Następną rzeczą, o której nie mogę przestać myśleć jestem ja. Nadal jestem w szoku, który chyba tak szybko nie minie. Jestem córką mordercy, najgorszego czarodzieja jaki kiedykolwiek istniał. Mimo to chcę go poznać. Pewnie każdy uznałby, że jestem idiotką, która spotykając się z Voldemortem automatycznie jest skazana na śmierć. Ale ja muszę dowiedzieć się wszystkiego o mojej matce, która nie wiadomo czy żyje czy też nie i po prostu... poznać ojca. Nie chcę wiedzieć o nim wszystkiego, jedynie dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Zainteresowało mnie także to, że Tom szuka mnie i Nicholasa. Ciekawe czy chce nas zabić, torturować, uwięzić i tego typu sprawy czy może zaprosić na herbatkę i ciasteczka, zapoznać ze Śmierciożercami, a dopiero potem użyć Avady. Mam w głowie tylko scenariusze ze śmiercią w roli głównej.
Ostatnią kwestią są moi przyjaciele. Muszę powiadomić ich o wszystkim, nie mogą dowiedzieć się tego jutro na śniadaniu jak wszyscy inni. Są jednymi z najbliższych mi osób dlatego potrzebują wyjaśnień ode mnie osobiście. Mam tylko mieszane uczucia do tego jak to przyjmą. Boję się tego. Bardzo.
- Hermiono, jesteśmy. - spojrzałam na portret Grubej Damy, za którym zaraz miałam po raz ostatni zniknąć.
- Daj spokój, nie bądź taki oficjalny. W końcu jesteśmy rodzeństwem! - zaśmiałam się i popatrzyłam na jego delikatny uśmiech. - Mów mi Hermi, Miona czy jak tam chcesz.
- Jasne Miona - popatrzył na mnie z radością - A ty możesz mówić mi Nick.
- Więc... widzimy się jutro? - zapytałam
- Oczywiście!
Przytuliłam go co chyba go zaskoczyło i wbiegłam do Pokoju Wspólnego.
Na powitanie zostałam zasypana pytaniami od przyjaciół, którzy jako jedyni nie siedzieli jeszcze w swoich pokojach. Czas, aby powiedzieć im o wszystkim. Teraz albo nigdy.
- Uspokójcie się proszę. Usiądźcie i posłuchajcie mnie. Mam nie za dobre wieści. - przejechałam wzrokiem po twarzach Harry'ego, Rona i Ginny - Zacznę od tego, że dyrektor zapoznał mnie z moim bratem.
- W jakim domu jest? Gryffindor?
- Cooooooooooo? Bratem?!
- Nie ma nikogo innego o nazwisku Granger... - stwierdził Harry
- No właśnie w tym problem - powiedziałam kiedy nareszcie przestali zadawać pytania. - Tak naprawdę nie mam na nazwisko Granger.
Teraz dopiero zaczęły się pytania i krzyki. Czy oni pozwolą mi powiedzieć wszystko za jednym razem? Wątpię.
- Hej! To nie wszystko. Spokojnie! - straciłam cierpliwość - Moje prawdziwe nazwisko t-to Riddle.
Czekałam na ich reakcję. Wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Najszybciej otrząsnął się Ron.
- Żartujesz sobie?! JESTEŚ CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?! - zacisnął dłonie w pięści i oddychał głęboko - Oszukiwałaś nas cały czas? Jesteś jego szpiegiem? PRZYZNAJ SIĘ!!!
Miałam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam się im wydostać. Najgorsze jest chyba to, że ani Ginny, ani Harry nie próbowali go uspokoić.
- Ron, dowiedziałam się o tym chwilę temu, przysięgam. Nie oszukiwałam was, uwierzcie mi. Proszę. - ostatnie słowo wypowiedziałam tak cicho, że ledwo było je słychać.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci. Wiesz co ci powiem? Jesteś zwykłą suką!
Ała, zabolało. Łzy powoli spływały po moich zaróżowionych policzkach. Byłam smutna i zawiedziona, ale nie tylko. Czułam też wściekłość. Nie wierzyli mi, a przynajmniej Ron.
- Harry...? Ginn...? - zapytałam z nadzieją, ale oni tylko opuścili głowy.
