OdpowiedzUsuń
  3. 50 yr old Community Outreach Specialist Glennie Jesteco, hailing from Thornbury enjoys watching movies like "Legend of Hell House, The" and Rugby. Took a trip to Ha Long Bay and drives a Maserati Tipo 61. swietny post do poczytania

    OdpowiedzUsuń