To był cios poniżej pasa. Spodziewałam się, że mogę ich stracić, ale teraz to wydaje się takie nierealne. Zawsze byliśmy razem, bez względu na wszystko. A teraz wszystko się skończyło. Te wszystkie lata nic dla nich nie znaczyły. Byłam zła na siebie za to, że zgodziłam się przyjąć nazwisko Riddle oraz na nich za to, że tak po prostu mnie opuścili.
Opanowałam się i... uderzyłam Rona w twarz. Nie kontrolowałam tego.
- Nie chcę was znać, rozumiecie?! Liczyłam, że jako przyjaciele będziecie mnie wspierać, ale chyba się przeliczyłam. Nienawidzę cię Ronaldzie. Ginny, miałam cię za siostrę! A ty Harry? Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz, a ty nawet nie raczyłeś się odezwać! NIENAWIDZĘ WAS, NIENAWIDZĘ! - na pewno obudziłam cały dom swoimi krzykami, ale nie dbałam o to. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego na korytarz i po prostu biegłam przed siebie. Nie chciałam tam wracać. Nie dbałam o to, że mogę zostać złapana i ukarana.
Usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam na siebie wściekła, a co najgorsze to nie za moje słowa, które wykrzyczałam w stronę moich dawnych przyjaciół, po prostu czułam wściekłość, chciałam coś komuś zrobić. Nie, nie żałowałam moich słów. Chyba charakterek odziedziczony po ojcu zaczyna się odzywać. A najdziwniejsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ta wredność pojawiła się tak nagle, bez zapowiedzi. Nic już nie rozumiem.
Wstałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora, aby poprosić o pokój dla gości, mam nadzieję, że zrozumie i udostępni mi go na jedną noc.
Tak jak myślałam Dumbledore był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi przenocować w osobnym pokoju. Weszłam do pomieszczenia, które było naprawdę ładnie urządzone. Brązowe ściany komponowały się z białymi meblami. Na środku stało wielkie, dwuosobowe łóżko do którego chciałam od razu wskoczyć i zasnąć. Obok znajdowała się biała komoda, na której stały świeczki w kolorze blado żółtym. Nad meblem wisiało duże lustro, a zaraz obok niego obrazki, na których widać było różne miejsca w Hogwarcie. Muszę przyznać, że pokój wyglądał duuuuużo lepiej niż te uczniowskie w dormitorium Gryffonów co było trochę nie fair, ale cóż...
Zauważyłam, że przy łóżku leży mój kufer, dyrektor zadbał o wszystko. Ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i inne tego typu rzeczy. Od razu po tym położyłam się mimo wczesnej pory. Nie miałam już na nic ochoty, a poza tym musiałam wstać wcześnie rano, aby przygotować się (między innymi psychicznie) do prawdopodobnej zmiany domu.
Obudziłam się spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7. Miałam dwie godziny do śniadania. Nie chciałam jeszcze wstawać, miałam dużo rzeczy do przemyślenia. Między innymi to, że to wręcz pewne, że trafię do Slytherinu. Spytacie dlaczego nie jestem tam od początku? Ubłagałam Tiarę, nie rozumiałam dlaczego chce mnie przydzielić do Domu Węża. Teraz wiem o wszystkim i nie będę się sprzeciwiać. Nikt jeszcze nie wie jak mam na nazwisko, to będzie dopiero niespodzianka, zaśmiałam się w myślach.
Postanowiłam, że nieco się odmienię. To znaczy pomaluję się i zrobię coś z włosami. Chciałam wyglądać inaczej. W końcu będę Ślizgonką.
- Dosyć szybko się z tym pogodziłam. Ojcze, zapłacisz za mój charakter. - szeptałam do siebie. Przypomniałam sobie kiedy Dumbledore mówił wczoraj, że moje prawdziwe 'ja' miało się odzywać po poznaniu brata i historii rodziny. Jak widać wszystko działa jak należy.
Narysowałam kreski na powiekach, rzęsy pomalowałam grubą warstwą tuszu, a na usta nałożyłam lekko różowy błyszczyk. Włosy wyprostowałam i spięłam wsuwkami. Wyglądałam jak nie ja... Hermiona kiedyś Granger w prostych włosach? Kto by pomyślał!
Nałożyłam na siebie jeszcze szatę i wybiegłam z pokoju. Spotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami uczniów. I dobrze. Teraz jestem Riddle. Nie będę wredną suką i morderczynią. Chyba, że charakterek naprawdę mocno zacznie dawać o sobie znak i będę miała okres. Możliwe.
Weszłam do Wielkiej Sali i czułam na sobie ciekawskie spojrzenia. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru. Nie wiedziałam za bardzo gdzie usiąść więc wybrałam miejsce obok Luny Lovegood oraz Nevilla Longbottoma. Spojrzałam na Ślizgonów. Już niedługo będę siedzieć tam razem z nimi. Co z tego, że wszyscy mnie tam nienawidzą. Mam brata i nazwisko, które ich zdziwi. Chcę zobaczyć ich miny, teraz.
Usłyszałam jeszcze wyzwiska na mnie, które wypowiadał nie kto inny jak Ronald Weasley. Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.
Dyrektor wstał i uciszył wszystkich.
- Chciałbym tylko powiadomić wszystkich, że z pewnych komplikacji jedna z uczennic zmuszona jest jeszcze raz przystąpić do Ceremonii Przydziału. - spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się - Zapraszam do mnie pannę Hermionę Granger... teraz Hermionę Riddle.
Na sali zapadła cisza, wszyscy wpatrywali się we mnie ze strachem. No może oprócz Ślizgonów. Oni byli po prostu zdziwieni. Zauważyłam, że ten Draco Malfoy wpatruje się we mnie ze zdziwieniem, ale wyglądał też na przestraszonego. Nie dziwię mu się, całe 6 lat wyzywał mnie od szlam, teraz się boi. Nie martw się Malfoy, nie jestem okrutna. Złapałam jeszcze pokrzepiający uśmiech brata i ruszyłam na podest. Usiadłam na przygotowanym dla mnie krześle i założyłam Tiarę.
- Oh to panna Granger! Tak bardzo prosiła mnie pani o nie przydzielenie do Slytherinu, a teraz ponowne przystąpienie do Ceremonii? Co się zmieniło?
Dlaczego ten głupi kapelusz nie mówi mi w głowie tak jak powinien?! Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o co prosiłam ugh...
- Profesorze, dlaczego ta czapka nie może trochę ciszej, na przykład w mojej głowie? Co się zmieniło?! - usłyszałam ciche śmiechy z prawej strony i uśmiechnęłam się - Ponieważ nie chcę okłamywać samej siebie o tym kim jestem, a poza tym poznałam kogoś bliskiego. - powiedziałam to szeptem, aby nikt tego nie usłyszał, ale na sali panowała taka cisza, że zapewne każdy słyszał o czym mówię. - I przekonałam się, że myliłam się co do niektórych moich przyjaciół. - to dodałam głośniej.
- Czapka? Wypraszam sobie panienko! - cała sala oprócz Gryfonów zaczęła się śmiać. Nawet profesor Snape! - Ale rozumiem i muszę powiedzieć, że teraz nie masz wyboru albo po prostu nie chcesz go mieć. Dobrze więc... SLYTHERIN!
Krzyki radości i oklaski dochodziły do mnie ze strony Domu Węża. Podeszłam do brata i przytuliłam go, odwzajemnił gest.
- Rozmawiałam i dyskutowałam z czapką, co ze mną nie tak? - zaśmiałam się.
- Ślizgońska krew, ot co. - usłyszałam głos. Kogo? Malfoya. Popatrzyłam na niego, ale zaraz się odwróciłam.
Miał rację. Ślizgońska krew... Czas zacząć życie typowego Ślizgona.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie drugi rozdział! Muszę wam powiedzieć, że miałam pewne trudności w napisaniu go ponieważ miałam dużo nauki + na weekend majowy nie ma mnie w domu. Ale udało się w czym baaardzo pomógł mi Ed Sheeran i jego nieziemski głos. Mogę go słuchać dzień i noc.
Ogólnie nie jestem zadowolona z notki, ale kurczę, nie chciałam opóźniać dodania kiedy dochodzi mi czytelników. Chciałabym podziękować dwóm dziewczynom: Sam-Wiesz- Kto oraz Alexandra L. za komentarze, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dziękuuuuuuuuuję!
Na koniec przepraszam za błędy, powtórzenia itd. jak zwykle haha.
Następna notka typowo max za tydzień. PROSZĘ KOMENTUJCIE.
ZASADA CZYTASZ = KOMENTUJESZ DZIAŁA NA MOIM BLOGU.
Pozdrawiam was i ściskam mocno! :*
-Nessa
Na powitanie zostałam zasypana pytaniami od przyjaciół, którzy jako jedyni nie siedzieli jeszcze w swoich pokojach. Czas, aby powiedzieć im o wszystkim. Teraz albo nigdy.
- Uspokójcie się proszę. Usiądźcie i posłuchajcie mnie. Mam nie za dobre wieści. - przejechałam wzrokiem po twarzach Harry'ego, Rona i Ginny - Zacznę od tego, że dyrektor zapoznał mnie z moim bratem.
- W jakim domu jest? Gryffindor?
- Cooooooooooo? Bratem?!
- Nie ma nikogo innego o nazwisku Granger... - stwierdził Harry
- No właśnie w tym problem - powiedziałam kiedy nareszcie przestali zadawać pytania. - Tak naprawdę nie mam na nazwisko Granger.
Teraz dopiero zaczęły się pytania i krzyki. Czy oni pozwolą mi powiedzieć wszystko za jednym razem? Wątpię.
- Hej! To nie wszystko. Spokojnie! - straciłam cierpliwość - Moje prawdziwe nazwisko t-to Riddle.
Czekałam na ich reakcję. Wpatrywali się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Najszybciej otrząsnął się Ron.
- Żartujesz sobie?! JESTEŚ CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?! - zacisnął dłonie w pięści i oddychał głęboko - Oszukiwałaś nas cały czas? Jesteś jego szpiegiem? PRZYZNAJ SIĘ!!!
Miałam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam się im wydostać. Najgorsze jest chyba to, że ani Ginny, ani Harry nie próbowali go uspokoić.
- Ron, dowiedziałam się o tym chwilę temu, przysięgam. Nie oszukiwałam was, uwierzcie mi. Proszę. - ostatnie słowo wypowiedziałam tak cicho, że ledwo było je słychać.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci. Wiesz co ci powiem? Jesteś zwykłą suką!
Ała, zabolało. Łzy powoli spływały po moich zaróżowionych policzkach. Byłam smutna i zawiedziona, ale nie tylko. Czułam też wściekłość. Nie wierzyli mi, a przynajmniej Ron.
- Harry...? Ginn...? - zapytałam z nadzieją, ale oni tylko opuścili głowy.
To był cios poniżej pasa. Spodziewałam się, że mogę ich stracić, ale teraz to wydaje się takie nierealne. Zawsze byliśmy razem, bez względu na wszystko. A teraz wszystko się skończyło. Te wszystkie lata nic dla nich nie znaczyły. Byłam zła na siebie za to, że zgodziłam się przyjąć nazwisko Riddle oraz na nich za to, że tak po prostu mnie opuścili.
Opanowałam się i... uderzyłam Rona w twarz. Nie kontrolowałam tego.
- Nie chcę was znać, rozumiecie?! Liczyłam, że jako przyjaciele będziecie mnie wspierać, ale chyba się przeliczyłam. Nienawidzę cię Ronaldzie. Ginny, miałam cię za siostrę! A ty Harry? Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz, a ty nawet nie raczyłeś się odezwać! NIENAWIDZĘ WAS, NIENAWIDZĘ! - na pewno obudziłam cały dom swoimi krzykami, ale nie dbałam o to. Wybiegłam z Pokoju Wspólnego na korytarz i po prostu biegłam przed siebie. Nie chciałam tam wracać. Nie dbałam o to, że mogę zostać złapana i ukarana.
Usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam płakać jak dziecko. Byłam na siebie wściekła, a co najgorsze to nie za moje słowa, które wykrzyczałam w stronę moich dawnych przyjaciół, po prostu czułam wściekłość, chciałam coś komuś zrobić. Nie, nie żałowałam moich słów. Chyba charakterek odziedziczony po ojcu zaczyna się odzywać. A najdziwniejsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ta wredność pojawiła się tak nagle, bez zapowiedzi. Nic już nie rozumiem.
Wstałam i ruszyłam w stronę gabinetu dyrektora, aby poprosić o pokój dla gości, mam nadzieję, że zrozumie i udostępni mi go na jedną noc.
Tak jak myślałam Dumbledore był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi przenocować w osobnym pokoju. Weszłam do pomieszczenia, które było naprawdę ładnie urządzone. Brązowe ściany komponowały się z białymi meblami. Na środku stało wielkie, dwuosobowe łóżko do którego chciałam od razu wskoczyć i zasnąć. Obok znajdowała się biała komoda, na której stały świeczki w kolorze blado żółtym. Nad meblem wisiało duże lustro, a zaraz obok niego obrazki, na których widać było różne miejsca w Hogwarcie. Muszę przyznać, że pokój wyglądał duuuuużo lepiej niż te uczniowskie w dormitorium Gryffonów co było trochę nie fair, ale cóż...
Zauważyłam, że przy łóżku leży mój kufer, dyrektor zadbał o wszystko. Ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i inne tego typu rzeczy. Od razu po tym położyłam się mimo wczesnej pory. Nie miałam już na nic ochoty, a poza tym musiałam wstać wcześnie rano, aby przygotować się (między innymi psychicznie) do prawdopodobnej zmiany domu.
Obudziłam się spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7. Miałam dwie godziny do śniadania. Nie chciałam jeszcze wstawać, miałam dużo rzeczy do przemyślenia. Między innymi to, że to wręcz pewne, że trafię do Slytherinu. Spytacie dlaczego nie jestem tam od początku? Ubłagałam Tiarę, nie rozumiałam dlaczego chce mnie przydzielić do Domu Węża. Teraz wiem o wszystkim i nie będę się sprzeciwiać. Nikt jeszcze nie wie jak mam na nazwisko, to będzie dopiero niespodzianka, zaśmiałam się w myślach.
Postanowiłam, że nieco się odmienię. To znaczy pomaluję się i zrobię coś z włosami. Chciałam wyglądać inaczej. W końcu będę Ślizgonką.
- Dosyć szybko się z tym pogodziłam. Ojcze, zapłacisz za mój charakter. - szeptałam do siebie. Przypomniałam sobie kiedy Dumbledore mówił wczoraj, że moje prawdziwe 'ja' miało się odzywać po poznaniu brata i historii rodziny. Jak widać wszystko działa jak należy.
Narysowałam kreski na powiekach, rzęsy pomalowałam grubą warstwą tuszu, a na usta nałożyłam lekko różowy błyszczyk. Włosy wyprostowałam i spięłam wsuwkami. Wyglądałam jak nie ja... Hermiona kiedyś Granger w prostych włosach? Kto by pomyślał!
Nałożyłam na siebie jeszcze szatę i wybiegłam z pokoju. Spotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami uczniów. I dobrze. Teraz jestem Riddle. Nie będę wredną suką i morderczynią. Chyba, że charakterek naprawdę mocno zacznie dawać o sobie znak i będę miała okres. Możliwe.
Weszłam do Wielkiej Sali i czułam na sobie ciekawskie spojrzenia. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę stołu Gryffindoru. Nie wiedziałam za bardzo gdzie usiąść więc wybrałam miejsce obok Luny Lovegood oraz Nevilla Longbottoma. Spojrzałam na Ślizgonów. Już niedługo będę siedzieć tam razem z nimi. Co z tego, że wszyscy mnie tam nienawidzą. Mam brata i nazwisko, które ich zdziwi. Chcę zobaczyć ich miny, teraz.
Usłyszałam jeszcze wyzwiska na mnie, które wypowiadał nie kto inny jak Ronald Weasley. Mimo wszystko zrobiło mi się przykro.
Dyrektor wstał i uciszył wszystkich.
- Chciałbym tylko powiadomić wszystkich, że z pewnych komplikacji jedna z uczennic zmuszona jest jeszcze raz przystąpić do Ceremonii Przydziału. - spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się - Zapraszam do mnie pannę Hermionę Granger... teraz Hermionę Riddle.
Na sali zapadła cisza, wszyscy wpatrywali się we mnie ze strachem. No może oprócz Ślizgonów. Oni byli po prostu zdziwieni. Zauważyłam, że ten Draco Malfoy wpatruje się we mnie ze zdziwieniem, ale wyglądał też na przestraszonego. Nie dziwię mu się, całe 6 lat wyzywał mnie od szlam, teraz się boi. Nie martw się Malfoy, nie jestem okrutna. Złapałam jeszcze pokrzepiający uśmiech brata i ruszyłam na podest. Usiadłam na przygotowanym dla mnie krześle i założyłam Tiarę.
- Oh to panna Granger! Tak bardzo prosiła mnie pani o nie przydzielenie do Slytherinu, a teraz ponowne przystąpienie do Ceremonii? Co się zmieniło?
Dlaczego ten głupi kapelusz nie mówi mi w głowie tak jak powinien?! Nie chcę, żeby wszyscy wiedzieli o co prosiłam ugh...
- Profesorze, dlaczego ta czapka nie może trochę ciszej, na przykład w mojej głowie? Co się zmieniło?! - usłyszałam ciche śmiechy z prawej strony i uśmiechnęłam się - Ponieważ nie chcę okłamywać samej siebie o tym kim jestem, a poza tym poznałam kogoś bliskiego. - powiedziałam to szeptem, aby nikt tego nie usłyszał, ale na sali panowała taka cisza, że zapewne każdy słyszał o czym mówię. - I przekonałam się, że myliłam się co do niektórych moich przyjaciół. - to dodałam głośniej.
- Czapka? Wypraszam sobie panienko! - cała sala oprócz Gryfonów zaczęła się śmiać. Nawet profesor Snape! - Ale rozumiem i muszę powiedzieć, że teraz nie masz wyboru albo po prostu nie chcesz go mieć. Dobrze więc... SLYTHERIN!
Krzyki radości i oklaski dochodziły do mnie ze strony Domu Węża. Podeszłam do brata i przytuliłam go, odwzajemnił gest.
- Rozmawiałam i dyskutowałam z czapką, co ze mną nie tak? - zaśmiałam się.
- Ślizgońska krew, ot co. - usłyszałam głos. Kogo? Malfoya. Popatrzyłam na niego, ale zaraz się odwróciłam.
Miał rację. Ślizgońska krew... Czas zacząć życie typowego Ślizgona.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie drugi rozdział! Muszę wam powiedzieć, że miałam pewne trudności w napisaniu go ponieważ miałam dużo nauki + na weekend majowy nie ma mnie w domu. Ale udało się w czym baaardzo pomógł mi Ed Sheeran i jego nieziemski głos. Mogę go słuchać dzień i noc.
Ogólnie nie jestem zadowolona z notki, ale kurczę, nie chciałam opóźniać dodania kiedy dochodzi mi czytelników. Chciałabym podziękować dwóm dziewczynom: Sam-Wiesz- Kto oraz Alexandra L. za komentarze, które naprawdę wiele dla mnie znaczą. Dziękuuuuuuuuuję!
Na koniec przepraszam za błędy, powtórzenia itd. jak zwykle haha.
Następna notka typowo max za tydzień. PROSZĘ KOMENTUJCIE.
ZASADA CZYTASZ = KOMENTUJESZ DZIAŁA NA MOIM BLOGU.
Pozdrawiam was i ściskam mocno! :*
-Nessa
o kurcze! to zacznę od rozdziału.. jak dla mnie bajka!
OdpowiedzUsuńnowy charakterek Mionki, może wiele namieszać, czuję że będzie świetną ślizgonką ;D
Ron, jak zawsze okazał się nie wyrozumiały.. ehh zawiodłam się na Harrym i Ginn.
i już komentarz Draco :D podoba mi się ;)
pod koniec wręcz pisnęłam z zachwytu! czekam na to typowe ślizgońskie życie :D
fajnie, że jest tu trochę humoru, nie tylko powaga i powaga :) fragment z "czapką" haha<3
cudownie :* nie przepraszaj, liczy się treść ;)
i nie dziękuj, bo nie ma za co :* cieszę się że moje komentarze w jakiś mały sposób, Ci pomagają w motywacji ;)
strasznie się nie mogę doczekać kontynuacji :D
Pozdrawiam ciepło,
SWK <3
PS: Tak na marginesie, tez uwielbiam Ed'a ♥
UsuńCharakterek Hermiony duuuużo namiesza, ale.... ja też trochę namieszam haha! Mam zamiar nie być jakoś bardzo milutka dla bohaterów (jak na prawdziwą Ślizgonkę przystało) i przysporzyć im paru kłopotów. Ale nie będę ujawniać wszystkiego!
UsuńDziękuję za komentarz i tak, twoje komentarze pomagają mi, ponieważ gdyby nie ty to nie miałabym w ogóle komentarzy, więc smuteczek trochę, ale będę cierpliwa i poczekam na innych czytelników, co niestety nie wiem kiedy nastąpi.
Pooooozdrawiam <3
-Nessa
PS. Jak można nie kochać Ed'a? hihi
Cieszę się :D
UsuńCzyli będzie ciekawie ;) Jasne, to czekam na to z niecierpliwością!
Nie ma za co i bądź cierpliwa, jestem pewna że tak dobre opowiadanie, wkrótce zdobędzie wielu czytelników :*
Również pozdrawiam,
SWK <3
PS: Nie można :D